Nowy urząd do wspierania nauki za 31,5 mln zł.

Dyrektor, trzech zastępców, 15-osobowa rada nadzorcza, prawie stu urzędników. Koszty? 31,5 mln zł rocznie. Co to? Nowy urząd do wspierania polskiej nauki. Chce go stworzyć rząd

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju ma podlegać Ministerstwu Nauki i Szkolnictwa Wyższego. "Gazeta" poznała projekt utworzenia Centrum. Ma się ono zajmować finansowaniem i kontrolą wydatków na badania naukowe - czyli tym, czym dziś zajmuje się resort nauki.

MNiSW tłumaczy jednak, że nowa instytucja będzie to robić lepiej. - Centrum będzie wspierać najbardziej priorytetowe badania dla kraju - mówi Joanna Kulesza, rzecznik resortu. Roczne wydatki budżetu na naukę to 3,3 mld zł. Ile z tego przejdzie przez Centrum? Na pewno będą to setki milionów złotych.

Na czele Centrum stanie dyrektor (powoła go minister na pięcioletnią kadencję) z trzema zastępcami. Centrum ma mieć też 15-osobową radę nadzorczą i biuro do obsługi administracyjnej. Pracę znajdzie tam blisko 100 urzędników, a całość ma kosztować w 2007 r. 31,5 mln zł. Czy to dużo?

- Mógłbym za to uruchomić laboratorium z dziesięcioma boksami do produkcji szczepionki chroniącej przed nowotworem nerki albo sześć profesjonalnych instytutów badawczych zajmujących się biotechnologią - wylicza prof. Maciej Żylicz, prezes Fundacji na rzecz Nauki Polskiej.

Za kilka dni projekt Centrum trafi do konsultacji pracodawców. Konfederacja Pracodawców Polskich (skupia 5 tys. firm) już zapewnia, że go nie poprze. - To wyrzucanie pieniędzy w błoto - mówi Adam Ambrozik z Konfederacji. - Znowu tworzy się instytucje, które zamiast dawać, przejadają pieniądze na naukę.

- Tworzenie nowych instytucji to nic dobrego. Trzeba będzie powołać sekretariaty, zatrudnić sztab ludzi, a to kosztuje - wylicza prof. Witold Kieżun z Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Zarządzania im. L. Koźmińskiego, specjalista ds. administracji, znany z krytyki rozdętej biurokracji publicznej.

Poseł PO Adam Szejnfeld uważa, że partia rządząca tworzy Centrum, by "dać pracę kolegom".

- Jeśli chcemy mieć dobrą administrację, potrzebujemy odpowiedniej liczby urzędników - odpiera zarzuty Joanna Kulesza, rzecznik MNiSW.

Według szumnie ogłoszonego przez PiS programu "Tanie państwo" oszczędności na administracji miały dać 6 mld zł rocznie. Tylko że - jak wyliczyła PO - od czasu objęcia władzy przez tę partię wydatki wzrosły już o 2 mld zł. Zniknąć miało kilkadziesiąt zakładów budżetowych i agencji, ale zamiast tego powstało choćby Centralne Biuro Antykorupcyjne (500 osób, 50 mln zł), Ministerstwo Gospodarki Morskiej (kilkanaście milionów złotych) czy plan powołania Narodowego Instytutu Wychowania (100 osób, 11 mln zł), a liczba ministerstw jest największa od 1989 r.