Komentarz Ewy Siedleckiej do wyroku ws. Gilowskiej

Zyta Gilowska została przez sąd lustracyjny ?uniewinniona? ale w sposób, który jej na pewno nie satysfakcjonuje: wyłącznie dlatego, że w procesie poszlakowym - a takim jest każdy proces lustracyjny - wątpliwości sąd musi interpretować na korzyść oskarżonego. Jednak opinia publiczna nie jest związana zasadą domniemania niewinności. A praktycznie całe uzasadnienie sądu było potwierdzeniem tezy rzecznika interesu publicznego, że Gilowska skłamała w oświadczeniu lustracyjnym, bo w istocie była tajnym i świadomym współpracownikiem kontrwywiadu PRL

Można więc śmiało powiedzieć, że proces w gruncie rzeczy nie rozstrzygnął sprawy Zyty Gilowskiej.

Ale nie rozstrzygnął też sporu o kształt lustracji, bo obu jego stronom jednakowo powytrącał argumenty z ręki.

Zwolennikom nowego modelu lustracji - przez powszechne ujawnienie akt i zaświadczenia z IPN-u - wytrącił z ręki argument, że akta SB zawierają samą prawdę i że zarejestrowanie kogoś jako TW oznacza, że był winien współpracy. Proces Gilowskiej pokazał, że akta są niewiarygodne, niekompletne, i mogły być wytwarzane bez żadnej kontroli, czego dowodziły - kuriozalne zresztą - zeznania esbeków. A na podstawie tych akt urzędnicy IPN mają wydawać zaświadczenia, które zdecydują o dalszym losie co najmniej setek tysięcy ludzi. Zaś opinia publiczna ma na ich podstawie samodzielnie osądzać lustrowanych.

Zwolennikom starego modelu, czyli przez proces karny, proces Gilowskiej wytrącił z ręki argument, że w tej procedurze można się oczyścić. W dodatku wyrok, który w gruncie rzeczy uwiarygodnia tezy oskarżenia, a uniewinnienie opiera tylko na zasadzie rozstrzygania wątpliwości na korzyść potwierdza zarzuty przeciwników obecnej lustracji: że ta zasada pozwala umknąć z lustracyjnej sieci tym tajnym współpracownikom, których teczki zostały zniszczone.

Po procesie wszyscy pozostajemy w konfuzji i każdy wierzy w to, w co chce wierzyć. Zaś politycy - niezależnie od tego, w co wierzą - i tak zrobią z wyrokiem to, co będzie dla nich wygodne.

Epilog dopisze samo życie: za kilka tygodni - jeśli nowa lustracja wejdzie w życie, Zyta Gilowska znajdzie się na liście "osób traktowanych przez organa bezpieczeństwa państwa jako osobowe źródła informacji", którą opublikuje IPN. Jak szacuje prezes IPN będzie to kilkaset tysięcy do miliona osób. A, jak głosi preambuła do ustawy o nowej lustracji, OZI są na równi z funkcjonariuszami tajnych służb specjalnych i władzami PRL-u winne łamaniu praw człowieka i podtrzymywaniu totalitarnego systemu. Gilowska jest w o tyle lepszej sytuacji, że przynajmniej miała szanse się bronić. Resztę wyroków na opublikowanych na liście OZI bierze na swoje sumienie IPN i politycy, którzy nową lustrację stworzyli i uchwalą. I prezydent - jeśli ją podpisze.