W Raciborzu zamknięto OIOM

Powód: dziesięciu anestezjologów zwolniło się z pracy, a 11. zwolnił wczoraj dyscyplinarnie sam dyrektor

Wczoraj rano pod raciborski szpital rejonowy zajechały karetki reanimacyjne. Nim zapanował najcięższy upał, nieprzytomnych chorych z intensywnej terapii rozwiozły do szpitali w Cieszynie, Jastrzębiu Zdroju i Rydułtowach. Uruchomiony zaledwie kilka miesięcy temu i wyposażony w najnowocześniejszy sprzęt oddział został zamknięty.

Wszystko przez spór o podwyżki. Anestezjolodzy zażądali ich już na wiosnę. Po odmowie ze strony dyrektora dziesięciu z 13 lekarzy złożyło wypowiedzenia. W międzyczasie pracownicy szpitala wywalczyli 30-proc. podwyżki, anestezjolodzy żądali jednak dla siebie więcej. Nie dostali.

Od 1 lipca już nie pracują. Na prośbę konsultanta wojewódzkiego wrócili "na trochę", by zapewnić znieczulenia do zabiegów ratujących życie, ale tylko na czas negocjacji z dyrekcją.

Ostatnie spotkanie odbyło się we wtorek i skończyło fiaskiem. - Nie przyjęli moich propozycji, a ja nie miałem zgody starostwa, by spełnić ich żądania - tłumaczył dyrektor Wojciech Krzyżek.

Dziesięciu anestezjologów definitywnie zrezygnowało z pracy. Jednego z ostatnich trzech dyrektor wczoraj zwolnił sam, i to dyscyplinarnie. Chodzi o dr. Grzegorza Frydrycha, dotąd ordynatora anestezji. - Nie spełnił moich oczekiwań - tłumaczy krótko Krzyżek, odmawiając podania szczegółów.

Powód jest jednak oczywisty. Frydrych, podobnie jak pozostali anestezjolodzy zarabiający średnio po 1500 zł brutto, domagał się podwyżki. Nie złożył wypowiedzenia, bo jak tłumaczył, czuł się odpowiedzialny za oddział. Po fiasku negocjacji dyrektor się go pozbył. - Przez dziesięć lat kierowałem pracą anestezjologów w tym szpitalu. Dyrektor w dysplinarce wytknął mi niepunktualność, złą organizację pracy kolegów i polemizowanie z jego poleceniami. Odbieram to jako szykany. Idę do sądu - mówi zwolniony lekarz.

Teraz anestezjologów ma szpitalowi zapewnić prywatna firma Falck Medycyna. Przychodzi jej to z największym trudem. Jednego z lekarzy ściąga aż z Pabianic. O zapewnieniu obsady na intensywnej terapii nie ma nawet mowy. Oddział wczoraj zamknięto.

- Pracę na intensywnej terapii przywrócimy w ciągu dwóch tygodni. Do tego czasu na pewno znajdziemy nowych lekarzy na stałe - zapewnia Krzyżek. Wczoraj komunikat o wolnych miejscach pracy rozesłał po szpitalach w całym województwie. To samo robi Falck.

- To trochę dziwne. Dyrektor powinien sprawdzić, czy Falck naprawdę zatrudnia anestezjologów gotowych u niego pracować, a nie teraz pospiesznie ich szukać. To sytuacja bez precedensu i budzi poważny niepokój o bezpieczeństwo pacjentów - uważa prof. Przemysław Jałowiecki, nowy konsultant wojewódzki w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii na Śląsku.