Przyznali się do pobicia Marokańczyka

Olsztyńska policja powtarza, że pobicie 43-letniego Abdela Mandili w podolsztyńskich Węgajtach było wynikiem kłótni o alkohol. Inaczej twierdzi poszkodowany i świadek zajścia

Mandili, Nauczyciel angielskiego w podwarszawskim liceum w sobotę grał w Węgajtach w przedstawieniu uchodźców "Rasa pieczątek" - o tym, jak trudno żyje im się w naszym kraju. Po wieczornej imprezie muzycznej został pobity.

Od niedzieli olsztyńska policja zatrzymała 11 osób - osiem z nich po przesłuchaniu we wtorek zwolniła do domu. Wczoraj 21-letnim mężczyznom, Rafałowi S. i Adrianowi Sz. z podolsztyńskiej gminy Jonkowo, postawiła zarzut pobicia, które mogło spowodować ciężki uszczerbek na zdrowiu. - Obaj przyznali się do tego, co im zarzucamy - mówi Anna Siwek, rzecznik wojewódzkiej policji w Olsztynie.

Jutro prokurator zdecyduje o losie 23-letniego Łukasza P. Zdaniem policji to on miał pić z Abdelem alkohol. Później dołączyli do nich Rafał S. i Adrian Sz., koledzy Łukasza. - Mężczyźni pokłócili się o alkohol - opowiada Anna Siwek. - Adrian Sz. chwycił butelkę i uderzył nią Marokańczyka w głowę. Później razem z Rafałem S. skopali go, jeszcze kilka razy uderzyli stłuczoną butelką i uciekli.

Podobną tezę głosi wczorajszy komunikat policji. Inną wersję przedstawił wczoraj w "Gazecie" jedyny świadek zdarzenia - nie było kłótni o alkohol, była niespodziewana napaść dwóch zakapturzonych mężczyzn na Mandilę, który poszedł do sklepu z trzecim z nich.

Świadek słyszał, jak bity Abdel Mandili pyta, za co, na co sprawcy odpowiadają: bo jesteś ciemny.

- Rzeczywiście jeden świadek słyszał takie zdanie. Dlatego będziemy sprawdzać, czy motywem napadu nie był rasizm - przyznała Anna Siwek.

Abdel Mandili wyszedł wczoraj ze szpitala w Olsztynie. - Z żadnym z tych, co mnie pobili, nie piłem alkoholu. Atak miał tylko wątek rasistowski - mówi krótko.

W czwartek prokuratura zdecyduje, czy kierować do sądu wniosek o tymczasowe aresztowanie Rafała S. i Adriana Sz. Grozi im kara do ośmiu lat.