Lucjan Kydryński nie żyje

Zmarł Lucjan Kydryński, znany dziennikarz, konferansjer, prezenter sceniczny i publicysta. Miał 77 lat. Informację o jego śmierci potwierdziła nam Joanna Drozda, menedżerka Anny Marii Jopek - synowej Kydryńskiego.

Lucjan Kydryński był jednym z najbardziej popularnych i lubianych konferansjerów muzycznych lat 60. i 70. Przez wiele lat prowadził festiwale m.in. w Opolu i w Sopocie oraz koncerty telewizyjne. Był mężem Haliny Kunickiej i ojcem znanego dziennikarza muzycznego Marcina Kydryńskiego.

Kydryński był autorem wielu książek; m.in. "Wierzę piosence", "Znajomi z płyt", "Wiolinem i basem", "Znajomi z estrady", "Gershwin", "Przewodnik operetkowy", "Jan Strauss", "Opera na cały rok","Marek i Wacek - historia prawdziwa", "Kino muzyczne. Przewodnik po filmach muz. 1927-1992" i "Przejazdem przez życie... Kroniki Rodzinne". Przez wiele lat był współpracownikiem tygodnika Przekrój.

Był twórcą popularnych audycji radiowych m.in. "Rewia piosenek", "Świat operetki" i programów telewizyjnych - "Muzyka lekka, łatwa i przyjemna".

Nigdy nie było tak jak za czasów Lucjana

Kydryński na stałe wpisał się w historię sopockiego festiwalu. W swojej karierze poprowadził kilkanaście edycji tej imprezy. W latach 60 i 70. na scenie w Operze Leśnej towarzyszyły mu m.in. Irena Dziedzic, Krystyna Loska, Bożena Walter, Edyta Wojtczak i Lucyna Winnicka. W 1988 r. w prowadzeniu koncertu pomagał m.in. syn Marcin.

Po latach, w 2003 roku Kydryńskiego nagrodzono w Sopocie Bursztynowym Słowikiem. Zrobiono wtedy wyjątek, bo zazwyczaj jest to nagroda przyznawana tylko piosenkarzom.

- Para: Irena Dziedzic i Lucjan Kydryński, najbardziej utkwiła mi w pamięci - pisał w swoim "Telewizyjnym alfabecie wspomnień" Jerzy Gruza wspominając festiwal sopocki. - Być może dlatego, że rywalizacja między tymi ówczesnymi "personalities" rozpalała spory, domysły i plotki. To było dwoje ambitnych, inteligentnych ludzi, których osobowości przeważały często to, co było samą zawartością festiwalu: czyli śpiewania z orkiestrą. Jakoś pasowali do siebie, mimo że prywatnie nie przepadali za sobą. Ale ich obecność na estradzie nadawała całemu wydarzeniu pewien charakter spotkania towarzyskiego. Publiczność miała poczucie, że jest zaproszona na to spotkanie. Czuła się zaszczycona. A jeszcze, gdy Irena zatańczyła z Demisem Roussosem podczas koncertu, wszyscy oszaleli. A później, gdy zmieniali się organizatorzy festiwalu, zaczęto wydziwiać z ludźmi, których lansowano w roli konferansjerów. Aktorzy, redaktorzy, piosenkarze, dyrektor wydziału kultury z Gdańska, a nawet reżyser festiwalu na jubileuszowe wydanie, czyli Jerzy Gruza. Było lepiej, było gorzej, ale nigdy tak, jak za czasów Lucjana i Ireny.

"Najlepszym środkiem na schudnięcie jest 2 kilo zwykłego grochu"

Sam Kydryński w książce "Życie wśród gwiazd" pisał: "Od pięćdziesięciu lat chodzę do teatru i na koncerty. To, oczywiście, nie jest jakąś osobliwą sensacją: wszyscy chodzą, a w każdym razie wszyscy mniej więcej kulturalni. Różnica polega tylko na tym, że większość po latach zapomina, co widziała i słyszała, natomiast ja - pamiętam. I jeśli spisałem swoje wrażenia, rozmowy, refleksje, to po to właśnie, by także innym przywołać w pamięci to, co działo się na naszych - i nie tylko na naszych - scenach i estradach przez ostatnie pół wieku".

Słynął z zabawnych wypowiedzi i ciętych komentarzy. Wśród przypisywanych mu wypowiedzi jest m.in. "Jeśli, żeby zarabiać podwójnie, trzeba dwa razy tyle pracować, to nie widzę, gdzie tu jest jakiś zysk?", "Najlepszym środkiem na schudnięcie jest 2 kilo zwykłego grochu. Wysypuje się go codziennie przez okno, a potem zbiega na ulicę i zbiera" oraz "Majątek małżeństwa składa się: z tego co mężowi udało się zaoszczędzić i z tego, co żonie nie udało się wydać".