Senat chce lustrować inaczej niż Sejm

Przywrócenie oświadczeń lustracyjnych, sądu lustracyjnego i instytucji pokrzywdzonego zaproponuje dziś senator Zbigniew Romaszewski nadzwyczajnej sejmowej komisji, pracującej nad projektem nowej lustracji PiS.

Wczoraj kierowana przez Romaszewskiego senacka komisja praw człowieka i praworządności przygotowała stanowisko dla posłów, w którym uznała, że likwidacja sądu lustracyjnego i zastąpienie go ujawnianiem zasobów archiwalnych IPN - co proponują posłowie - byłaby końcem lustracji.

Według senatorów wynika to z orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego, który dał wszystkim dostęp do ich teczki i tak ukształtował definicje współpracy z bezpieką (ma być tajna, świadoma i rzeczywiście podjęta), że mało komu można ją udowodnić.

- W propozycji nowej ustawy [PiS-u] poświęcono jasność dla jawności, ale przy tym orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego trudno się dziwić. Dlatego nikt nie będzie orzekał o fakcie współpracy, oceni to na podstawie jawnych zasobów IPN opinia publiczna, a w praktyce media. To jest kontrowersyjne - przyznał na wczorajszym posiedzeniu senackiej komisji Antoni Macierewicz, b. minister spraw wewnętrznych, dziś doradca sejmowej komisji zajmującej się ustawa lustracyjną.

- Największym grzechem tego projektu [PiS] jest rezygnacja ze statusu pokrzywdzonego. Ofiary zostały zrównane z prześladowcami: skoro wszystkie akta będą jawne, to każdy będzie mógł się zapoznać z tym, co na ich temat, łamiąc prawo, zbierały tajne służby - mówił senator Krzysztof Piesiewicz (PO).

Senatorzy uzgodnili, że zaproponują dziś posłom następujące poprawki. Gdyby posłowie ich nie przyjęli - spróbują je przeforsować w Senacie.

Każdy kandydat na parlamentarzystę, samorządowca czy inną funkcję publiczną, składałby oświadczenie lustracyjne i występowałby do IPN o zaświadczenie, czy i w jakim charakterze występuje w archiwach IPN. Z objęciem funkcji nie musiałby czekać na wydanie zaświadczenia;

Prawdziwość oświadczenia badałby zespół prokuratorów w IPN - zastąpiliby dzisiejszego rzecznika interesu publicznego;

(Równolegle zespół archiwistów IPN przygotowałby zaświadczenie, w jakim charakterze dana osoba występuje w archiwach;

Jawne byłyby tylko teczki tych osób publicznych, które dostaną zaświadczenie, że są zarejestrowane w IPN jako TW lub inne "osobowe źródła informacji";

Dostęp do teczek osób, które IPN uznałby za pokrzywdzone, możliwy byłby tylko za ich zgodą (tak jest dzisiaj).

Gdyby prokuratorzy IPN uznali oświadczenie lustrowanej osoby publicznej za nieprawdziwe, wnosiliby sprawę w trybie karnym do wydziału lustracyjnego sądu okręgowego. Odwołanie rozpatrywałby sąd apelacyjny.

Kłamstwo lustracyjne, jak dziś, karane byłoby zakazem pełnienia funkcji publicznych.

Co z tym zrobią posłowie?

Komisja sejmowa zapowiada, że chce skończyć prace nad nowa ustawą lustracyjną i ustawą o IPN do końca tygodnia. - Myślę, że ustawę przyjmiemy w przyszłym tygodniu i wyślemy do Senatu - oświadczył wczoraj marszałek Sejmu Marek Jurek (PiS). - Jeśli Senat nie wprowadzi poprawek, to zapewne wejdzie w życie ok. 1 września. Jeśli będą poprawki, to Sejm będzie musiał je rozpatrzyć i ustawa zacznie obowiązywać gdzieś w październiku. A więc z dobrym zapasem przed wyborami samorządowymi.

W ostatnich dniach posłowie komisji rozszerzyli listę osób lustrowanych - na wniosek LPR dołożono dyrektorów szkół publicznych. Na wniosek PO wpisano, że kierownictwa partii i stowarzyszeń będą miały prawo do lustrowania swoich członków.