W Krakowie lewy spirytus lał się strumieniami

We wtorek policja aresztowała siedmiu skorumpowanych celników zaangażowanych w ten proceder

Na trop afery wpadł w maju 2005 r. jeden z urzędników Izby Celnej w Krakowie. - Policja i celnicy wykrywali ostatnio coraz więcej lewego alkoholu w knajpianych drinkach i butelkach wódki - opowiada. Skąd wiadomo, że był lewy? Były w nim śladowe ilości tzw. skażalnika. To substancja, którą dodaje się do przemysłowego spirytusu, aby nie można go było pić. Nie jest trująca, ale potwornie gorzka lub śmierdząca - pić takiego trunku nie sposób. Czasem skażalnik nadaje także spirytusowi inny kolor.

Przemysłowy spirytus wykorzystuje się później do rozmaitych celów - np. do produkcji kosmetyków. Do tej pory przestępcy próbowali "odzyskiwać" taki spirytus, pozbywając się chemicznie gorzkiej lub śmierdzącej dolewki. Jednak nowoczesne, stosowane od kilku lat skażalniki są niemal "niezniszczalne" - jeśli dodamy przepisową ilość, to praktycznie nie można się ich pozbyć.

- Zastanawialiśmy się więc, gdzie i w jaki sposób spirytus był odkażany - opowiada celnik.

Okazało się, że wcale nie był, bo nigdy nie był porządnie skażony. Lewy spirytus wyjeżdżał z krakowskiego Polmosu, należącego do Grupy Sobieski - producenta m.in. winiaku, przepalanki i wódki Cracovia, no i oczywiście przemysłowego spirytusu. To ostatnie miejsce, które można by podejrzewać o oszukiwanie na akcyzie. W każdym Polmosie istnieje skład podatkowy będący pod szczególnym nadzorem celników, którzy praktycznie nie wychodzą z siedziby spółki. Każdy Polmos ma bowiem "swoich" celników, zajmujących się tylko nim. Pilnują oni m.in. prawidłowego banderolowania butelek wódki. Poza tym muszą sprawdzić każdy transport alkoholu opuszczający firmę. Mechanizm przekrętu był prosty - celnicy fałszowali protokoły i poświadczali na dokumentach, że spirytus był skażony. W rzeczywistości były w nim tylko śladowe ilości skażalników.

Akcyza to ponad 60 proc. ceny legalnie sprzedawanej wódki. Promocyjny spirytus cieszył się więc wielkim powodzeniem. Dystrybutorem była firma z Tarnowa. - Od niej kupowali go zwłaszcza właściciele barów, restauracji i dyskotek, bo idealnie nadawał się do drinków, ale produkowano z niego także fałszywą wódkę oraz "wzmacniano" tanie wina - opowiada nasz rozmówca z Izby Celnej. - Żeby ukryć firmy kupców, całe kontenery spirytusu sprzedawano nie na faktury, ale na paragony - dodaje.

Ile spirytusu wyciekło z krakowskiego Polmosu? Prowadzący śledztwo prokuratorzy mówią o 110 tys. litrów, ale nasz informator twierdzi, że ilość była znacznie większa - ok. 0,5 mln litrów. Można z tego wyprodukować ponad 2 mln butelek wódki lub ponad 10 mln drinków.

Fiskus stracił co najmniej kilkanaście milionów złotych niepobranej akcyzy. Ale to jeszcze pół biedy. Gorzej, że spirytus przemysłowy jest produkowany inaczej niż spożywczy. Zawiera mnóstwo substancji niezbyt przyjaznych dla organizmu - m.in. metanol, chlor, sód, aldehydy. Wypicie dużej ilości takiego trunku może skończyć się dla konsumenta tragicznie - uszkodzeniem organów wewnętrznych lub nawet śmiercią.

Siedmiu aresztowanym celnikom postawiono na razie zarzut poświadczenia nieprawdy w dokumentach i niedopełnienia obowiązków.

Śledztwa nie komentuje krakowski Polmos. Nie wiadomo, czy zatrzymani celnicy współpracowali z kimś w firmie.