Detektyw Rutkowski obciąża prokuratorów

Detektyw Krzysztof Rutkowski przyznał, że z katowickiej prokuratury miał otrzymywać poufne informacje o śledztwie prowadzonym przeciwko mafii paliwowej. Śledczy sprawdzają też, czy zorganizował tajną operację, która miała zdyskredytować Zbigniewa Ziobro, ministra sprawiedliwości

Detektyw Krzysztof Rutkowski jest podejrzany o udział w mafii paliwowej i pranie brudnych pieniędzy. Tydzień temu trafił do aresztu w Bytomiu. Podczas drugiego przesłuchania poszedł na współpracę z katowickimi prokuratorami. Zeznał, że miał otrzymywać poufne informacje na temat śledztwa prowadzonego przeciwko Henrykowi M., śląskiemu baronowi paliwowemu (Rutkowski był u niego zatrudniony jako doradca prawny). Dotarła do niego m.in. lista firm paliwowych, przeciwko którym organa ścigania planowały kontrole, był też informowany o ich wynikach.

Według naszych informacji Rutkowski miał w prokuraturze w Katowicach dwóch informatorów. Jeden w dalszym ciągu tam pracuje, drugi odszedł. Detektyw na razie nie zdradził ich nazwisk. To jego atut w negocjacjach w sprawie obniżenia kary.

- Kilka dni temu ten wątek został przez nas wyłączony i przesłany do Prokuratury Krajowej, która wyznaczy inną jednostkę do jego prowadzenia - powiedział wczoraj prokurator Tomasz Tadla, rzecznik prasowy prokuratury w Katowicach.

Sprawa jest tak poważna, że Rutkowski na każde przesłuchanie jeździ teraz w kamizelce kuloodpornej. ABW obawia się, że ktoś może próbować go zabić.

Ofiarą zeznań detektywa padł już Robert Bińczak, rzecznik prasowy ministra sprawiedliwości, który kilka dni temu podał się do dymisji. "Rzeczpospolita" napisała, że powodem tej decyzji były jego bliskie kontakty z Rutkowskim. Tak naprawdę na dymisji Bińczaka zaważyły jednak związki z Henrykiem M., baronem paliwowym. Okazało się bowiem, że rzecznik ministra kilkakrotnie spotkał się z nim towarzysko. Henryk M. określał go jako "łysego prokuratora". Bińczak nie ma bowiem włosów.

W śledztwie przeciwko Rutkowskiemu pojawił się także sensacyjny wątek. Śledczy mają informacje, że po zwycięskich dla PiS wyborach detektyw miał przeprowadzić operację, której celem było zablokowanie nominacji Zbigniewa Ziobro na ministra sprawiedliwości. - Mogę tylko powiedzieć, że te informacje zostaną przez nas dokładnie sprawdzone. Z uwagi na okoliczności sprawy odmawiamy jednak podania jakichkolwiek szczegółów - stwierdził wczoraj prokurator Tadla. Prokuratura podejrzewa, że Rutkowski chciał zdyskredytować Zbigniewa Ziobro, wykorzystując do tego m.in. dziennikarzy z prasy bulwarowej. Miały do nich dotrzeć trudne do zweryfikowania nieprawdziwe informacje o jego prywatnym życiu.

- Przypuszczamy też, że elementem tej operacji było włamanie do jego mieszkania - mówi nasz informator. Przypomnijmy, że latem 2005 r. nieznany sprawca wszedł po gzymsie do warszawskiego mieszkania ministra Ziobro, ale został spłoszony. Z mieszkania nic nie zginęło.

Śledczy chcą także poznać nazwisko osoby, która zleciła operację przeciwko ministrowi, ustalić, jakie były powody akcji i dowiedzieć się, dlaczego spaliła na panewce.