Polscy emigranci: Ani śladu paniki w mieście

Jak Polacy mieszkający w Londynie zareagowali na czwartkowe wydarzenia? Martwią się jedynie ci, którzy mają bliskich w podróży albo sami się gdzieś wybierali. Pozostali jak zawsze zaganiani w pracy

Według różnych szacunków w Londynie żyje około 200 tys. Polaków, większość przyjechała tu do pracy. W ubiegłorocznych zamachach bombowych w Londynie zginęły trzy Polki. Czy rocznica wydarzenia wpłynęła jakoś na nastrój Polaków? Tak, jeśli były ktoś czekał na wizytę kogoś bliskiego albo sam wybierał się w podróż do Polski.

Młoda lekarka (prowadzi blog formaprzetrwalnikowa.blox.pl ), która w czerwcu tego roku zamieściła w "Gazecie" w ramach "Przystanek Europa" wstrząsający artykuł o tym dlaczego zdecydowała się na wyjazd z Polski, była wczoraj pełna obaw o bliską osobę: (...) O 21.20 planowany jest przylot samolotu z Amsterdamu, na którego pokładzie powinna przybyć cała, zdrowa i uśmięchnieta A., na którą serdecznie czekamy od kilku tygodni. Ale A musi najpierw wsiąść w samolot w Warszawie. A w Warszawie właśnie ewakuowano Okęcie. Co to będzie, co to będzie?". Potem zaczyna jednak żartować: "A., kochanienka, nie zabieraj ze sobą żadnej dziwnej oranżady. Nadawaj raporty z poszczególnych etapów podróży. I nie daj sie terrorystom."

Nie zostanę mamą chrzestną

Podobnych głosów było więcej. - Jurto miałam lecieć do Łodzi na urlop. Nie polecę, bo po prostu się boję. Moja kuzynka poprosiła, żebym została matką chrzestną jej córeczki. Teraz została na lodzie. Pewnie moja mama będzie trzymała małą do chrztu w zastępstwie - mówi Magda Nowakowska, która mieszka i pracuje jako opiekunka do dziecka w Londynie od 5 lat. O próbie zamachów dowiedział się z angielskiej telewizji. - Maluch zasnął i włączyłam sobie TV, żeby coś grało przy sprzątaniu mieszkania. Kiedy zobaczyłam, co się dzieje, natychmiast zadzwoniłam już na lotnisko Stansted, żeby się dowiedzieć, czy mogę przełożyć bilety na inny termin. Nie zastanawiałam się wcale: nie polecę w ciągu kilku najbliższych tygodni i już! Na Stansed jednak na okrągło odpowiada automatyczna sekretarka. Informuje, że nie wolno brać ze sobą do samolotu bagażu podręcznego, nawet komórki, tylko paszport i bilet. Żeby sprawdzić co z moim lotem, muszę się dodzwonić do siedziby Ryanair, bo u nich kupiłam bilet. Z tym niestety dzisiaj też jest problem.

Obok Heathrow można było się wyspać

Z kolei Zuzanna Bujakiewicz, licealistka z Bydgoszczy, która jest w Londynie na kursie języka o zatrzymaniu terrorystów dowiedziała się od mamy, która zadzwoniła do niej z Polski. - Mieszkam niedaleko lotniska Heathtrow i zwykle startujące samoloty dają się nam mocno we znaki. Tymczasem ostatniej nocy wyspałam się jak nigdy, było zupełnie cicho. Byłam zaskoczona, gdy rano, gdy jechałam autobusem na zajęcia nie zauważyłam nawet najmniejszego śladu paniki w mieście. Także w mojej szkole, gdzie uczą się sami cudzoziemcy, nauczyciele nawet słowem nie wspomnieli nam o tym, co się stało.

Anna Urbaniak, absolwentka dziennikarstwa z Wrocławia, od dwóch lat mieszka i pracuje w Londynie. - Na lotniskach jest koszmarnie. Heathrow, Gatwick i Stansted są zablokowane. Ludzie nie mogą wnieść żadnego bagażu podręcznego, chyba że są to np. okulary. Każdą rzecz muszą wypakować i w plastikowej torbie przenieść przez bramkę. Godzinę temu w BBC wypowiadał się ekspert od bezpieczeństwa na lotniskach i nawet on żartował, że jeszcze trochę i ludzie będą wchodzić na pokład samolotu nago i bez bagażu. Są wakacje, wiele rodzin podróżuje z dziećmi. Bagaże przetrzepane, samoloty opóźnione, a dzieci płaczą i trzeba je przewinąć albo nakarmić - opowiada Anna.

Jak upchać laptopa do walizki

Ale na ulicach Londynu jest spokojnie. - Ludzie są zabiegani, jak co dzień. Mówią o tym, ale nie panikują. Zresztą po zamachach w lipcu wyluzowali się, żeby pokazać, że nie dadzą się zastraszyć terrorystom - dodaje.

23- letnia Ela Skręt pracuje w pubie w samym centrum Londynu, tuż przy London Bridge. - Ludzie jak co dzień przychodzą na lunch, ale nie mówią o terrorystach. Gdy zapytałam, to podrzucili kilka szczegółów, ale paniki nie ma. Niektórzy nawet śmieją się, że wakacje i dla mediów to temat zastępczy, bo dziś nie mówią o niczym innym. Właśnie przed chwilą w BBC podali, że odwołano 200 lotów z Heathrow i co dziesiąty z Gatwick. Wpadło do nas też kilka zdenerwowanych osób, bo widzą w telewizji co się dzieje, a mają rodziny gdzieś na lotniskach. Na terminalach koczują tłumy. W dodatku cały sprzęt elektroniczny laptopy, aparaty, komórki, kazano im poupychać w bagażu głównym. Więc z ludźmi nie ma kontaktu, a po drugie - nie wszystkim sprzęt się mieści do walizek .

Nie zamachami, a utrudnieniami na lotnisku martwi się też Marcin Michalak z Wrocławia. O akcji brytyjskiej policji dowiedział się od znajomych. - Od rana siedzę w pracy i dziś jestem sam, więc nic nie wiedziałem - mówi. - A moja dziewczyna jutro leci na Filipiny. Boi się, że urlop jej przepadnie.

Za tydzień leci do Polski. - Przemyślę, czy w ogóle brać bagaż - żartuje.