Zamknąć technika, poprawić program

Jeśli w tym roku zdało 79 proc. przystępujących do matury, to znaczy, że z całego rocznika tylko 60 proc.! A powinno 80 proc., tak zakładaliśmy, wprowadzając reformę - mówi Irena Dzierzgowska, wiceminister edukacji w rządzie Jerzego Buzka

Wojciech Tymowski: Co piąty maturzysta oblał maturę. Trzeba bić na alarm?

Irena Dzierzgowska: Rzeczywiście zły wynik. Bo jeśli zdało 79 proc. przystępujących do matury, to znaczy, że z całego rocznika tylko ok. 60 proc. A powinno 80. Tak zakładaliśmy, wprowadzając reformę w 1999 r. Tyle młodzieży zalicza egzaminy dojrzałości w większości państw Unii. W Skandynawii nawet 90 proc. Tegoroczny wynik jest też znacznie gorszy od zeszłorocznego. Powinny być zbliżone.

Wczoraj w "Gazecie" tłumaczyliśmy, że w ogólniakach oblało tylko o 2,5 proc. więcej niż rok temu. Ale teraz zdawały po raz pierwszy technika, gdzie trafia młodzież, która już w gimnazjum miała słabsze wyniki.

- Ale tak złego wyniku się nie spodziewałam. Maturę można przecież zdawać na dwóch poziomach. Podstawowy, obowiązkowy, powinien być łatwy i dla przeciętnych uczniów - także z techników. Widać, że trudno dobrze przygotować do zawodu i matury. Ci, którzy obiecują to uczniom, oszukują.

A może zawiniły źle przygotowane pytania?

- Wierzę w specjalistów z komisji egzaminacyjnych. Oczywiście, przygotowując kolejne matury, muszą się wciąż uczyć, bo nie jest dobrze, jeśli z biologii oblewa aż 23 proc. W Europie robi się mnóstwo badań: jak na wynik egzaminu wpływa sposób stawiania pytania, jak dobierać zadania. Często zajmują się tym wyspecjalizowane ośrodki. Nam ich nie potrzeba, mamy dobrych naukowców, potrzeba tylko grantów.

A co trzeba zmienić w szkołach?

- Zamknąć technika. Miały zniknąć, ale utrzymał je rząd SLD. To anachronizm. Trzeba rozwijać szkolnictwo ogólnokształcące, które rzetelnie przygotowuje do matury i studiów. A dla tych, którzy chcą mieć szybko fach, wystarczą kursy po maturze. Roczne albo jeszcze krótsze. Powinny też zostać szkoły zawodowe dla 20 proc. młodzieży, która nie chce iść do ogólniaka.

W samych ogólniakach coś trzeba zmieniać?

- Program. Trzyletnie licea realizują stary program przewidywany na cztery lata. Nie da się tego zmienić bez nowych podstaw programowych, nie słychać jednak, by władze oświatowe nad nimi pracowały.

Ogólniaki powinny być jak college'e: wykłady, seminaria, uczenie metodą projektów. Uczniowie prawie dorośli powinni mieć większe prawo wyboru jednych przedmiotów i rezygnacji z innych, wybierać profil: artystyczny, ekonomiczny, filologiczny, każdy inny.

Szkoły ładują uczniom do głowy za dużo faktów, za mało jest krytycznej analizy. Dlatego uczniowie rozwiązują proste zadania matematyczne, ale wykładają się tam, gdzie trzeba wnioskowania.

Dobre szkoły przekazują wiedzę, ale też wymagają krytycznego myślenia, dyskutuje się tam z uczniami, które źródła są rzetelne, które nie i dlaczego. Jeśli uczeń nie nauczy się myśleć krytycznie, na studiach będzie za późno.

Może wprowadzić różne matury: trudniejszą dla ogólniaków, łatwiejszą dla pozostałych?

- Nie zgadzam się. To byłoby zaprzeczenie wyrównywania szans. Trzeba dobrze uczyć wszystkich.

Minister Giertych mówi, że uczniowie źle się uczą, bo wszystko im wolno. Zapowiada dyscyplinę.

- Na tle innych krajów nie uważam, by w polskich szkołach było rozprzężenie. Nikt zresztą tego nie badał. Najważniejszy wpływ na wyniki nauczania ma nie dyscyplina, zwykle wywołująca strach, ale wewnętrzna motywacja uczniów.

Czy ci, którzy nie zdali matury, to stracone pokolenie?

- W żadnym razie. Maturę można poprawić i potem iść na studia, by mieć więcej szans w życiu. Z roku na rok przybywa ludzi wykształconych. Kiedy kończył się PRL, tylko 8 proc. ludności miało skończone studia. Teraz dwa razy tyle.