"Sprzedam termin ślubu"...

...w bazylice Mariackiej - takie ogłoszenie pojawiło się w internecie. Na ceremonię w kościele na krakowskim rynku czeka się rok!

Sprzedawca z internetu tłumaczył, że chce odstąpić październikowy termin, bo narzeczona zrezygnowała. - Chciał tysiąc złotych. To była okazja, bo w kancelarii parafialnej dowiedziałem się, że miejsca są dopiero na marzec przyszłego roku - opowiada 29-letni Michał, który też planuje ślub w kościele Mariackim. Do transakcji nie doszło, bo ktoś go uprzedził.

Kolejki do ślubu w świątyni na krakowskim rynku są najdłuższe w Polsce. - Zapobiegliwi zamawiają termin z dwuletnim wyprzedzeniem, a minimalnie czeka się pół roku - przyznaje ks. Bronisław Fidelus. To dlatego, że tygodniowo w kościele odbywają się tylko trzy ceremonie - w soboty o godz. 16, 17 i 18.30. - Inaczej musiałbym zamknąć kościół dla turystów - wyjaśnia proboszcz.

A zainteresowanie jest ogromne: nie tylko Polacy z całego kraju, ale również zagraniczni turyści. - Mamy wiele par z USA, Włoch, Francji. Udzieliliśmy nawet ślubu parze z Hawajów, podczas ceremonii wszyscy dostaliśmy tradycyjne wieńce kwiatów na szyję - opowiada ks. Fidelus. Stałego cennika nie ma, ale narzeczeni zostawiają najczęściej 300-500 zł. Często zdarzają się prośby do kurii, by ślubu w bazylice Mariackiej udzielił kard. Stanisław Dziwisz. - Odmawiamy, bo inaczej metropolita nie robiłby nic innego - mówi rzecznik kurii ks. Robert Nęcek.

Kiedyś podobnie oblężona przez narzeczonych była katedra na Wawelu. - Chętni musieli czekać rok. Ale przez ten czas wiele narzeczeństw rozpadało się i w umówionym terminie nikt się nie pojawiał. Teraz żądamy od młodych pisma polecającego od proboszcza. Kolejka zmniejszyła się do pół roku - mówi infułat ks. Janusz Bielański.