Polska? Polska? To tam, gdzie kradną

Zagraniczni inwestorzy uważają, że w Polsce na każdym kroku jest korupcja i złodziejstwo. Tymczasem nadużyć jest u nas tyle samo, co gdzie indziej. Ale mamy fatalny PR

Tak wynika z badania jednej z największych na świecie firm doradczych Ernst & Young. Przebadała blisko 600 największych firm na świecie z 19 krajów. Raport tworzony już po raz dziewiąty po raz pierwszy objął Polskę. I wygląda niewesoło.

Aż 83 proc. zagranicznych firm uznało, że największe ryzyko oszustw czy nadużyć gospodarczych jest w Europie Środkowo-Wschodniej. Przyczyniła się do tego głównie Polska. W opinii zagranicznych menedżerów afer jest w Polsce więcej niż np. w Sudanie, Nigerii czy Ghanie (na które wskazało 78 proc. firm). Niestety, zły obraz Polski ma wpływ na gospodarkę. Co piąta światowa spółka badana przez E&Y przyznała, że z powodu zagrożenia korupcją zrezygnowała z inwestowania w naszym kraju.

- Inwestorzy uważają, że w Polsce na każdym kroku można się spotkać z łapownictwem i złodziejstwem - mówi Mariusz Witalis z polskiego oddziału E&Y. Według Witalisa fatalny wizerunek Polski nie pokrywa się jednak z rzeczywistością. Badania pokazały, że w ciągu ostatnich dwóch lat w Europie Zachodniej i USA z wymuszeniami łapówek czy oszustwami spotkało się 75 proc. badanych firm, za to w Polsce - tylko 32 proc.

Więcej ujawnionych nadużyć na Zachodzie można oczywiście tłumaczyć tamtejszym sprawniejszym systemem kontroli. Nawet jednak biorąc to pod uwagę, nie można, zdaniem autorów raportu, stawiać tezy, że w Polsce jest więcej przekrętów niż w innych państwach Europy Zachodniej, Azji czy Afryki.

Potwierdzają to statystyki Fundacji Batorego. W ub.r. w Polsce było wszczętych 521 postępowań w sprawie wręczenia łapówki. Podobnie było w Grecji, we Włoszech, Czechach czy na Słowacji. Grażyna Kopińska z Programu przeciw Korupcji Fundacji Batorego jest przekonana, że ponury obraz korupcji i złodziejstwa w Polsce "zawdzięczamy" głównie fatalnemu PR, a nie rzeczywistej skali nadużyć. Kto jest temu winien? Według specjalistów E&Y m.in polscy politycy, którzy na każdym kroku mówią o wszechogarniającej korupcji i rozkradaniu majątku narodowego. - Takie opinie nie pozostają bez wpływu na postrzeganie nas za granicą - mówi Witalis.

- Już od czasów gdy staraliśmy się o członkostwo w Unii, było widać różnice w podejściu do tematu korupcji polskich polityków i ich kolegów z Węgier czy krajów bałtyckich. Ci ostatni do dzisiaj nie rozgrzebują na międzynarodowym forum swoich afer. A jak już coś zostało wykryte, szybko biegną do Komisji i Parlamentu Europejskiego i zapewniają, że sprawa będzie wyjaśniona - mówi Kopińska.

O dziwo fatalny wizerunek naszego kraju nieraz polskim przedsiębiorcom... pomaga. Andrzej Bywiec, właściciel warszawskiej firmy produkującej buty (zatrudnia 200 osób), dwa lata temu usiłował wejść z towarem do niemieckich marketów. - Niemiecka sieć, mając do wybory 30 firm, wybrali moją, tłumacząc, że jestem dobry, skoro radzę sobie z tak wielką u nas korupcją.

Czy Twoim zdaniem skala łapownictwa i złodziejstwa jest w Polsce dużo większa niż w innych państwach UE?