Pierwszy skazany za cuda nad ukraińską urną

Były wicegubernator obwodu zakarpackiego został skazany za sfałszowanie dwa lata temu wyborów na mera Mukaczewa. Była to przygrywka do fałszerstwa wyborów prezydenckich przed pomarańczową rewolucją

Ten wyrok jest pierwszym przypadkiem skazania człowieka z ekipy związanej z byłym prezydentem Leonidem Kuczmą rządzącym Ukrainą do końca 2004 r. Głośne wybory mera Mukaczewa były poligonem, na którym ówczesne władze ćwiczyły techniki walki z opozycją.

Według niezależnych obserwatorów i wyników sondaży wybory z przewagą ok. 5 tys. głosów wygrał w kwietniu 2004 r. Wiktor Bałoha z opozycyjnej wówczas Naszej Ukrainy, dziś minister ds. sytuacji nadzwyczajnych. Jednak władze zrobiły wszystko, żeby fotel mera przypadł nie Bałosze, ale jego rywalowi Ernestowi Nuserowi z prokuczmowskiej Partii Socjaldemokratycznej, którą kierował wszechpotężny niegdyś szef administracji Kuczmy Wiktor Medwedczuk.

W czasie kampanii wyborczej, w dniu samego głosowania i już po zamknięciu lokali w Mukaczewie działy się prawdziwe cuda nad urną. Działaczy opozycji i osoby chcące na nią głosować zastraszano, miasto na kilka dni zostało opanowane przez łysych młodzieńców w czarnych skórzanych kurtkach, którzy zrywali plakaty opozycji, rozbijali spotkania jej kandydata i terroryzowali członków jego sztabu.

Po zakończeniu głosowania szefowie lokalnych komisji byli przekupywani bądź po prostu zmuszani do przepisywania protokołów z wynikami na korzyść Nusera. W wielu komisjach, w których wygrał kandydat opozycji, ginęły całe urny. Jak się potem okazało, zostały skradzione przez milicjantów działających na polecenie przełożonych.

Przebieg wyborów w Mukaczewie skrytykowali zachodni dyplomaci. Był to sygnał, że Ukraina pod koniec rządów Kuczmy coraz bardziej zmierza w stronę autorytaryzmu. Dla opozycji był to z kolei test, czego może spodziewać się ze strony władz w planowanych kilka miesięcy później wyborach prezydenckich. Opozycja wyciągnęła wnioski i rozpoczęła pomarańczową rewolucję, czyli protest przeciwko sfałszowaniu wyborów głowy państwa.

Prokuratura prowadziła śledztwo w sprawie Mukaczewa od kwietnia 2005 r. Oskarżeni zostali były gubernator zakarpacki Wiktor Diadczenko, lokalny radny oraz były komendant miejscowej milicji, wszyscy związani z Partią Socjaldemokratyczną. Zarzucono im, że nakłaniali do fałszowania protokołów wyborczych, przekupywali członków komisji oraz swoim postępowaniem przekroczyli uprawnienia urzędowe.

Proces odbywał się za zamkniętymi drzwiami, utajniono nawet personalia skazanych. Z przecieków wiadomo, że gubernator Diadczenko został skazany na pięć lat więzienia w zawieszeniu. To pierwsza osoba, która odpowie za psucie demokracji pod koniec rządów Leonida Kuczmy. Ludzie dawnej władzy dokonujący manipulacji podczas samej pomarańczowej rewolucji pozostaną bezkarni, bo jesienią zeszłego roku prezydent Wiktor Juszczenko objął ich amnestią.