Nie będzie branki do wojska

Wojsko nie zamierza dodatkowo powołać 30 tys. poborowych - twierdzi Sztab Generalny

Wczorajszy "Dziennik" napisał, że w tym roku do wojska mają być powołani nie tylko poborowi z rocznika 1987, ale też ci z lat poprzednich, którzy wywinęli się od służby. A wszystko dlatego, że brakuje poborowych.

Te informacje wywołały spore zamieszanie w MON. Ich źródłem był prawdopodobnie komunikat na stronach internetowych ministerstwa o poborze rocznika 1987 oraz tych mężczyzn z rocznika 1982-86, którzy z różnych przyczyn nie odbyli służby wojskowej. Podobne komunikaty ukazują się co roku i wynikają z przepisów ustawy o powszechnym obowiązku obrony (pobór obowiązuje mężczyzn do 24. roku życia, a absolwentów szkół wyższych do 28. roku).

Wczoraj szef biura prasowego MON płk Leszek Laszczak oraz płk Krzysztof Łaszkiewicz ze Sztabu Generalnego zgodnie dementowali te informacje. - W siłach zbrojnych jest komplet, nie brakuje nikogo - zapewniał płk Łaszkiewicz. Płk Laszczak podkreślał, że pobór w wojsku odbył się już wiosną i przebiegał jak w poprzednich latach.

Rano opisany pomysł zwiększania poboru skrytykował na konferencji prasowej były szef MON Bronisław Komorowski z PO. Jego zdaniem młodzi ludzie muszą teraz płacić za opieszałość MON, które nie reformuje armii w kierunku zawodowych sił zbrojnych, a podejmuje nowe zadania - oprócz misji w Iraku misję pokojową w Kongu - i dlatego potrzebuje nowych poborowych. - Myśmy od początku wiedzieli, że informacje "Dziennika" mają charakter ogórkowy, ale chcieliśmy wykorzystać zainteresowanie tym artykułem do przedstawienia naszej opinii o MON - tłumaczył już po południu Komorowski.

Poseł PO wyjaśniał, że krytykował niebezpieczne pomysły, jakie zgłaszał kilka tygodni temu wiceszef MON Aleksander Szczygło (obecny szef Kancelarii Prezydenta). Proponował on, aby służbę skrócić do czterech miesięcy, ale za to rozszerzyć pobór. Komorowski: - Moim zdaniem wskazuje to, że ministerstwo nie myśli o zmniejszeniu i profesjonalizacji armii, ale chce wypełnić złożone wcześniej zapewnienie prezydenta, że armia musi być duża, mieć co najmniej 150 tys.