Więzienie za zmuszanie psa do zabijania kotów

Do więzienia za znęcanie się nad zwierzętami? Dlaczego nie?! Krakowski sąd skazał na półtora roku pozbawienia wolności krakowianina za to, że zachęcał swojego pitbulla, by ten mordował na osiedlu koty

Tak wysoka kara więzienia to precedens, bo zazwyczaj tego typu przestępstwa kończyły się wyrokami w zawieszeniu lub grzywnami. - Psa użyto jako narzędzia do zabijania - podkreśla sędzia Wojciech Domański, uzasadniając wyrok - W dobie narastającej fali tego rodzaju czynów skierowanych przeciwko zupełnie bezbronnym zwierzętom wyłącznie dla zaspokojenia własnych, niemających nic wspólnego z pragnieniami człowieka "fanaberii", takie zachowanie nacechowane bardzo dużym ładunkiem kryminalnego bezprawia wymaga oddziałania surową karą - zaznacza.

- Ten wyrok to światełko w ciemnym tunelu, bo zgłaszając przemoc wobec zwierząt, często walimy głową w mur - uważa Jadwiga Osuchowa, prezes Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.

Pitbull zabójca

Koci horror trwał kilka tygodni. Na jego ślad natrafili mieszkańcy nowohuckiego osiedla, gdy na alejkach zaczęli znajdować zabite zwierzęta. Większość kotów miała odgryzione głowy. Okazało się, że sprawcą jest pitbull należący do ich 52-letniego sąsiada. Mężczyzna sam wyszkolił psa, by ten atakował innych. - W parku odgrywał rolę pozoranta, owijając rękę grubymi szmatami. Na jego komendę wydawaną rytmicznymi klaśnięciami dłońmi pies rzucał się na rękę - opowiadał jeden ze świadków.

Wyszkolony przez Marka S. pies urządzał sobie polowania na osiedlu, które odbywały się na oczach spacerujących ludzi i bawiących się w pobliżu dzieci. - Usłyszałam po południu straszne piski. Gdy wyszłam na balkon, zobaczyłam pitbulla rozszarpującego kota. Jego właściciel stał obok i spokojnie się przyglądał. Nawet nie próbował wołać psa - relacjonowała jedna z mieszkanek. Inni opowiadali, jak pitbull ogryzał głowę kotce, a potem podrzucał rozszarpane zwłoki. - Nie ma sprawy, przecież tyle tego tu jest - odpowiedział ze śmiechem właściciel psa na uwagę zwróconą mu przez wstrząśniętych mieszkańców.

Świadkowie podkreślali, że za każdym razem przed atakiem pies był szczuty na koty przez swojego właściciela. - Oskarżony zaatakował nader istotne dobro, jakim jest prawo zwierzęcia do życia i egzystencji wolnej bólu i cierpienia. I bestialsko to dobro zniszczył - podkreśla w sentencji wyroku sędzia Wojciech Domański.

Petycja do ministra

- Przestępcza kariera wielu osób zaczyna się często właśnie od dręczenia zwierząt - zwraca uwagę na konieczność walki z takimi zachowaniami prezes KTOZ Jadwiga Osuchowa. Liczy, że takie wyroki bardziej uczulą policję i prokuraturę na problem znęcania się nad zwierzętami, bo według szacunków towarzystwa niemal połowa doniesień o przemocy wobec czworonogów jest umarzana bądź spotyka się z odmową ścigania sprawcy. Niedawno do towarzystwa trafiła sprawa mężczyzny, który na oczach ludzi skopał psa. Byli świadkowie gotowi to potwierdzić swoimi zeznaniami. Prokuratura odmówiła jednak wszczęcia postępowania, uznając, że materiał jest zbyt wątły.

Krakowscy obrońcy zwierząt zbierają już podpisy pod petycją do ministra sprawiedliwości, by ten zlecił szczegółową kontrolę spraw umorzonych bądź takich, w których organy ścigania odmówiły wszczęcia postępowań. Akcja potrwa do końca października.