Komentarz Ewy Siedleckiej

PiS buduje silne państwo, redukując to pojęcie do silnej władzy. A silna władza to władza jednolita.

Władza wykonawcza i ustawodawcza należy już do PiS i posłusznych koalicjantów. Pozostała władza sądownicza. "Znieprawione sądy" - jak je nazywa Jarosław Kaczyński - i Trybunał Konstytucyjny, który "reprezentuje określony [czytaj: wrogi] kierunek polityczny".

Mamy więc kolejny akt budowania silnego państwa. Trybunał - tak jak stanowiska KRRiT, rzecznika praw obywatelskich, prezesa IPN czy generalnego inspektora ochrony danych osobowych - obsadzi się swoimi ludźmi. Oni zadbają o zaufane kierownictwo. Takie, które po ważnych dla władzy wyrokach "zamelduje wykonanie zadania" - niczym Lech Jarosławowi w dniu wyborów.

"Jednolitości" orzecznictwa sądów powszechnych będzie pilnować złożona w dużej części z polityków Krajowa Rada Sądownictwa. O dyscyplinę sędziów zadbają wyznaczani politycznie prezesi sądów i podległy ministrowi sprawiedliwości prokurator dyscyplinarny (jego powołanie przewiduje ministerialny projekt zmiany sądownictwa dyscyplinarnego).

PiS z siłą buldożera likwiduje "imposybilizm prawny". Nie będzie hamującego władzę prawa ani sądów, które prawo interpretują nie po myśli władzy. Przy okazji PiS znosi też konstytucyjną zasadę trójpodziału i wzajemnej kontroli władz ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej. Zasadę, którą w demokracji uważa się za gwarancję silnego państwa.

Niepohamowany apetyt na władzę - jak bulimia - kończy się przykrymi konsekwencjami. PiS będzie sam sobie winien.

Ale co Polska winna?