Sejm przyjął ustawę o supernadzorze, Senat zajmie się nią już na początku sierpnia

Już za półtora miesiąca rząd może przejąć nadzór nad instytucjami finansowymi. Wczoraj Sejm przyjął ustawę tworzącą superurząd, a na początku sierpnia zrobi to Senat.

Za kontrowersyjną ustawą powołującą Komisję Nadzoru Finansowego głosowało wczoraj 228 posłów, głównie z PiS, LPR oraz Samoobrony. Przeciw było 171, m.in. z Platformy i SLD.

Komisja, której pięciu na siedmiu członków będzie obsadzał rząd, przejmie nadzór nad bankami, firmami ubezpieczeniowymi, funduszami emerytalnymi i inwestycyjnymi, spółkami giełdowymi i biurami maklerskimi. Dziś nadzór ten jest rozproszony w trzech niezależnych od rządu komisjach.

Posłowie odrzucili wszystkie poprawki zgłaszane przez opozycję. PiS nie zgodził się m.in. na objęcie nadzorem KNF instytucji parabankowych, jakimi są Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo-Kredytowe. Wiceminister finansów Paweł Banaś tłumaczył, że KNF ma tylko połączyć trzy dotychczasowe komisje, a nie zmieniać ich kompetencje. A SKOK-i, choć działają jak banki, do tej pory nadzorowi bankowemu nie podlegały.

Upadła też poprawka posłów SLD, którzy chcieli, by w komisji znalazło się miejsce dla prezesów Bankowego Funduszu Gwarancyjnego i Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego (kosztem jednego przedstawiciela rządu).

Sejm zgodził się tylko na to, by odsunąć do 1 stycznia 2008 r. przejęcie przez KNF obecnej Komisji Nadzoru Bankowego. Ale to pozorna zwłoka, bo już od wejścia ustawy w życie szefostwo KNB będzie odebrane prezesowi Narodowego Banku Polskiego i przejdzie w ręce szefa KNF.

Ustawa, krytykowana przez finansistów, NBP, Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Europejski Bank Centralny, przeszła przez Sejm w iście ekspresowym tempie. W ciągu zaledwie miesiąca odbyły się trzy czytania i kilka posiedzeń komisji finansów publicznych. Posłowie zrezygnowali nawet z powołania podkomisji, choć jest to zwyczajem przy każdym ważniejszym projekcie ustawy.

Przedstawiciele Związku Banków Polskich i Polskiej Izby Ubezpieczeń skarżyli się, że w tym pośpiechu nie mieli możliwości, by przekonać posłów do swoich racji. - Nie uwzględniono żadnej istotnej propozycji zgłoszonej przez zainteresowane podmioty. To rzecz bez precedensu w uchwalaniu ustaw regulujących rynek finansowy - komentuje Henryka Bochniarz, szefowa skupiającej pracodawców PKPP Lewiatan.

Zanosi się na to, że tempo prac nad ustawą nie spadnie. Rozpatrzenie projektu jest już w programie ostatniego przedwakacyjnego posiedzenia Senatu (na początku sierpnia). Jeśli senatorowie nie wniosą poprawek (co jest wysoce prawdopodobne), ustawa od razu trafi na biurko prezydenta.

Jeśli tak się stanie, a prezydent nie będzie się ociągał z jej podpisaniem, premier i PiS-owski rząd mogą położyć rękę na nadzorze finansowym już za miesiąc. Ustawa ma bowiem wyjątkowo krótkie, tylko dwutygodniowe vacatio legis.

Finansiści straszą, że połączony nadzór będzie nadmiernie zbiurokratyzowany i mniej fachowy niż obecne, co obniży jego skuteczność. Rząd powołuje się na przykład brytyjski, gdzie skonsolidowany nadzór działa od kilku lat. Jednak w żadnym kraju, gdzie funkcjonuje wspólny nadzór, nie jest on tak bardzo podporządkowany rządowi, jak chcą twórcy nowej ustawy w Polsce.

Z kolei Europejski Bank Centralny krytykuje zmarginalizowaną rolę NBP. NBP, który ma kilkunastoletnie doświadczenie w nadzorowaniu banków, w nowej KNF otrzymał tylko jedno miejsce. Nawet w krajach, w których nadzór jest skupiony wokół rządu, bank centralny ma gwarancje wpływu na niektóre decyzje (np. prawo weta).

Poza tym finansiści nie na żarty obawiają się, że szefem KNF zostanie Cezary Mech, który był głównym autorem ustawy. Część prasy finansowej twierdzi, że ta kandydatura wciąż jest aktualna, choć Mech już kilka miesięcy temu odszedł z rządu (jest wiceszefem Kancelarii Sejmu). Mech zalazł za skórę funduszom emerytalnym, utrudniając ich łączenie, gdy przed kilku laty był szefem komisji je nadzorującej. Nam nie udało się wczoraj oficjalnie potwierdzić kandydatury Mecha.

Tymczasem opozycja już rozważa zaskarżenie ustawy do Trybunału Konstytucyjnego. Jeszcze podczas wtorkowej debaty w Sejmie mówiła o tym Anita Błochowiak z SLD.