Owce wystawione na pożarcie

Jak zarobić na hodowli zwierząt? Wystarczy wystawić owce na pożarcie wilków i czekać na odszkodowanie z budżetu

Baca wyprowadza wieczorem stado owiec na polanę w pobliżu lasu, gdzie grasują wilki, po czym wraca do bacówki, nie martwiąc się stadem. Rano liczy zagryzione zwierzęta i zgłasza szkodę do urzędu wojewódzkiego. Zdarza się też, że rolnik zarysuje drzwi stodoły widłami i twierdzi, że to... niedźwiedź.

W ubiegłym roku w całej Polsce wypłacono hodowcom ponad pół miliona złotych odszkodowań za ataki drapieżników na stada. Tylko w rejonach górskich Małopolski komisja powołana przez urząd wojewódzki stwierdziła, że wilki zabiły 200 zwierząt hodowlanych, w większości owiec. "Odszkodowania to dla hodowców często jedyna pewna forma pozyskania pieniędzy za trudno zbywalne zwierzęta" - ustaliła Komisja Ochrony Środowiska Sejmiku Województwa Małopolskiego. Właśnie w Małopolsce odkryto, że wielu hodowców nie jest w ogóle zainteresowanych ochroną swoich owiec przed wilkami.

- Dostaliśmy od niemieckiej organizacji pozarządowej elektryczne pastuchy, które skutecznie odstraszają wilki od stad - opowiada Henryk Okarma, przewodniczący Wojewódzkiej Rady Ochrony Przyrody w Krakowie. - Rozdałem je za darmo rolnikom w Beskidzie Sądeckim. Wielu hodowców w ogóle ich nie założyło.

- Za każde zabite przez drapieżnika hodowlane zwierzę wypłacamy jego cenę rynkową - wyjaśnia Bożena Kotońska, wojewódzki konserwator ochrony przyrody w Krakowie. Teoretycznie powinno się wcześniej sprawdzić, czy zwierzę było pod należytą ochroną, ale w praktyce to niewykonalne. - Zwykle wpisuję do raportu wersję hodowcy - mówi Henryk Okarma. Jego zdaniem należałoby wprowadzić przepisy zobowiązujące hodowców choćby do stosowania elektrycznych pastuchów. Ale bacom nie podobają się takie pomysły. - Wystarczy, jak sami będziemy pilnować stada - zapowiada Jan Janczy, dyrektor Związku Hodowców Owiec i Kóz z siedzibą w Nowym Targu.