Europa Wschodnia przegrała, ONZ pokieruje Azjata

Ban Ki-Moon, minister spraw zagranicznych Korei Południowej, jest już tylko o krok od stanowiska nowego szefa ONZ.

Rozpoczynająca się we wtorek sesja Zgromadzenia Ogólnego ONZ, na którą do Nowego Jorku zjeżdżają głowy państw z całego świata (wśród nich prezydent Lech Kaczyński), to jedna z ostatnich okazji, by kandydaci na następcę Kofiego Annana powalczyli o głosy.

W ostatnich tygodniach pięciu oficjalnych kandydatów do zajęcia gabinetu na 38. piętrze szmaragdowego wieżowca na samym brzegu Manhattanu prowadziło bezprecedensową kampanię wyborczą. Odwiedzali niemal wszystkie kontynenty, byli widoczni na obradach instytucji i organizacji międzynarodowych - zarówno na szczycie państw niezaangażowanych w Hawanie, jak i na forum możnych w Davos. Niektórzy założyli nawet strony internetowe swojej kampanii.

Kogo zachęcają, kogo zniechęcają

W ubiegłych latach sekretarza generalnego wybierano najczęściej w pełnej tajemnicy podczas zakulisowych negocjacji między wielkimi mocarstwami. Do ostatniej chwili nie było wiadomo, kto może wygrać ani nawet kto jest brany pod uwagę.

Druga pięcioletnia kadencja Annana upływa z końcem roku. Nowy sekretarz generalny może zostać wybrany już na przełomie września i października.

Wybory wygra kandydat, który zdobędzie dziewięć głosów poparcia w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Wskazanego przez Radę kandydata musi jeszcze poprzeć większość Zgromadzenia Ogólnego (gdzie głosują wszyscy członkowie ONZ), ale to tylko formalność. Dlatego kluczowe są polityczne targi w Radzie Bezpieczeństwa.

Tak jak w przeszłości kwalifikacje kandydata schodzą na plan dalszy. Najważniejsze jest to, by nie wzbudzał sprzeciwu żadnego ze stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ - USA, Rosji, Chin, Wlk. Brytanii i Francji - którzy mają prawo weta.

W ubiegłym tygodniu odbyło się "głosowanie sondażowe". 15 członków Rady Bezpieczeństwa musiało wskazać, których kandydatów "zachęcają" do starania się o to stanowisko, a których chcieliby "zniechęcić". Zdecydowanym zwycięzcą okazał się minister spraw zagranicznych Korei Południowej Ban Ki-Moon, który otrzymał zaledwie jeden głos "zniechęcający". Drugie miejsce zajął hinduski dyplomata od 30 lat pracujący w ONZ Shashi Taroor (trzy "zniechęcenia").

Teraz trwają spekulacje, które z państw jest przeciw Banowi. Jeśli nie są to Stany Zjednoczone (Biały Dom uważa, że Ban był dotąd zbyt ugodowy w stosunku do Korei Płn.), to raczej już nikt nie może mu zagrozić.

Europa Wschodnia za dziesięć lat?

Choć od dawna w Ameryce można usłyszeć, że dobrymi kandydatami na stanowisko szefa ONZ byliby Aleksander Kwaśniewski oraz prezydent Łotwy Vaira Vike-Freiberga, żadne z nich właściwie nie miało szans na to stanowisko. W piątek co prawda trzy kraje bałtyckie zgłosiły oficjalnie kandydaturę Vike-Freibergi, ale chodzi raczej o promocję regionu niż rzeczywistą walkę.

Zdecydowana większość krajów ONZ przyjęła promowaną od przynajmniej kilku lat głównie przez Chiny tezę, że stanowisko sekretarza generalnego powinno przypaść teraz Azjacie. Argumenty, według których Azja miała swojego szefa ONZ w latach 70., a Europa Wschodnia jeszcze nigdy, właściwie nikogo nie przekonały.

Szczególnie, że stanowisko Chin poparła Rosja, na dodatek zdecydowanie odrzucając możliwość wyboru reprezentanta kraju, z którym Moskwa ma nie najlepsze stosunki (co odnosiło się do szans i byłego polskiego prezydenta, i Łotyszki).

W tej sytuacji Europa Wschodnia o wyborze swego przedstawiciela na szefa ONZ może myśleć dopiero za dziesięć lat. Wtedy upłyną dwie kadencje Azjaty, który zostanie wybrany w najbliższych tygodniach.

- Wybór Kwaśniewskiego na szefa ONZ nigdy nie był realny, ale można było przynajmniej powalczyć. Jednak walka o to stanowisko to długa i ciężka praca, którą trzeba było zacząć przynajmniej dwa lata temu - opowiada "Gazecie" polski dyplomata zajmujący się m.in. stosunkami z ONZ. - Kwaśniewski nigdy tak naprawdę jej nie zaczął. Do naszych placówek nigdy nie poszła wytyczna, by zaangażować się w kampanię. W MSZ nie powstał zespół, który by kierował kampanią. Nie rozpoczęto nawet na poważnie konsultacji z innymi krajami Europy Wschodniej, a przecież to musiałby być kandydat całego regionu. Jego ludzie tylko mówili o tej kandydaturze w kuluarach.

Zdaniem naszego rozmówcy chodziło więc raczej "o przydanie splendoru Kwaśniewskiemu", bo "oczekiwanie, że Biały Dom załatwi mu to stanowisko, to były mrzonki". Wpływ USA na wybór sekretarza generalnego ONZ przy obecnych antyamerykańskich nastrojach na całym świecie jest znikomy.

- Rozmowy o mojej kandydaturze utknęły, bo Biały Dom ma na głowie wybory do Kongresu - mówił jednak w czerwcu podczas wizyty w Waszyngtonie Kwaśniewski.

Amerykanie najbardziej popierają dziś Jordańczyka, księcia Zeida al Husajna, lecz z powodu wątpliwości państw członkowskich, czy można go traktować jako kandydata z Azji, ma on małe szanse.

W ostatnich dniach w ONZ sporo mówi się o kandydacie kompromisowym, którego mogłyby o wiele chętniej poprzeć zarówno Chiny, jak i USA. Chodzi o znaną z pracy dyplomatycznej oraz akademickiej Chan Heng Chee z Singapuru. Kobieta narodowości chińskiej, od dziesięciu lat pracująca w Waszyngtonie jako ambasador Singapuru, może wejść do gry, jeśli na większe opory napotka kandydatura Koreańczyka Bana. Kolejne "głosowanie sondażowe" i być może od razu wybory nowego sekretarza mają się odbyć 28 września.