Powrót susła

Przez ostatnie trzydzieści lat w Polsce było łatwiej natknąć się na ślady UFO niż na susły moręgowane. Dziś, dzięki wysiłkom poznańskich i opolskich przyrodników, mamy już w naszym kraju kilkaset tych niewielkich gryzoni

Lato powoli się kończy, a susły z dnia na dzień stają się bardziej tłuste. Szykują się do zimy. Już drugiej, którą spędzą w swoich norkach wykopanych na łąkach między Kamieniem Śląskim a Kamionkiem na Opolszczyźnie. To jedyne miejsce w Polsce, gdzie żyją te zwierzęta. Od dwóch lat. Wcześniej - przez ponad 30 lat, susłów moręgowanych próżno było u nas szukać.

Susły jak żubry

Susły wyginęły na początku lat 70. - ostatnie potwierdzone informacje o tych gryzoniach pochodzą z 1973 r. Znana była wówczas jedna duża kolonia w okolicy Kamienia Śląskiego i kilka mniejszych, m.in. nieopodal Góry św. Anny. W polskiej Czerwonej Księdze Zwierząt suseł moręgowany został zaliczony do kategorii gatunków wymarłych lub prawdopodobnie wymarłych. Prawdopodobnie, bo przez te trzy dekady co jakiś czas pojawiała się sensacyjna wieść, że ktoś widział susła albo jego norkę. Były to jednak pojedyncze i niepotwierdzone doniesienia.

W 2000 i 2001 r. badania, których celem było znalezienie żywego susła moręgowanego, przeprowadziło opolskie Stowarzyszenie na rzecz Ochrony Przyrody Stobrawskiego Parku Krajobrazowego "Bios". Przyrodnicy przez wiele miesięcy przeczesywali obszar między Opolem, Zdzieszowicami i Strzelcami Opolskimi. Bez rezultatu. Nie znaleziono żadnych śladów bytności susłów. Dlaczego wyginęły?

- To wymagające gryzonie, które do życia potrzebują otwartych, koszonych lub zgryzanych przez zwierzęta muraw. A u nas w miejsce pastwisk i ugorów pojawiały się intensywnie uprawiane pola albo nieużytki zarastające drzewami i krzewami - wyjaśnia Borys Kala z Polskiego Towarzystwa Ochrony Przyrody "Salamandra".

Towarzystwo postanowiło odtworzyć populację susła moręgowanego w Polsce. To drugi - po żubrach - gatunek ssaka, który jest przywracany po tym, jak całkowicie wymarł na wolności w naszym kraju.

W 2004 r. przyrodnicy sprowadzili z Węgier 32 susły (wyłapane z tamtejszej dużej kolonii) i dziewięć ze szwajcarskiego zoo w Bernie. - Nie mogliśmy dostać zwierząt z Czech i ze Słowacji. W obu tych krajach sytuacja tego gatunku jest tragiczna - zaznacza dr Andrzej Kepel, który kieruje programem.

Tarcza dla innych gatunków

Podróż do Polski obu grup zwierząt nie obyła się bez przeszkód. Jadąc na Węgry, przyrodnicy z Salamandry mieli wypadek - w tył ich samochodu wjechała ciężarówka. Na szczęście nic im się nie stało, siłę uderzenia tira osłabiły bowiem skrzynki na susły, które zoolodzy wieźli w aucie.

Susły przywieziono do poznańskiego zoo i umieszczono z dala od zwiedzających. Szybko się zaaklimatyzowały, a wiosną rozmnożyły. Latem zeszłego roku część zwierząt - w sumie 79 - po wszczepieniu im pod skórę elektronicznych chipów wypuszczono koło Kamienia Śląskiego. Przez kilka tygodni gryzonie mieszkały w adaptacyjnych, ogrodzonych wybiegach, do których nie miały dostępu drapieżniki. W tym czasie mogły spokojnie kopać sobie norki.

Prawdziwym wyzwaniem dla projektu była jednak tegoroczna długa i mroźna zima. - Susły nie miały zbyt dużo czasu, aby wykopać głębokie nory w kamienistej ziemi - wyjaśnia Andrzej Kepel. Na szczęście świetnie przetrwały zimę, a wiosną energicznie zabrały się do godów - mówi Kepel. Podczas ostatniego obozu przyrodniczego naliczono ponad 400 norek susłów!

W tym roku na opolskie łąki wypuszczonych zostało kolejne 100 susłów wyhodowanych w zoo. - Populacja już w przyszłym roku ma szansę stać się na tyle silna, że programem będzie można objąć kolejne stanowiska - zaznacza Borys Kala. Na szczęście na terenie Opolszczyzny jest sporo odpowiednich nieużytków i łąk.

Projekt będzie trwał jeszcze co najmniej dziesięć lat. - To konieczne - mówi Andrzej Kepel. - Susły to tzw. gatunek tarczowy, jeśli one przetrwają, to przetrwa też wiele innych gatunków zwierząt i roślin - zaznacza. W Kamieniu Śląskim planuje się np. stopniową odbudowę populacji goryczki krzyżowej.

Projekt sponsoruje Program Małych Grantów Funduszu na rzecz Globalnego Środowiska i fundacja EkoFundusz