Stanisław Kluza szefem KNF

Szefem Komisji Nadzoru Finansowego, jedną z najważniejszych osób dla rynków finansowych, zostanie Stanisław Kluza. Finansiści odetchnęli z ulgą.

W piątek po południu powołanie Kluzy, do niedawna ministra finansów w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, na supernadzorcę nad rynkiem finansowym zapowiedział rzecznik rządu Jan Dziedziczak.

Kluza dostanie do ręki olbrzymią władzę. Jako szef KNF będzie wydawał - a w razie potrzeby cofał - licencje dla banków, firm ubezpieczeniowych i funduszy, zatwierdzał prospekty emisyjne spółek, które chcą wejść na giełdę, bez jego akceptacji nie dojdzie do żadnej transakcji (np. fuzji, przejęcia) na polskim rynku finansowym.

Kluza zostanie powołany na pięcioletnią kadencję i będzie praktycznie nieodwoływalny. Będzie mógł dobrać sobie dwóch zastępców, których na jego wniosek powoła premier. Poza tą trójką w KNF zasiądzie jeszcze dwóch przedstawicieli ministerstw (finansów i polityki społecznej), przedstawiciel prezydenta i nominat Narodowego Banku Polskiego.

Koniec bezkrólewia

Nominacja Kluzy nie jest sensacją. Od kilku tygodni wymieniano go jako jednego z najpoważniejszych kandydatów na supernadzorcę. Jego akcje jeszcze wzrosły, gdy do rządu zdecydowała się wrócić Zyta Gilowska i Kluza musiał zwolnić dla niej ministerialny stołek. Wiadomo, że Gilowskiej bardzo zależało, by zatrzymać Kluzę w Ministerstwie Finansów jako jeden z jej zastępców, ale ten wybrał bardziej prestiżową posadę szefa nadzoru finansowego.

Wcześniej głównym kandydatem na szefa KNF był Cezary Mech, główny autor wyborczego programu gospodarczego PiS i były wiceminister finansów. To Mech najbardziej promował ustawę o KNF. Było tajemnicą poliszynela, że pisał ją z myślą, że to on sam zostanie supernadzorcą. Te rachuby przekreślił konflikt z Zytą Gilowską, która zwolniła go z ministerstwa. Podobno negocjując swój powrót do rządu, wśród głównych warunków postawiła taki, by Mech nie został szefem KNF.

Powołanie Kluzy przerwie trwający prawie dwa tygodnie okres "bezkrólewia" w KNF. Choć ten najważniejszy dla rynku finansowego urząd, skupiający nadzór nad wszystkimi bankami, ubezpieczycielami, funduszami inwestycyjnymi i spółkami giełdowymi, ruszył 19 września, to aż do piątku nie miał szefa i nie podejmował żadnych decyzji.

Wprawdzie od prawie miesiąca w KNF działa Iwona Duda (była współpracownica Mecha), urzędniczka Ministerstwa Finansów, powołana przez premiera do organizacji nowego urzędu. Jednak do wczoraj jedynym widocznym efektem jej pracy była zmiana szyldów na budynkach dwóch zlikwidowanych "starych" urzędów nadzorczych - Komisji Papierów Wartościowych oraz Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych. Ich pracownicy dostali jedynie wytyczne, by nadal "robili swoje". Do końca 2007 r. ma działać obecna Komisja Nadzoru Bankowego, ale Kluza automatycznie zostanie jej przewodniczącym (dziś tę funkcję piastuje szef NBP Leszek Balcerowicz).

Finansiści: mogło być gorzej

Finansiści na wieść o nominacji niedawnego ministra finansów na supernadzorcę odetchnęli z ulgą. - Mogło być dużo gorzej - mówili nam wczoraj w nieoficjalnych rozmowach.

Np. Cezary Mech jako szef nadzoru nad funduszami emerytalnymi zyskał przydomek "doktryner", słynął z blokowania konsolidacji na rynku i nasyłania na fundusze wyjątkowo dokuczliwych kontroli.

Niewiele lepsze recenzje wśród bankowców i finansistów miał inny kandydat na szefa KNF - obecny minister skarbu Wojciech Jasiński, oskarżany o blokowanie prywatyzacji i uchylanie się od podejmowania poważnych decyzji.

Na tym tle Kluza jawi się jako młody, dynamiczny fachowiec, doskonale znający problemy rynku finansowego. Absolwent i pracownik naukowy SGH (choć studiował też w Glasgow i St. Louis), pracował w renomowanej firmie doradczej McKinsey oraz w Banku Gospodarki Żywnościowej (w tym ostatnim był nawet głównym ekonomistą).

Zdaniem Krzysztofa Pietraszkiewicza, szefa Związku Banków Polskich, dobrze, że urząd supernadzorcy obejmie osoba, która zna się na finansach i działa od dawna na rynku finansowym. - Nowy szef nadzoru stoi wobec wielkich wyzwań. Musi odbudować reputację naszego nadzoru na arenie międzynarodowej i zmierzyć się z obawami, że nowy nadzór nie będzie tak sprawny jak poprzedni oraz okaże się podatny na naciski polityczne - mówi Pietraszkiewicz.

Ryszard Petru, główny ekonomista banku BPH, zwraca uwagę, że wciąż nie znamy pełnego składu siedmioosobowej KNF, lecz jedynie nazwisko prezesa. - Byłoby niedobrze, gdyby chciano tam wprowadzić osoby z klucza politycznego - mówi Petru.

Test na samodzielność

A Kluza nigdy nie ukrywał swych poglądów politycznych. Reprezentował PiS w ubiegłorocznych, nieudanych rozmowach koalicyjnych z PO, ale jego związki z prawicą datują się jeszcze na koniec lat 90.

Współtworzył wówczas Instytut Europejski, którego założycielami byli - jak pisała ostatnio "Polityka" - Wiesław Walendziak, Kazimierz Marcinkiewicz, Zbigniew Derdziuk (szef Komitetu Stałego Rady Ministrów w czasie premierostwa Marcinkiewicza, teraz jego współpracownik w warszawskim ratuszu), Wojciech Pawlak (obecnie szef TVP 2), Adam Pawłowicz (dziś prezes Ruchu), Marek Budzisz i Jarosław Bauc (były minister finansów, obecnie szef Polkomtela). Z instytutem związani byli m.in. Waldemar Gasper (kiedyś Telewizja Familijna) oraz Cezary Michalski (teraz "Dziennik"), a na jego zebrania wpadali Jarosław Kaczyński, Ludwik Dorn, Wojciech Jasiński oraz Andrzej Diakonow.

Niektórzy z naszych rozmówców obawiają się, że Kluza będzie niesamodzielny i podatny na presję polityków PiS, którzy zapewne obsadzą KNF swoimi ludźmi. - Jako minister finansów nie wykazał się nadzwyczajną charyzmą. To mu przybywało, to ubywało kilka miliardów w prognozach budżetowych, w zależności od potrzeb premiera - przypomina jeden z naszych rozmówców.

Forsowaną przez PiS ustawę od początku kontestował NBP i bankowcy. Podkreślali, że w miejsce trzech niezależnych od rządu komisji powstanie scentralizowany moloch w pełni kontrolowany przez premiera. Europejski Bank Centralny krytykował zminimalizowanie roli NBP w nowym nadzorze. Organizacje pracodawców skarżyły się, że przeprowadzona przez Sejm w ekspresowym tempie ustawa to legislacyjny bubel, w którym roi się od błędów i niedoróbek.

Premier tłumaczył, że skonsolidowany nadzór - wzorowany na brytyjskiej komisji FSA - będzie mógł lepiej i taniej nadzorować sektor finansowy, a zwłaszcza konglomeraty finansowe zajmujące się jednocześnie działalnością bankową, ubezpieczeniową i inwestycyjną.

W piątek nie udało nam się skontaktować z Kluzą.

Stanisław Kluza na czele KNF będzie...