Naukowe strachy

Czy jednodniowy zarodek jest człowiekiem? Tak - mówi 54 proc. Polaków. Nie - twierdzi jedna czwarta z nas. Reszta nie ma zdania

Powyższe pytanie znalazło się w sondażu zamówionym przez unijne biuro statystyczne Eurostat, a przygotowanym i przeprowadzonym we wszystkich krajach Unii Europejskiej przez grupę socjologów, którą kierował prof. George Gaskell z London School of Economics.

Badania zamówiono, by dowiedzieć się od Europejczyków, czy boją się, czy też może przeciwnie - cieszą się z ekspresowego tempa rozwoju inżynierii genetycznej. Co sądzą o takich osiągnięciach współczesnej biotechnologii jak żywność modyfikowana genetycznie, terapie genowe, szczepionki w roślinach jadalnych czy komórki macierzyste?

- Zapytaliśmy o to 25 tys. osób, po tysiąc w każdym kraju - mówi Gaskell.

Komórki z zarodków?

Komórki macierzyste - wielkie odkrycie najnowszej biologii - zachowały zdolność do wytwarzania nowych pokoleń komórek wyspecjalizowanych, z których zbudowane są poszczególne tkanki i narządy. Uczeni mają nadzieję, że dzięki nim można będzie wkrótce leczyć chore lub uszkodzone serca, mózgi, wątroby, kości i inne części ciała. Choć takie komórki występują także u ludzi dorosłych, za najbardziej obiecujące uchodzą te pobierane od ludzkich zarodków.

Jednak pomysł wykorzystania embrionów w leczeniu innych budzi olbrzymie kontrowersje etyczne. Wynikają one głównie z różnic światopoglądowych, w tym poglądu na temat tego, kiedy zaczyna się człowiek. - Postanowiliśmy zadać to fundamentalne pytanie obywatelom Unii. I okazało się, że zdaniem większości jednodniowy zarodek jest już człowiekiem - mówi Gaskell. Taki pogląd podzieliło w badaniu zdecydowanie 26 proc. osób, a z wahaniami - 28 proc. Odmienną opinię miało 32 proc., zaś niezdecydowanych było 14 proc.

Badania ujawniły jednak spore różnice pomiędzy krajami. Zapłodnione jajo jest człowiekiem dla ponad 70 proc. Greków, Cypryjczyków, Austriaków, Maltańczyków czy Węgrów. Po drugiej stronie są takie kraje jak Szwecja, Dania, Litwa, Hiszpania czy Wielka Brytania, gdzie taką opinię wyraża mniejszość.

Polska ze swoimi 54 proc. znalazła się dość daleko za Grekami czy Austriakami, w połowie drugiej dziesiątki.

Warto jednak zwrócić uwagę na znaczny odsetek osób niezdecydowanych w naszym kraju. Podobnie jak Hiszpanie, Portugalczycy, Irlandczycy oraz mieszkańcy krajów bałtyckich, a w przeciwieństwie do Skandynawów, Belgów i Holendrów, a także wyjątkowo jednomyślnych Greków wielu z nas nie ma w tej sprawie wyrobionego poglądu.

Jeszcze częściej odpowiedź "nie wiem" padała, gdy naukowcy spytali Polaków, czy popierają badania nad zarodkowymi komórkami macierzystymi. Zdania na ten temat nie miał prawie co trzeci pytany. Jakby gorący spór, który toczy się na świecie w tej sprawie, mało nas obchodził.

Tymczasem większość Europejczyków opowiada się za prowadzeniem takich eksperymentów, jednak pod warunkiem że będą one ściśle kontrolowane przez państwo. Najbardziej entuzjastyczni są Skandynawowie, Belgowie, Holendrzy i Włosi. Najmniejsze poparcie dla badań na ludzkich embrionach stwierdzono w tych państwach, których mieszkańcy wiedzą niewiele na ten temat. Oprócz Polski są to: Irlandia, Portugalia i kraje nadbałtyckie

- Choć obywatele Unii przeważnie uważają, że człowiek zaczyna się w momencie zapłodnienia, równocześnie są zdania, że wytwarzanie takich zarodków w celu pobrania komórek macierzystych jest dobre, jeżeli może to pomóc w leczeniu ciężko chorych osób. Takie podejście odrzuca jednak ok. 40 proc. ludzi, których zdaniem tego typu terapie są nieetyczne, ponieważ poświęca się tu jedno ludzkie życie, by ratować inne - mówi Gaskell.

Nie chcą jeść GMO

Naukowcy zapytali też obywateli Unii, co sądzą o żywności modyfikowanej genetycznie. To inny gorący temat związany z rozwojem biotechnologii. Sondaż pokazał, że Europejczycy mają fatalną opinię o spożywaniu GMO ( z ang. - genetically modified organisms). Co więcej, wynika z niego, że ta opinia jest z roku na rok coraz gorsza.

- Aż trzy czwarte pytanych przez nas osób okazało się przeciwnikami eksperymentowania z genami przy produkcji żywności. Ludzie uważają, że nie warto ryzykować, bo ewentualne korzyści nie są tego warte. W konsekwencji badania nad żywnością GMO uważamy za niepotrzebne i niewarte wsparcia finansowego - mówi Gaskell.

Poparcie dla produktów spożywczych modyfikowanych genetycznie wynosi w Europie zaledwie 27 proc. Nawet w Hiszpanii, gdzie uprawy roślin jadalnych z dodanymi genami zajmują już tysiące hektarów, poparcie dla takiej żywności jest tylko o 7 pkt proc. wyższe od podanej wcześniej średniej europejskiej. W Polsce wynosi ono 23 proc.

Co ciekawe, zwolenników żywności GMO wcale nie przybywa, w miarę jak ludzie dowiadują się coraz więcej na ten temat. - Wiedza nie zawsze oznacza akceptację. Zamiast entuzjazmu pojawia się coraz częściej sceptycyzm. Osiągnięcia badaczy są oceniane przez społeczeństwo pod kątem ich przydatności i jakości. Nie ufa się uczonym w ciemno - komentuje Gaskell.

Polskę po raz pierwszy uwzględniono w tego typu badaniach, podobnie jak pozostałych nowych członków Unii. Dlatego nie dowiemy się, czy u nas zwolenników konsumowania GMO przybywa, czy ubywa. Tymczasem w starych krajach UE od połowy lat 90. jest ich coraz mniej.

- Jeszcze niedawno Europejczycy wierzyli, że nawet jeśli żywność GMO niesie ze sobą jakieś ryzyko, to jednak jej zalety przeważą. Teraz w to wątpią - wyjaśnia Gaskell.

Jak odzyskać to topniejące poparcie dla GMO? Raport wskazuje na pewien trop. Badacze zapytali bowiem ludzi, co skłoniłoby ich do sięgnięcia po zmodyfikowaną żywność. Okazuje się, że zrobiliby tak tylko wtedy, gdyby była ona zdrowsza od zwykłej. Do zakupu nie zachęciłaby ich natomiast ani niższa cena, ani namowy ze strony autorytetów czy urzędników.

Jako równie ryzykowne oceniane są przez Europejczyków terapie genowe, czyli naprawianie ludziom uszkodzonych genów. Tu jednak jest inaczej niż z żywnością GMO - społeczeństwo dostrzega ryzyko, lecz uważa, że warto je ponieść, bo korzyści mogą być olbrzymie.

Geny nie dla rządu

Sprzeczne uczucia wśród mieszkańców Europy budzą też testy genetyczne. Jedno z pytań brzmiało: Czy poddałbyś się takim testom, by się dowiedzieć, na co możesz zachorować? Tak - odpowiedziało 64 proc. pytanych (59 proc. Polaków, ale aż 81 proc. Belgów i tylko 45 proc. Austriaków). Dość chętnie udostępnilibyśmy również swoje DNA policji oraz naukowcom do badań. Na jedno i drugie zgodziłaby się ponad połowa mieszkańców zarówno Polski, jak i całej Europy.

Natomiast zupełnie nie mamy zaufania - zresztą jak większość Europejczyków - do instytucji rządowych oraz firm ubezpieczeniowych. Tylko co siódmy Polak powierzyłby informacje o swoich genach urzędnikowi, a co dziesiąty - agentowi ubezpieczeniowemu.

A zatem wierzymy w to, że biotechnologia i inżynieria genetyczna poprawią nam życie, czy też się ich boimy? Raczej to pierwsze. Trzy czwarte uczestników badań było optymistami. - Duże poparcie mają w Europie badania nad terapiami genowymi, lekami dopasowanymi do DNA danej osoby, biomateriałami, modyfikowanymi roślinami przemysłowymi do produkcji biopaliw czy leków. Bardziej podzielona jest opinia na temat badań nad zarodkowymi komórkami macierzystymi, choć nieznacznie przeważają ich zwolennicy. Jedynym wyjątkiem jest żywność GMO, wobec której Europa jest coraz bardziej nieufna - podsumowuje Gaskell.

Więcej o: