Milion utopiony w "Jutrzence" posła SLD

W łódzkim sądzie toczy się proces o oszustwo. Oskarżona jest fundacja Jutrzenka założona przez Zbigniewa Kaniewskiego, ministra skarbu w rządzie Millera

Krakowska firma Biomed dała dwa lata temu milion złotych łódzkiej fundacji Jutrzenka, której założycielem był Zbigniew Kaniewski, poseł SLD i minister skarbu w rządzie Leszka Millera. - To były pieniądze za pomoc Zbyszka na polskim rynku - zapewniał w sądzie jeden z przedstawicieli Fundacji.

Biomed twierdzi, że fundacja oszukała go, obiecując coś, czego nie była w stanie spełnić. Krakowska prokuratura oskarżyła o wyłudzenie miliona złotych Jacka S. i Bolesława B., przedstawicieli Jutrzenki i bliskich współpracowników Kaniewskiego. Kaniewski - fundator i wieloletni przewodniczący rady nadzorczej Jutrzenki - będzie prawdopodobnie świadkiem w ich procesie, który rozpoczął się w Łodzi.

Umowa tajna, umowa jawna

Fundację Jutrzenka założył w 1999 r. Zbigniew Kaniewski, wówczas łódzki poseł SLD. Miała zajmować się wspieraniem przedsiębiorczości, przeciwdziałaniem bezrobociu i ochroną środowiska w regionie. Jedyny jej projekt skończył się fiaskiem. Jutrzenka chciała kupić 450 fiatów multipla i założyć korporację taksówkarską. Pomysł wsparły lewicowe władze Łodzi, licząc, że dzięki temu koncern Fiat zainwestuje w mieście. Po protestach taksówkarzy fundacja szybko wycofała się z tego projektu.

Jutrzenka popadła w tarapaty finansowe. Nie spłacała pożyczek bankowych, wyeksmitowano ją z lokalu, pracownicy pozywali ją do sądu o wynagrodzenia. I nagle przełom.

W styczniu 2004 r., tuż przed nominacją Kaniewskiego na ministra skarbu w rządzie Leszka Millera, z fundacją nawiązał kontakt krakowski Instytut Biotechnologii Surowic i Szczepionek Biomed SA. Szefowie Biomedu kilkakrotnie spotykali się z przedstawicielami fundacji.

Jacek S. i Bolesław B. twierdzą, że wynikiem spotkań było podpisanie tajnej umowy między Biomedem a Jutrzenką. - Powstała lista 12 punktów pomocy Biomedowi - zeznał w sądzie Jacek S. - Mieli problemy z rejestracją szczepionek, chcieli unieważnienia przetargu wygranego przez koncern GlaxoSmithKline, chcieli kupić warszawski Biomed [krakowski Biomed i warszawski to dwie różne firmy], przejąć catering LOT w Krakowie, uzyskać korzystne warunki przetargów na swoje produkty.

Zbigniew Kaniewski podpisał się pod ustaleniami. Kilka dni później, 28 stycznia 2004 r., został ministrem skarbu. Dwa dni przed nominacją oficjalnie zrezygnował z pracy w fundacji.

13 lutego do Łodzi przyjechało szefostwo Biomedu. Z przedstawicielami fundacji Jackiem S. i Bolesławem B. podpisali drugą, tym razem oficjalną umowę. Zgodnie z nią Jutrzenka miała pomóc Biomedowi w załatwieniu rządowych kontraktów na sumę 20 mln zł w Mołdawii, Azerbejdżanie, Kazachstanie, Uzbekistanie, Turkmenistanie, Kirgistanie, Mongolii. Po jej podpisaniu Biomed przelał na konto Jutrzenki milion złotych.

- To była fikcja - stwierdził w sądzie Jacek S. - Jakie my mogliśmy załatwić atesty czy ulgi podatkowe w tych krajach? To były pieniądze za pomoc Zbyszka [Kaniewskiego] Biomedowi na polskim rynku.

Kaniewski: lobbowałem dla Biomedu

Kaniewski przyznaje, że podpisał się pod nieoficjalną listą pomocy Biomedowi. - Ale negocjował ją bez mojej wiedzy Jacek S. - tłumaczy. - Ufałem mu, bo polecił mi go Jerzy Jaskiernia, którego dobrze znałem.

Kaniewski przyznaje też, że pomagał Biomedowi, lobbował na jego rzecz. - Jako poseł. Kierowałem ich do odpowiednich osób, umawiałem spotkania, uczestniczyłem w nich.

Jak pomagał Biomedowi? Sam mówi: spotkał się z dyrektorem departamentu w Ministerstwie Skarbu w sprawie pomocy dla Biomedu, który szukał w Krakowie nowej siedziby; negocjował zwrot pieniędzy dla firmy z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych; w tej sprawie zorganizował spotkanie z prezesem PFRON i Fundusz wystąpił do Ministerstwa Gospodarki o wypłatę; gdy spółka chciała kupić od państwa warszawski Biomed, Kaniewski spotkał się z dyrektorem odpowiedniego departamentu w Mazowieckim Urzędzie Wojewódzkim.

- Dużo ode mnie oczekiwali i byli mi wdzięczni za torowanie drogi w ministerstwach, ale te pieniądze dla fundacji nie były łapówką - zapewnia.

Czy pomagał Biomedowi także jako minister? Kaniewski: - Nie przypominam sobie, abym wtedy robił coś dla Biomedu.

Kaniewski traci stanowisko, Biomed chce zwrotu pieniędzy

W maju 2004 r. Kaniewski stracił stanowisko ministra skarbu. Niedługo potem Biomed zażądał zwrotu pieniędzy wraz z odsetkami. Kaniewski - choć oficjalnie nie był już związany z Jutrzenką - pojechał do szefów Biomedu negocjować ugodę - zwrot jedynie części sumy lub rozłożenie jej na raty.

Bez efektu. Biomed powiadomił prokuraturę o oszustwie.

Krakowska prokuratura oskarżyła o wyłudzenie miliona złotych Jacka S. i Bolesława B., którzy ze strony fundacji podpisali oficjalną umowę. Prokuratorzy ustalili, że Jutrzenka nie miała żadnych możliwości wywiązania się z niej. A zatem, biorąc pieniądze, jej przedstawiciele oszukali Biomed.

Prokuratura nie wiedziała o tajnej umowie. Jacek S. ani Bolesław B. podczas przesłuchań nie powiedzieli o tajnym porozumieniu między Biomedem a Kaniewskim, w której była mowa o 12 punktach pomocy Biomedowi na krajowym rynku.

Biomed odwołał z funkcji prezesa spółki Rafała Bednarczyka, który negocjował z Jutrzenką obie umowy. Bednarczyk nie chce z nami rozmawiać. - Wszystko powiem w sądzie - ucina.

Obecne szefostwo Biomedu przysłało nam oświadczenie. Nie wyjaśnia, skąd pomysł wynajęcia Jutrzenki, która nie miała żadnego doświadczenia w branży szczepionek i żadnych kontaktów z władzami państw azjatyckich. Przyznaje, że "dla jej wiarygodności istotny był fakt, iż jej fundatorem był Zbigniew Kaniewski - poseł i późniejszy minister skarbu państwa". Zapewnia też, że milion przekazany fundacji nie był łapówką, a jedynie zaliczką na poczet prowizji od zysków z kontraktów, które miał mieć na Wschodzie dzięki Jutrzence. A oskarżenia Jacka S. są tylko jego linią obrony.

Co stało się z milionem złotych? 700 tys. Jacek S. przelał na konto w Mołdawii. Tam pieniądze zniknęły. Pozostałe 300 tys. zł wyparowało z konta łódzkiej fundacji.

Kaniewski zapewnia nas, że nie wziął ani złotówki: - Wiem, że takie plotki się pojawiły. Nie chcę mieć z tą fundacją nic wspólnego - mówi eksminister.