Senat chce cywilizować lustrację

Prezes IPN i dyrektor Biura Prawnego Instytutu poddali w poniedziałek totalnej krytyce senackie pomysły na poprawienie nowej lustracji

W poniedziałek senatorowie Zbigniew Romaszewski (PiS) i Krzysztof Piesiewicz (PO) przedstawili na posiedzeniu senackiej komisji praw człowieka i praworządności poprawki, które chcą wnieść do projektu nowej lustracji.

Senatorowie chcą m.in.:

przywrócenia statusu pokrzywdzonego - IPN wydawałby decyzję o przyznaniu takiego statusu lub odmowę, decyzję można by zaskarżyć do sądu administracyjnego. Pokrzywdzonym nie mogłaby być osoba zarejestrowana jako osobowe źródło informacji lub taka, która wyraziła zgodę na współpracę. Nawet jeśli nigdy tej współpracy nie podjęła. Pokrzywdzonymi nie mogliby być też członkowie władz PZPR, ZSL i SD;

przywrócenia oświadczeń lustracyjnych i sądu lustracyjnego (wydziały lustracyjne powstałyby przy sądach okręgowych);

oświadczenia o współpracy z bezpieką PRL składałyby te same osoby co dziś, a także radni, członkowie zarządów organizacji pozarządowych, które dostają dotacje publiczne przekraczające rocznie milion złotych, a także członkowie zarządu lub rady nadzorczej firm zajmujących się ochroną osób, firm ochroniarskich lub handlujących bronią;

rzecznikiem interesu publicznego byłby dyrektor Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu,

postępowania lustracyjne byłyby jawne, a w sentencji wyroku sąd musiałby zaznaczyć, czy zaistniała sytuacja, gdy musiał rozstrzygać wątpliwości na korzyść lustrowanego.

Poza tym senatorowie m.in. :

chcą wyrzucenia przepisu, że treść zaświadczenia, które dostaje się z IPN (chodzi o to, w jakim charakterze figuruje się w archiwach IPN), może być powodem zwolnienia z pracy;

chcą zmienić przepis nakazujący IPN opublikowanie listy osób traktowanych jako osobowe źródła informacji. Chodzi o to, żeby na tej liście znalazły się tylko osoby, które mają w IPN teczki pracy albo na których współpracę są inne dowody.

- Zamieszczanie na tej liście nazwisk osób, co do których zachowały się tylko zapisy w rejestrach bez możliwości potwierdzenia faktu ich współpracy byłoby krzywdzeniem ludzi - tłumaczył senator Zbigniew Romaszewski.

Senatorzy chcą też m.in., aby o zaświadczenia dotyczące swoich członków mogły występować, za zgodę zainteresowanych, Kościoły i związki wyznaniowe.

Te zmiany zdecydowanie nie spodobały się prezesowi IPN Januszowi Kurtyce i dyrektorowi Biura Prawnego Instytutu Krzysztofowi Zającowi.

- Sporządzenie listy osobowych źródeł informacji wg przedstawionego tu pomysłu jest niewykonalne. IPN musiałby zbadać akta kilkuset tysięcy do miliona osób znajdujących się w rejestrach jako osobowe źródła informacji - mówił prezes Kurtyka.

Skrytykował też przywrócenie statusu pokrzywdzonego: - To oznacza, że będziemy musieli prowadzić postępowanie dowodowe z przesłuchiwaniem świadków i z całą skomplikowaną procedurą. To jest to, czego usiłowaliśmy uniknąć. Chcieliśmy tylko wydawać zaświadczenia o stanie archiwów.

Dyrektor Biura Prawnego Krzysztof Zając użył innych argumentów: - Mogę podać przykład osoby duchownej, której proces beatyfikacyjny właśnie się toczy, która była dwukrotnie rejestrowana (jako OZI) i w tym samym czasie były na nią zbierane materiały. Jest też protokół zniszczenia akt. Kto weźmie odpowiedzialność za nadanie statusu pokrzywdzonego w takiej sytuacji albo za odmowę? - pytał Zając dramatycznie.

- Z tego, co pan mówi, wynika, że nie jesteśmy w stanie niczego ujawnić - odpowiedział senator Krzysztof Piesiewicz. - Bo z tego, czym dysponujemy, nic pewnego nie wynika. To by znaczyło, że powinniśmy tę ustawę odrzucić w całości.