Gorączka komputerowej nocy

W Azji bohaterami masowej wyobraźni stali się zawodowi gracze komputerowi. Mają swoje ?stajnie", jak kierowcy Formuły 1, gdzie ćwiczą przed światową cyberolimpiadą

Seul, godzina druga po południu. W największym centrum handlowym Azji trwa rozgrzewka przed trzydziestoma komputerami. Za chwilę kolejny mecz w turnieju gry strategicznej "WarCraft".

W Europie takie gry budzą tylko westchnienia rodziców nastoletnich graczy. W Korei Południowej to ważna część kultury masowej. Generuje równie ogromne pieniądze i emocje jak u nas sport czy kino.

Czy gracz komputerowy, młodzieniec w wyciągniętym podkoszulku i oczach podkrążonych od wpatrywania się w ekran, może być równie atrakcyjny co Beckham czy Penelope Cruz? W oczach koreańskich fanów tak.

COEX to 85 tys. m kwadratowych powierzchni handlowej, akwarium z rekinami, multipleks z szesnastoma kinami, sklepy, restauracje. Jest czym się zająć.

Dziś osiem dziewcząt ubranych na czerwono zmierzy się z chłopcami na żółto. Komputery ustawiono naprzeciwko siebie. Na razie ćwiczą. Palce śmigają po klawiaturach, twarze są bez wyrazu. Choć do meczu jeszcze trzy godziny, tłumek kibiców już niecierpliwie czeka.

Kiedy gra się zaczyna, zapada cisza jak makiem zasiał. Widzowie śledzą w napięciu mecz na ogromnych ekranach. Rozgrywki transmitują trzy telewizje kablowe nadające gry 24 godziny na dobę. Na mecze na świeżym powietrzu potrafi przyjść100 tys. widzów.

To Korea Południowa - kraj, w którym 82 proc. gospodarstw domowych ma szybkie łącze internetowe.

Gry olimpijskie

W Ameryce przeciętny Koreańczyk stwierdza ze smutkiem, że tamtejszy internet jest zbyt powolny do porządnego grania. W Seulu nie da się przejść stu metrów, by nie natrafić na salon gier internetowych, tzw. PC Bang, z rzędami ludzi wpatrzonych w ekrany, z których błyskają strzały.

Poważnym problemem społecznym są tu uzależnienia od gier, zdarzają się nawet przypadki śmierci po wielogodzinnym wysiadywaniu przed ekranem. W "StarCrafta" i "WarCrafta" gra już 17 milionów ludzi, co trzeci mieszkaniec Korei Południowej. "The Korea Times" na swojej stronie internetowej oferuje rozmówki angielsko-koreańskie dla początkujących. Temat - słówka z amerykańskiej gry "StarCraft".

Zawodowi gracze komputerowi stali się idolami koreańskiej kultury masowej obok piłkarzy, gwiazd kina i piosenki. Zwani są progamerami, czyli profesjonalnymi graczami, a ich zawód to e-sport, czyli sport elektroniczny. Poświęcają mu od dziesięciu do dwunastu godzin dziennie.

Spotykam dwóch z nich. 23-letni Ji-Hoon Seo, niepozorny geniusz w wyciągniętym podkoszulku, jest złotym medalistą "StarCrafta" na cyberolimpiadzie w San Francisco (2004), 28-letni pyzaty Jae-Hoon Lee wygrał w Singapurze rok później. W tym świecie wirtualnych smoków i istot pozaziemskich Ji to Xellos, a Lee - ProGuns.

Na oko Xellos wygląda zwyczajnie, tyle że ma oczy zaczerwienione od wpatrywania się w ekran. Polski rodzic odesłałby go od komputera do nauki. Ale nie rodzic koreański. Wie, że dziecko może zarobić więcej od niego.

Progamerzy mają swoje fankluby, a nawet gruppies. Koreańskie fanki zasypiają ze zdjęciem Xellosa. Co w nich podziwiają? Sukces i pieniądze.

- Gdyby olimpiada w Seulu odbywała w 2008, a nie w 1988 roku, jako dyscyplinę pokazową Korea Południowa przeforsowałaby "StarCrafta" - uważa Robert Krakoff, szef amerykańskiej firmy Razer produkującej myszki i klawiatury dla zawodowych graczy. - W sporcie elektronicznym to Koreańczycy wyznaczają dziś trendy.

Wirtualny klasztor Szaolin

Seo i Lee trening zaczynają o 10 rano. Poprzedniego dnia ćwiczyli do trzeciej nad ranem.

Krótkie mycie, śniadanie, potem rozgrzewka. Razem z dwudziestką innych graczy mieszkają w swego rodzaju klasztorze Szaolin, willi przerobionej na ośrodek treningowy.

Na dole zainstalowano dwa rzędy szybkich komputerów, sypialnie są na górze. Gotuje i sprząta obsługa, bo każda chwila progamerów jest cenna.

Nad całością czuwa trener, były zawodowy gracz. - Zazdroszczę im - wzdycha Kim Dongwoo. - "StarCraft" jest dla młodych, koło trzydziestki reakcje stają się zbyt powolne i trzeba spasować.

Zasiadają do komputerów i już od nich nie wstają. Bez końca doskonalą strategię, powtarzając różne zagrania niczym mistrzowie kung-fu cyzelujący ciosy. Chodzi o to, żeby ręce pracowały automatycznie, a umysł mógł się poświęcić planowaniu strategii.

Zawodowi gracze uderzają w klawiaturę 400 razy na minutę. Mówią, że od ćwiczenia bolą ich oczy i nadgarstki. Armia Terranów ściera się z siłami Protosów i Zergów. Rzucają na odsiecz nowe oddziały, bronią baz i zdobywają flagę.

- Osiem lat temu, kiedy zaczynałem, rodzice mówili, że tracę czas - przyznaje Xellos. - Ale mama zobaczyła mnie w telewizji i zmieniła zdanie.

Rozmowie przysłuchuje się koreański dziennikarz z branżowego magazynu "esForce", który pisze tylko o grach. W artykułach opisuje strategię każdej rozgrywki mistrzów "StarCrafta".

Dowiaduję się od niego, że najlepsi gracze warci są 200 tys. dol. rocznie. Progamer dostaje miesięczną pensję, której nie wydaje, bo nie ma na to czasu. Zarabia na nagrodach w turniejach i gażach za występy w reklamach.

Xellos i ProGuns grają dla CJ, koreańskiego giganta na rynku szeroko pojętych usług - od budowlanych po catering. Po co koncernowi gry komputerowe? Chce przywiązać młodych do swojej marki.

StarCraft, czyli soft power

Z tego samego powodu Samsung i koncerny telekomunikacji sponsorują trzy ligi StarCrafta i jedenaście zawodowych zespołów, a także World Cyber Games (WCG) - rozgrywane raz do roku największe na świecie zawody e-sportu nazywane cyberolimpiadą. Rok temu na finały do Singapuru przyjechały ekipy z 67 krajów świata i tłum dziennikarzy. W tym roku WCG po raz pierwszy przyjedzie do Europy, do włoskiej Monzy, gdzie co roku odbywa się wyścig Formuły 1 o Grand Prix Włoch.

Instytut Badań nad Rozwojem Gier w Korei, który działa w ministerstwie kultury, ocenia, że krajowy rynek gier komputerowych jest już wart 1,5 mld dol., o 40 proc. więcej niż rok wcześniej.

W promocję gier komputerowych zaangażowany jest koreański rząd.

Sport elektroniczny promuje bowiem nowoczesny wizerunek Korei Płd. Azjaci są zafascynowani teorią Josepha Nye'a z Harvardu, który dzieli siłę polityczną na "twardą" i "miękką". W przypadku Ameryki ta pierwsza opiera się na US Army, ta druga - na Hollywood. Skoro Japonia ma swoją mangę i anime (czyli komiksy i filmy animowane), to czy sport elektroniczny nie mógłby się stać południowokoreańską soft power? - rozumują decydenci w Seulu.

- Kto wie, czy Chińczycy w Pekinie za dwa lata nie będą chcieli pokazać e-sportu jako pierwsi - zastanawia się Robert Krakoff. Wielkie Chiny z zacięciem kopiują pomysły Korei Południowej, próbując nadrobić dystans cywilizacyjny w stosunku do niewielkiego sąsiada. Oni też chcą mieć najlepszych zawodników w nowatorskiej dyscyplinie, by pokazać, że i za Wielkim Murem jest coraz nowocześniej. W Singapurze na WCG 2005 mecze koreańsko-chińskie miały największą widownię.

Już wkrótce World Cyber Games 2006, wydarzenie, na które gracze komputerowi czekają cały rok.

Co roku walczą tam najlepsi gracze "StarCraft" z całego świata, ale zawsze dominują Koreańczycy. Dlaczego? Kiedy jest się w Korei, odpowiedź narzuca się sama.

Polskie eliminacje WCG

Najlepsi polscy gracze zmierzą się w sobotę w warszawskiej Galerii Mokotów na finale polskich eliminacji do olimipady gier komputerowych - World Cyber Games 2006. Zwycięzcy w pięciu dyscyplinach będą reprezentować Polskę w ogólnoświatowym finale 18-22 października. W tym roku pierwszy raz odbędzie się w Europie, we włoskim mieście Monza pod Mediolanem.

kog