Mężczyzna na siedem głosów

Testosteron to podstawowy męski hormon płciowy. To także tytuł komedii Andrzeja Saramonowicza o męskich stereotypach. Trwają zdjęcia do filmowej wersji teatralnego przeboju

Od początku sierpnia w Badowie pod Warszawą powstaje nowy film Tomasza Koneckiego i Andrzeja Saramonowicza "Testosteron". Autorzy komedii "Pół serio" i "Ciało" tym razem przenoszą na ekran sztukę teatralną, którą Saramonowicz napisał w 2002 r. dla warszawskiej grupy Montownia. Budżet - 4 mln zł - w całości pochodzi ze źródeł prywatnych.

Bohaterami "Testosteronu" jest siedmiu mężczyzn, którzy spotkają się na przyjęciu weselnym po ślubie jednego z nich, podczas którego panna młoda uciekła spod ołtarza. Śledztwo w sprawie zagadkowego zachowania dziewczyny staje się pretekstem do analizy pogmatwanych relacji męsko-damskich. - Opowiadamy o inteligentach z dużego miasta. Ale ich problemy dotyczą wszystkich. I górników, i piłkarzy ręcznych - mówi Saramonowicz.

Temat podbił już publiczność teatralną. Spektakl w reżyserii Agnieszki Glińskiej był jednym z największych sukcesów frekwencyjnych w polskim teatrze offowym: 300 przedstawień obejrzało dotąd ponad 100 tys. widzów. Sztukę wystawiły teatry w Krakowie, Jeleniej Górze, Łodzi, Bielsku-Białej i słowackiej Nitrze. Wszędzie tłumy. Czy filmowa wersja przebije sukces teatralnej? - Naszym celem jest milion widzów - mówi Saramonowicz.

Ma w tym pomóc obsada, w której znaleźli się popularni aktorzy młodego pokolenia: Piotr Adamczyk, Maciej Stuhr, Cezary Kosiński i Tomasz Kot. Przy stole będzie im usługiwać Borys Szyc jako kelner Tytus. Z teatralnej obsady zostali Krzysztof Stelmaszyk (Stavros, ojciec pana młodego) i Tomasz Karolak (Fistach, muzyk rockowy).

Casanova i pantoflarz

Dla wielu jest to pierwsza przygoda z filmem komediowym. Dla Piotra Adamczyka - zmiana emploi. Aktor, który niedawno zagrał Karola Wojtyłę w filmie "Karol - człowiek, który został papieżem", tu wciela się w postać wściekłego ornitologa, który przeżywa prawdopodobnie najgorszy dzień w swoim życiu - przed ołtarzem, na oczach wszystkich jego narzeczona rzuca go dla innego.

- Jerzy Pilch napisał, że Adamczyk po roli Karola Wojtyły powinien umrzeć. Ja postanowiłem jednak kontynuować życie zawodowe. Wszyscy mi mówili, że teraz powinienem zagrać mordercę, żeby zatrzeć wizerunek, ale ja nie chciałem radykalnego przewrotu. Marzyłem o roli komediowej i marzenie się spełniło się - opowiada aktor.

Nową twarz pokaże również Tomasz Kot, który debiutował w filmie rolą lidera zespołu Dżem, Ryszarda Riedla w "Skazanym na bluesa". Tutaj gra nieśmiałego naukowca imieniem Robal, który nie do końca orientuje się w męskiej hierarchii.

Maciej Stuhr gra Tretyna, copywritera, któremu nieoczekiwanie panna młoda rzuciła się w ramiona w kościele. - Gramy tu facetów, chociaż do nikogo nie strzelamy. Głównie rozmawiamy. Wartość "Testosteronu" polega na umiejętnym skonstruowaniu siedmiu bohaterów, z których każdy reprezentuje jakiś typ mężczyzny. Jest tu typowy samiec i pantoflarz, casanova i mężczyzna wierny. Nasze zadanie polega na tym, aby nie zepsuć dobrego tekstu. Zagrać precyzyjnie, bez szarży.

Komedia słowa

Nowa obsada to nie jedyna zmiana. W filmowej wersji "Testosteronu" wystąpią postacie kobiet: narzeczonych, żon i kochanek, o których rozprawiają bohaterowie. Pojawią się w obrazach z wyobraźni bohaterów.

W przeciwieństwie do "Ciała", które było surrealistyczną komedią o trupie podróżującym przez Polskę, "Testosteron" opowiada historie psychologicznie prawdopodobne, choć zaskakujące. Będzie oparty raczej na zabawnych dialogach, niż na humorze sytuacyjnym. Saramonowicz: - Chcemy powrócić do tradycji polskiej komedii. Filmy, które uchodzą za kultowe, takie jak "Rejs" czy "Miś", zbudowane są na świetnych dialogach. Ludzie po wyjściu z kina nie opowiadają sobie sytuacji, ale cytują teksty. Na tym polega fenomen polskiego humoru.

W teatralnej wersji "Testosteronu" takich fraz było wiele. Np. rockmana Fistacha, który podsumowuje opowieść o swoim nieudanym romansie z dziewczyną z Oazy: "I tak, panowie, skończyła się moja przygoda z rockiem chrześcijańskim".

- Purnonsensowy humor, jaki dzisiaj jest w modzie, jest niszowy. Wierzymy w prostą prawdę: trzeba opowiadać ciekawe historie. A jeśli historia jest udana, to można na nią nakładać kolejne piętra znaczeń - uważa Saramonowicz.

Film wejdzie na ekrany w lutym 2007 r.