Gérard Oury nie żyje

Reżyser najpopularniejszych francuskich komedii, z parą Bourvil i Louis de Funes w rolach głównych, zmarł wczoraj w swym domu w Saint-Tropez. Miał 87 lat

"Gamonia" (1964) z Bourvilem, który przewozi przez granicę samochód nafaszerowany kradzioną biżuterią, nie mając o tym pojęcia (de Funes jest tu śledzącym go przestępcą), obejrzało we Francji 11,5 mln widzów, a rozgrywającą się podczas okupacji "Wielką włóczęgę" (1966), w której Bourvil i de Funes opiekują się lądującymi w Paryżu brytyjskimi spadochroniarzami - aż 17 mln. W obu przypadkach schemat był ten sam - de Funes podporządkowuje sobie Bourvila.

Łącznie komedie Oury'ego miały we francuskich kinach ponad 50 mln widzów, a w telewizji ponad 200 mln. Urodził się w 1919 r. w Paryżu jako syn skrzypka i krytyczki sztuki. Był Żydem (jego prawdziwe nazwisko to Max Gérard Tenenbaum). Uciekając przed Niemcami, dotarł do Genewy. W 1942 r. urodziła mu się córka Daniele Thompson - dziś znana reżyserka ("Fauteuils d'orchestre"). W 1958 r. związał się z aktorką Michele Morgan. Zaczynał jako aktor teatralny - w 1939 r. zagrał w "Brytaniku" w Comédie-Française. Reżyserią zajął się w roku 1959, ale kryminałami nie odniósł sukcesu. To de Funes namówił go na komedie. Nakręcił m.in. "Mózg" (1968, z Bourvilem, Belmondem i Nivenem), "Manię wielkości" (1971, de Funes i Montand), "Asa nad asy" (1982, Belmondo) i "Przygody rabiego Jakuba" (1973, de Funes). Jego ostatni film, "Le Schpountz" z 1999 r., był klapą. Wydał autobiografię "Memuary słonia".

W 1993 r. dostał honorowego Cezara, a w 1998 r. został wybrany do Académie des Beaux-Arts.