Polityk z Kirgizji wrobiony w heroinę

Czy i kto włożył Omurbekowi Tekebajewowi, liderowi kirgiskiej opozycji do bagażu pół kilograma heroiny? Zatrzymanego na Okęciu Kirgiza sąd zwolnił wczoraj rano z aresztu. Nie wykluczył, że padł on ofiarą prowokacji

Premier Kirgizji Feliks Kułow natychmiast ten incydent nazwał "brudną prowokacją" i wskazał na służby specjalne pod kontrolą prezydenta swego kraju.

- Tysiąc razy dziękuję losowi, że przyleciałem do Warszawy, a nie np. do Bangkoku - komentował wczoraj, już po zwolnieniu z aresztu Omurbek Tekebajew.

Tekebajew przyleciał do Polski, by wziąć udział w Forum Gospodarczym w Krynicy. Leciał z Biszkeku (stolica Kirgistanu) z międzylądowaniem w Stambule. W środę wieczorem wylądował na Okęciu. Pies przeszkolony do wykrywania narkotyków zwrócił uwagę na jego bagaż, ale nie podjął tropu. Straż graniczna sięgnęła jednak do jego walizki i wyjęła ze środka drewnianą lalkę tzw. matrioszkę. Lalka pachniała octem. - W środku był szczelnie opakowany walec, a w nim heroina, co potwierdziło niezależne od nas laboratorium urzędu celnego - informuje ppłk Wojciech Zachariasz z Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej. W lalce było 595 g heroiny. Tekebajew osłupiał. Tłumaczył, że nie wie, skąd w jego bagażu znalazła się matrioszka, a tym bardziej narkotyki.

- Poczułem się beznadziejnie - opowiadał nam wczoraj Tekebajew. - Wiedziałem, że to prowokacja zorganizowana przez służby specjalne z otoczenia prezydenta Kirgistanu. Powiedziałem do moich towarzyszy: "Lepiej żeby mnie zabili, niż żeby taki był mój polityczny koniec".

Tekebajew jako parlamentarzysta miał paszport dyplomatyczny. Czy straż graniczna mogła go przeszukać? - Tak, bo jako dyplomata nie był w naszym kraju akredytowany, dla nas był podróżnym z paszportem dyplomatycznym - wyjaśnia ppłk Zacharjasz.

W areszcie straży granicznej spędził półtorej doby. Sprawa trafiła do prokuratury. Wczoraj rano Takebajew stanął przed sądem, bo prokuratura wystąpiła o jego aresztowanie.

Ale sąd go zwolnił. - Dał wiarę wyjaśnieniom podejrzanego, wziął pod uwagę, że nie miał on dostępu do swojego bagażu podczas podróży, że nie wiedział o narkotykach, a fakt ich znalezienia może być wynikiem prowokacji. Zwłaszcza że podejrzany jest działaczem opozycji - mówi sędzia Wojciech Małek, rzecznik sądu okręgowego.

Podczas posiedzenia sądu okazało się, że straż graniczna miała wcześniej informację z Interpolu, na podstawie której wzięła Tekebajewa do kontroli. Z informacji wynikało też, że opozycjonista ma być członkiem uznawanej za terrorystyczną muzułumańskiej organizacji - Hezb ut-Tahrir.

- Interpol dał taką informację, ale sędzia powiedziała, że przyszła ona z Astany, stolicy Kazachstanu, i dotyczyła pasażerów albo z Kazachstanu, albo Uzbekistanu, albo Kirgizji. To wskazuje, jak służby prezydenta Bakijewa chciały zawoalować swój udział w tej sprawie - twierdzi Tekebajew.

Jego zatrzymanie wywołało falę protestów w Kirgizji. Powołana została parlamentarna komisja, której udało się zdobyć zapis kamer wideo z lotniska w Biszkeku potwierdzających wersję o prowokacji. Widać na nim, jak policjanci zabierają i odnoszą gdzieś czekający na załadunek bagaż Tekebajewa. Po kwadransie wracają z walizką.

Zwolnienia Tekebajewa z aresztu straż graniczna nie komentuje. - Niezależnie od tego, czy to była prowokacja, czy nie, naszym obowiązkiem jest nie dopuścić do wwiezienia na terytorium Polski narkotyków - mówi ppłk Zacharjasz.

Ale prokuratura nie zgadza się z decyzją sądu. - Poszło już zażalenie na tę decyzję, bo sąd wziął pod uwagę tylko wersję zatrzymanego - zapowiada prok. Maciej Kujawski.

Tekebajew zrezygnował z udziału w panelu o demokratycznych zmianach w Azji Środkowej w Krynicy. Dziś wraca do rodzinnego kraju. - Jeśli tak, to wystąpimy do władz Kirgizji o przejęcie ścigania - mówi prok. Kujawski.

- Pierwszy raz jestem w Polsce i to w tak niefortunnych okolicznościach. W pierwszym momencie nie wierzyłem w praworządność, ale sąd mnie oczyścił. Będę chciał, aby ten przykład wykorzystać we wprowadzeniu reform prawa w Kirgistanie - mówi Tekebajew.

Wieczny opozycjonista

48-letni Tekebajew, jeden z najpopularniejszych polityków w Kirgizji, od lat pełni rolę wiecznego opozycjonisty. W latach 90. występował przeciwko rządom prezydenta Askara Akajewa. Wiosną 2005 r. był jednym z przywódców nazwanej rewolucją tulipanów ludowej rebelii, która obaliła Akajewa. W rewolucyjnych władzach objął stanowiska przewodniczącego parlamentu.

Wśród rewolucjonistów szybko doszło do rozłamu na frakcję prezydenta Kurmanbeka Bakijewa oraz jego dawnych towarzyszy z opozycji zarzucających prezydentowi zdradę ideałów rewolucji. Poza premierem Feliksem Kułowem wszyscy oni złożyli urzędy i stanęli na czele nowego ruchu opozycyjnego.

Jako ostatni, w lutym, stanowisko przewodniczącego parlamentu złożył Tekebajew. Stało się po ostrej kłótni w parlamencie z prezydentem, któremu Tekebajew zarzucił, że "wszystko spieprzył" i zwymyślał go od psów. A na koniec poradził mu: "Idź i powieś się na drzewie!". W piątek premier Kułow oznajmił, że nie ma najmniejszych wątpliwości, iż Tekebajew padł ofiarą prowokacji.

Podrzucanie narkotyków, pocisków i broni palnej od lat jest w całej Azji Środkowej ulubioną metodą służb bezpieczeństwa w walce z polityczną opozycją. Aresztowanym dysydentom zarzuca się terroryzm i narkotykową kontrabandę. Rutynowo oskarża się ich też o powiązania z tajną muzułmańską organizacją Hezb ut-Tahrir nawołującą do obalenia świeckich władz i państw i zastąpienia ich przez kalifat wiernych. Czasami, by ostatecznie pognębić wrogów, ogłasza się ich dodatkowo homoseksualistami.