Indie szykują się do skoku

Rosną jak Chiny, ale są demokratyczne. Indie - czwarta gospodarka Azji, która zaczyna rozwój tak dynamiczny jak Państwo Środka

Premier Manmohan Singh nie krył zadowolenia, kiedy pod koniec ubiegłego tygodnia ujawniono najnowsze dane ekonomiczne - w drugim kwartale hinduska gospodarka rosła w tempie prawie 9 proc. Okazało się, że działa jego program reform gospodarczych (m.in. liberalizacja dziedzin dotychczas zarezerwowanych dla państwa).

To kolejne świetne wyniki, a może być jeszcze lepiej - prognozują ekonomiści Banku Światowego. - Indie to jeden z najbardziej obiecujących rynków na świecie. Pod bokiem Chin rośnie kolejne gospodarcze mocarstwo - uważają. Tempo wzrostu gospodarczego nad Gangesem jest drugie co do wielkości właśnie po Chinach.

Jeszcze dwa lata temu nie było to takie pewne. Jednak dzięki świetnym zbiorom w 2003 r. ruszył popyt wewnętrzny, który dał impuls rozwojowy całej gospodarce, a zliberalizowane sektory takie jak telekomunikacja zaczęły się błyskawicznie rozwijać. W Indiach nadal dwie trzecie mieszkańców pracuje i wydaje pieniądze na wsi - więc od dobrych zbiorów zależy koniunktura.

W tym roku dane statystyczne są imponujące: w drugim kwartale najszybciej zwiększała się wartość usług (13,2 proc.) i produkcji przemysłowej - o 11,3 proc.

Usługi odpowiadają za ponad połowę PKB. Centra usług przenoszone z Wielkiej Brytanii, USA i Kanady do Bangalore to tylko wierzchołek góry lodowej: usługi inżynierów, informatyków świadczone na odległość z Indii są dziś w cenie. Hinduski cud gospodarczy mógł się zdarzyć właśnie dzięki stale rosnącemu zagranicznemu popytowi na usługi.

Po usługach ruszył przemysł - wzrost produkcji o ponad 11 proc. hinduskich ekonomistów cieszy najbardziej. Minister finansów zapowiedział, że jego kraj będzie się starał wyspecjalizować w kilkunastu gałęziach przemysłu i dzięki nim konkurować w globalnej gospodarce. Indie stawiają na przemysł motoryzacyjny, włókienniczy, ale także starają się konkurować np. w dziedzinie biotechnologii.

Indie wiernie kopiują chiński przepis na sukces - w ubiegłym roku uchwaliły ustawę, która pozwala tworzyć specjalne strefy ekonomiczne (gdzie ulgi podatkowe sięgają nawet 100 proc., a praca jest tak tania jak w Chinach). Do dziś ponad 150 firm przeniosło swe zakłady produkcyjne do Indii, kolejne 250 chce to zrobić jak najszybciej. W ciągu następnych lat strefy mają przynieść blisko 10 mld dol. zysku - zapewnia minister gospodarki Kamal Nath.

To bezpośrednie starcie z Chinami, które dotychczas były najtańszą fabryką świata. To, że kapitał kocha Chiny, widać najlepiej w sumie inwestycji zagranicznych - w tym roku z zagranicy ma tam napłynąć ponad 100 mld dol. I choć Hindusi na razie nie mogą się jeszcze pochwalić takimi wynikami, gonią Państwo Środka. - Indie mają poważną przewagę w wyścigu po inwestorów nad Chinami. To system prawny, który jest znacznie bardziej przewidywalny i bliższy europejskiemu niż chiński - mówią eksperci Banku Światowego.

Indie pozyskują nowych partnerów gospodarczych. Poniedziałkowa wizyta w RPA, podczas której premier Singh przekonywał do zwiększenia handlu pomiędzy dwoma krajami, to nie tylko kurtuazyjna wymiana dyplomatycznych uprzejmości. Hindusi nie chcą się spóźnić w wyścigu po surowce w Afryce (ropę, metale) - Chińczycy już tam są.

Jednocześnie bardzo aktywnie negocjują z Unią Europejską, która stara się o traktat o wolnym handlu z Indiami. - Jesteśmy gotowi sprzedać wam wszystko jeszcze taniej niż Chińczycy. Zobaczycie: od jabłek, przez telefony, po usługi komputerowe. Tylko dajcie nam szansę - mówił mi rok temu Sunil Bharti Mittal na spotkaniu najlepszych biznesmenów w Monte Carlo.

Mittal założył największą sieć komórkową w Indiach, stworzył model niskokosztowego telekomu. Rozmowy w jego sieci kosztują 3 centy za minutę. I firma zarabia. - Musisz być pierwszy, przed konkurencją. W Europie, jak się otworzy, też będę pierwszy - mówił Mittal. Nie ma żadnego powodu mu nie wierzyć, a europejskie telekomy już dziś powinny się bać.