Samoobrona i LPR kupowały listy od KPN?

Prokuratura sprawdzi listy wyborcze Samoobrony i LPR na Śląsku. Powód? Podejrzenie, że niektóre sztaby obu ugrupowań kupowały sfałszowane listy od Adama Słomki, aresztowanego kilka dni temu lidera KPN.

Słomka kilka dni temu trafił za kratki. Podejrzany jest o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą i fałszerstwa wyborcze. Zdaniem prokuratury pracujący na jego zlecenie działacze kół Ruchu Obrony Bezrobotnych fałszowali listy z podpisami osób popierających kandydaturę Słomki na prezydenta w zeszłorocznych wyborach. Nazwiska przepisywali m.in. z list poparcia zebranych przez KPN kilka lat temu. W podobny sposób mieli tworzyć poparcie dla startującej w wyborach parlamentarnych Polskiej Konfederacji Godność i Praca, która wystawiła kandydaturę Słomki na prezydenta.

Jak dowiedziała się "Gazeta", zatrzymani współpracownicy lidera KPN zeznali też, że część przygotowanych przez nich fałszywek miała być sprzedawana niektórym komitetom wyborczym Samoobrony i LPR na Śląsku. W czasie przeszukania siedzib kilku ROB-ów policja znalazła kilkadziesiąt list z wypisanymi nazwami obu partii. - Dla dobra śledztwa nie udzielamy w tej sprawie żadnych informacji - powiedział nam wczoraj prokurator Michał Szułczyński, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Gliwicach.

W najbliższych dniach śledczy zwrócą się do Państwowej Komisji Wyborczej o wydanie list Samoobrony i LPR. Sprawdzą wszystkie widniejące na nich nazwiska. - Nie ma innej możliwości weryfikacji. W podobny sposób wykryliśmy nieprawidłowości w komitecie zatrzymanego S. - mówi osoba związana ze śledztwem.

Poseł Andrzej Grzesik, szef Samoobrony na Śląsku, zapewniał wczoraj, że listy z podpisami zbierali sami działacze partii. - Chcieliśmy się ustrzec takich incydentów i mieliśmy specjalny system identyfikacji list. Na odwrocie kartek z podpisami było wpisywane ołówkiem nazwisko osoby, która je zbierała - tłumaczył Grzesik. Pytany, czy to możliwe, by partia kupowała gotowe już listy, mówi, że to prowokacja. - Co pan szalony jest? Nie ma czegoś takiego - stwierdził.

Także politycy LPR zaręczają, że podpisy zbierali sami. - Jesteśmy jedną z najlepiej zorganizowanych partii i nie dopuszczam możliwości, by ktoś kupował listy - mówił poseł Antoni Sosnowski, wiceprzewodniczący śląskiej LPR.

Paweł Czyż, rzecznik KPN, przyznał jednak, że w zbieranie podpisów dla Słomki zaangażowało się wiele stowarzyszeń i osób, które w zamian chciały dostać miejsce w komisjach wyborczych. - Nie byliśmy w stanie weryfikować, w jaki sposób ci ludzie zdobyli podpisy lub co robili z listami - stwierdził Czyż.

Wczoraj przed gliwicką prokuraturą kilkunastu działaczy KPN zorganizowało pikietę, podczas której domagali się uwolnienia swojego lidera. Krzyczeli "Precz z komuną!".

Kim jest Adam Słomka?

Katowiczanin, ma 42-lata, z wykształcenia pedagog, od początku kariery politycznej związany z KPN. Był bliskim współpracownikiem Leszka Moczulskiego, założyciela partii, potem pozbawił go przywództwa. Do KPN wstąpił jako 17-latek, w czasie stanu wojennego rozrzucał ulotki i kolportował podziemną prasę. Za działalność opozycyjną spędził dwa lata w więzieniu. Przez trzy kadencje (1991-2001) Słomka był posłem, w 1997 r. został wiceprzewodniczącym Klubu Parlamentarnego AWS. Po odmowie poparcia Jerzego Buzka na premiera wyszedł z Akcji. Ostatnio Słomka zaangażował się w działalność Ruchu Obrony Bezrobotnych. Ich członkom wydał legitymacje, które jego zdaniem uprawniały do darmowej jazdy komunikacją miejską. Okazało się to nieprawdą, bezrobotnych karano mandatami. W związku z tą sprawą prokuratura przedstawiła Słomce zarzut oszustwa.

W listopadowych wyborach samorządowych Słomka chce zza krat kandydować na radnego Katowic lub sejmiku województwa śląskiego.