Rembrandt we Wrocławiu

W poniedziałek padł pierwszy klaps na planie filmu Petera Greenawaya ?Straż nocna?

To pierwsza po wielu latach duża produkcja realizowana we wrocławskiej Wytwórni Filmów Fabularnych. Czy okaże się ratunkiem dla znajdującej się w stanie upadłości instytucji?

- Temu, jak powstaje "Straż nocna", przygląda się wiele firm i instytucji filmowych na Zachodzie. Jak nam się powiedzie, będzie to dla nich sygnał, że można w Polsce robić filmy według systemów obowiązujących w całej Europie. Chodzi o sposób finansowania produkcji - mówi Marcin Rutkiewicz z firmy Yeti Films, która jest polskim koproducentem "Straży nocnej". - Film Greenawaya to pierwszy w Polsce projekt, który ma status koprodukcji europejskiej. Finansowany jest przez Państwowy Instytut Sztuki Filmowej i zgodnie z nową ustawą o kinematografii.

Film początkowo uzyskał z PISF-u 1,2 mln euro. - To była tylko taktyka - mówi producent filmu Piotr Mularuk. - Taka suma była konieczna aby sprowadzić film do Polski. Kiedy już tego dokonaliśmy, dołożyliśmy wszelkich starań, by wkład PISF-u obniżyć pozyskując prywatnego inwestora. Udało się - polska firma Gremi Film Production Grzegorza Hajdarowicza zdecydowała się zainwestować w film.

Międzynarodowa ekipa filmowa złożona z Brytyjczyków, Holendrów, Kanadyjczyków i Polaków będzie w Polsce przez 35 dni zdjęciowych. Film niemal w całości realizowany jest we wnętrzach. Na plenery zarezerwowano tylko pięć dni w Walii. Wrocław skusił filmowców niskimi cenami za wynajem hal zdjęciowych. - Mamy tu idealne warunki. Gdy kręcimy w jednej hali, w drugiej przygotowujemy już dekoracje do kolejnej sceny - mówi producentka Magdalena Napieracz.

Produkcja "Straży nocnej" z budżetem w wysokości 5 mln euro może być ostatnią deską ratunku dla zadłużonej Wytwórni we Wrocławiu. Przed wakacjami sąd postawił ją w stan upadłości, ograniczył kompetencje dyrektora i ustanowił zarządcę, który poprawić ma stan jej finansów.

Wrocławska wytwórnia liczy nie tylko na zyski z wynajmu hal, ale głównie na prestiż, jaki niesie ze sobą nazwisko reżysera (twórcy m.in. "Kontraktu rysownika" i "The Pillow Book").

- Peter Greenaway nie ma pojęcia o problemach WFF. Dla niego liczy się, by plan zdjęciowy był gotowy. Wchodzi i reżyseruje. A my jesteśmy zadowoleni ze współpracy z WFF - mówi Napieracz.

- Greenaway twierdzi, że chce kręcić w tych halach, bo w nich czuje się ducha filmu. On jest tu wszędzie. Myślę, że za jego przykładem mogą pójść inni zagraniczni reżyserzy.

Jednak twórców najskuteczniej przyciąga inny argument. - "Straż nocna" powstaje w Polsce dlatego, że udało się tu pozyskać pieniądze na projekt - mówi Rutkiewicz. Przed rokiem we Wrocławiu chciał kręcić Steven Spielberg, ale projekt przeniesiono na Węgry, gdzie filmowcy mają ulgę podatkową, otrzymują zwrot 20 proc. zainwestowanych pieniędzy. Wrocław stracił 15 mln dolarów. - Dużo zależy oczywiście od tego, jakie będą wrażenia Greenawaya z tej współpracy. Czy powie swoim kolegom reżyserom, że u nas jest profesjonalnie. Ale ważniejsze są rozwiązania systemowe - uważa Waldemar Krzystek, reżyser związany z wrocławską WFF. - Wytwórnia powinna mieć pieniądze, które mogłaby dokładać do danej produkcji: dajemy wam 500 tys. zł, ale realizujecie ten film u nas. Może rozwiązaniem jest stworzenie regionalnego funduszu filmowego.

"Straż nocna" opowiada o jednym z najbardziej burzliwych momentów w życiu słynnego holenderskiego malarza Rembrandta van Rijna. - Jak na Greenawaya to dość konwencjonalny film, po części biografia, ale także kryminał - mówi Rutkiewicz. - Rembrandt był zamożnym, ustosunkowanym człowiekiem. Do momentu, gdy namalował jeden ze swych najbardziej znanych obrazów - "Straż nocną". Po ukończeniu tego arcydzieła przestało mu się powodzić. Obraz kryje zagadkę kryminalną. To portret obywateli Amsterdamu w strojach straży miejskiej.

Temat zainteresował Greenawaya, bo reżyser z wykształcenia też jest malarzem, do tego od kilku lat mieszka w Amsterdamie.

Wczoraj twórcy rozpoczęli zdjęcia od sceny śmierci żony Rembrandta Saskii. Główne role w filmie zagrają brytyjscy aktorzy - Martin Freeman i Eva Birthistle. W halach Wytwórni stanęła ascetyczna scenografia przypominająca dekorację teatralną: ogromna sypialnia i łóżko z baldachimem. Reszta tonie w ciemnościach. - Reżyser stosuje estradowy system oświetlenia, jak przy koncertach, co ułatwia pracę, bo nie trzeba do każdej sceny przestawiać świateł - mówi Rutkiewicz. "Straż nocna" realizowana jest w technice cyfrowej High Definition.

W drugoplanowych rolach w filmie zobaczymy Agatę Buzek, Krzysztofa Pieczyńskiego i Macieja Zakościelnego. - Greenaway jest purystą językowym. Z polskimi aktorami pracuje ściągnięty z Walii trener języka angielskiego. Chodzi o to, by mówili z właściwym akcentem - tłumaczy Napieracz. Pieczyński rolę u Greenawaya traktuje jako wyzwanie: - To niedobrze dla aktora, gdy czuje się w pracy zbyt komfortowo. Dlatego chętnie gram postać Jacoba de Roya. To dla mnie najtrudniejsza z dotychczasowych ról. Reżyser wymaga od nas mówienia językiem literackim. To trudne, nawet dla Anglików.

"Straż nocna" będzie miała premierę w maju przyszłego roku na festiwalu filmowym w Cannes.