Chińczycy marzą o kosmosie

Czy chińskie zapowiedzi wypraw na Księżyc i Marsa to zwykła propaganda, czy poważna zapowiedź nowego wyścigu o pierwszeństwo w kosmosie?

Jesteśmy gotowi badać Księżyc wspólnie z Chinami - ogłosił niedawno Anatolij Perminow, szef Rosyjskiej Agencji Kosmicznej. Uważa on, że stosowna umowa zostanie podpisana jeszcze przed końcem 2006 r.

Chińskiego programu kosmicznego nie byłoby bez pomocy z Rosji. Rosyjskie technologie stały się podstawą konstrukcji statków z serii Shenzhou, które wyniosły pierwszych tajkonautów na orbitę okołoziemską.

Chociaż po sukcesie programu "Apollo" w 1968 r. Rosjanie ostatecznie przegrali wyścig na Księżyc, to wysłali tam serię łunochodów, mają także ogromne doświadczenia w badaniach planet Układu Słonecznego, m.in. Wenus i Marsa. Teraz podzielą się nimi z azjatyckim sąsiadem.

Wielkie plany i wolne tempo

Pierwszym wspólnym przedsięwzięciem będzie misja bezzałogowa na jeden z księżyców Marsa - Fobosa. Statek, którego start zapowiedziano na 2009 r., ma przywieźć z niego próbki gruntu. Chińczycy zapowiadają, że wyposażony w chińskie urządzenia próbnik przywiezie także "ziemię" z samego Marsa.

Od dwóch lat Chiny pracują nad własnym programem badań Księżyca. W przyszłym roku planują wysłanie na orbitę wokół niego sondy Cheng'e, a trzy lata później - lądownika. Przed 2020 r. chcą przywieźć na Ziemię księżycowy grunt, a w 2024 r. - wysłać tam ludzi. Przed 2020 r. na Księżyc chcą wrócić Amerykanie.

- Na nowy wyścig kosmiczny między USA a Chinami i Rosją na razie się nie zanosi - uważa jednak Brian Harvey, autor książek o chińskim i rosyjskim programie kosmicznym. - Chińczycy mają wielkie plany i wolne tempo. Wysłali dopiero dwie misje załogowe na orbitę, a trzecią przesunęli na 2008 r. Rosjanie są pragmatyczni. Liczą, że z chińskimi funduszami rozwiną własny program kosmiczny. Tłem sojuszu jest gospodarcza i polityczna współpraca obu państw, która ostatnio się zacieśnia.

Brian Harvey nie wyklucza jednak, że za pięć-dziesięć lat współzawodnictwo w kosmosie może się nasilić, bo między Chinami a USA w tych sprawach panuje nieufność. Kiedy trzy lata temu płk Yang Liwei wykonał dziewiczy lot na orbitę w statku Shenzhou 5, w USA rozgorzała debata między zwolennikami (NASA) a przeciwnikami (politycy) współpracy z Państwem Środka w eksploracji kosmosu. Przewagę zdobyli ci drudzy.

Amerykańskie obawy

- Chiny chciałyby dołączyć do budowy Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Ale oficjalnie nie wystąpiły z takim wnioskiem, bo wiedzą, że Ameryka odmówi - tłumaczy Harvey. - Członkowie ekipy prezydenta Busha i większość polityków w Kongresie wytykają, że chiński program kosmiczny jest nadzorowany przez wojsko. Boją się, że to chińska armia najbardziej skorzysta na współpracy.

Rozumiejąc, że współpracy nie będzie, Chiny zapowiadają budowę własnej stacji kosmicznej, która - jak to ujął czołowy chiński projektant Wang Yongzhi - będzie "mała i ekonomiczna", w dodatku zamieszkana jedynie okresowo.

Pod koniec 2005 r. grupa sprzyjających NASA kongresmanów ostrzegała prezydenta Busha, że jeśli w budżecie na 2007 r. nie przeznaczy więcej funduszy na loty wahadłowców, to "międzynarodowi partnerzy" (przede wszystkim Rosja) będą szukać współpracy z Chinami. - W tej chwili bliżej Księżyca są Rosja i Chiny niż USA - alarmowali kongresmani.

Nieufność Amerykanów zwiększają buńczuczne zapowiedzi Chińczyków, którzy nie ukrywają, że zamierzają rozwijać szpiegostwo satelitarne.

Na Księżyc po wizerunek i hel

O ile Rosjanie widzą we współpracy z Chinami polityczny, gospodarczy i naukowy interes, o tyle Chiny traktują program kosmiczny w dużej mierze prestiżowo. Zapowiedzi podróży na Księżyc powtarzają media na całym świecie i w ten sposób Państwo Środka dorzuca cegiełkę do wizerunku wschodzącego technologicznego mocarstwa. A że trudno te zapowiedzi zweryfikować, bo program kosmiczny i jego budżet są utajnione - tym lepiej dla Chin.

Pragmatyczni Chińczycy w eksploracji Księżyca widzą jednak także odległy, ale jednak interes. Księżycowy grunt kryje hel-3 - izotop helu, którego cząsteczki przez setki milionów lat opadały na Srebrny Glob niesione wiatrem słonecznym. Hel-3 to idealne paliwo do elektrowni termojądrowych, które w przyszłości mogą stać się odpowiedzią na nadchodzący kryzys energetyczny. Żeby go wydobyć, wystarczy podgrzać księżycowy pył, a następnie przewieźć uzyskany gaz na Ziemię, gdzie jest go bardzo niewiele.

Fizycy mają nadzieję, że za jakieś sto lat reakcje termojądrowe będzie można wykorzystać na skalę przemysłową. Kosztujący 10 mld dol. ITER - międzynarodowy projekt badawczy, w ramach którego we Francji powstanie największy na świecie reaktor termojądrowy - to po Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (100 mld dol.) drugi pod względem wielkości projekt naukowy na świecie.