Survival dla pracownika

Wycieczka pociągiem, na który napadają bandyci, czy odbijanie prezesa z rąk porywaczy - duże firmy prześcigają się, która zafunduje pracownikom najbardziej mrożący krew w żyłach wyjazd integracyjny

Pociąg pełen rozśpiewanych menedżerów staje w białowieskim lesie. Do przedziału wchodzą białoruscy pogranicznicy. - Nielegalnie przekroczyliście granicę kraju. Paszporty do kontroli - mówią. Zaskoczeni pasażerowie nerwowo kręcą się na fotelach. Białorusini są nieugięci. - W takim razie musimy aresztować waszego prezesa - mówią i zabierają przerażonego mężczyznę. - O Boże, trzeba ratować szefa! - krzyczy jedna z menedżerek. To nie scenariusz sensacyjnego filmu, ale wyjazd integracyjny dla najlepszych pracowników dużej firmy farmaceutycznej!

- Do końca byliśmy przekonani, że to się dzieje naprawdę. Wcisnęło nas w fotele. Jak ochłonęliśmy, zaczęliśmy organizować pomoc dla szefa. I wtedy się okazało, że to było udawane - wspomina Radek, jeden z uczestników wyjazdu.

Szef innej firmy zafundował pracownikom wycieczkę, podczas której nagle porywali go ludzie w kominiarkach. Gdy pracownicy biegli zawiadomić o porwaniu policję, wrócił i zdradził, że to tylko zabawa.

Takie integracje organizuje firmom m.in. Wojciech Rynarzewski z Hajnówki. - Pomysł podsunął mi znajomy ksiądz, który kiedyś poprosił o zorganizowanie udawanego napadu na swojego biskupa. Wynająłem kolejkę, ustaliłem szczegóły z nadleśnictwem, poprosiłem o pomoc znajome Rosjanki. I zrodził się pomysł na dobry biznes - opowiada Rynarzewski. Wśród klientów ma m.in. farmaceutów, lekarzy, pracowników hoteli. Bierze ok. 1 tys. zł (to niedrogo, bo za pogranicznika przebiera się sam Rynarzewski i jego znajomi) i większość terminów ma już zarezerwowanych do września.

Podobnie jak Michał Korn, który w Wielkopolsce specjalizuje się w sportowych atrakcjach dla dorosłych. - Popularne są skoki ze spadochronem, loty balonem, zjazdy na linach z mostu lub wiaduktu oraz ekstremalne imprezy typu hydrozorbing, czyli spływ rwącą rzeką w wielkich plastikowych kulach - wylicza Korn. Właśnie skończył imprezę integracyjną dla informatyków, którzy na kilka dni przemienili się w średniowiecznych rycerzy.

Gdy parę lat temu rozkręcał firmę, miał po kilkanaście zleceń w sezonie. Teraz - po kilkaset, najwięcej latem. Duże koncerny są w stanie zapłacić za ekstremalną rozrywkę dla pracowników 20-30 tys. zł. Lista klientów Korna jest długa: banki, firmy telekomunikacyjne, producenci sprzętu RTV, słodyczy, piwa.

Same firmy niechętnie mówią o wyjazdach dla swoich ludzi. - To, co nasi pracownicy robią w czasie wolnym od pracy, to ich prywatna sprawa - wyjaśnia Jan Cichocki z Banku BPH.

Czy takie ekstremalne przeżycia rzeczywiście integrują pracowników? - Wspólne doświadczenia rzeczywiście zbliżają, ale nadmierny stres może mieć też złe skutki, np. wywołać niepotrzebne konflikty - mówi Konrad Maj, psycholog ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. Ostrzega, że szefowie podświadomie mogą oceniać zachowanie pracowników w ekstremalnych sytuacjach i przenosić te oceny do pracy. Niedawno na wycieczce dla personelu dużego koncernu pracownica z linii produkcyjnej okazała się w zjazdach na linie lepsza od swego szefa. Szefa ponoć nie zwolniono, za to pracownicę awansowano.