Supermarket sztuki

Art Basel jest wśród targów sztuki tym, czym rolls-royce wśród samochodów. Można tam kupić Picassa, ale też Żmijewskiego. W tym roku w Bazylei młoda sztuka szła jak gorące bułeczki

Jest przeddzień targów, kwadrans po jedenastej, a kolejka długa jak te po chleb w stanie wojennym w Polsce. Tyle że to ogonek milionerów, którzy czekają przed wejściem do nowoczesnego budynku ze szkła i metalu w centrum Bazylei. Na twarzach nie widać zmęczenia. Właśnie przylecieli prywatnymi samolotami z różnych stron świata. Przesuwając się w ogonku, nie zwracają uwagi na równo ułożony stos drewnianych desek. Żart z minimal artu artysty Martina Creeda ich nie bierze. Bogate Amerykanki, spowite od stóp do głów w Pradę i Aramaniego, cierpliwie poddają się w bramce przeszukującym je strażniczkom. Dyskomfort jest niczym, gdy chodzi o Picassa.

W labiryncie alejek na parterze budynku wielu przyśpiesza kroku. Mijają stoiska urządzone jak galerie. Na ścianach napisy: White Cube, Gagosian, Denise Rene, Lelong, Krugier, Helly Nahmad, Marlborough - to najsławniejsze na świecie galerie sztuki. A w środku najwięksi i najdrożsi artyści: August Renoir, Paul Cezanne, Marc Chagall, Wasilly Kandinsky i Pablo Picasso. Pytanie o cenę, uścisk dłoni i obok obrazu Picassa pojawia się czerwona kropka. To w praktyce oznacza "sprzedane", bo nikt tu sobie nie zawraca głowy formalnościami. Na to przyjdzie czas po targach. A jeszcze przez kilka dni dzieła sztuki nacieszą wzrok właścicieli galerii i 56 tys. dilerów oraz widzów z całego świata.

Galeria Jana Krugiera z Genewy ma chyba największe stoisko. Na ścianach Tapies, Klee, Klein, Leger, Braque. Na środku Giacometti. Krigier to wielki kolekcjoner (niedawno w Albertinie sensacją była wystawa dzieł z jego kolekcji "Od Goi do Picassa"). Polski Żyd uratowany z Holocaustu to jeden z najważniejszych dilerów Picassa na świecie. Staję jak wryta na widok 12 prac tego artysty. W Polsce nie ma żadnego jego obrazu, a tu płótna i rzeźby klasy muzealnej. - Ile kosztuje obraz "Kobieta leżąca" z 1946 roku? - pytam. - 9, 5 mln dolarów - pracownica galerii jest uprzejma, ale wymieniając już cenę jednej z rzeźb - 19, 5 mln - próbuje ukryć zniecierpliwienie.

Od Picassa roi się w Bazylei. Ma go w ofercie wiele galerii. Podobno Gmurzynska, która ma oddziały w Zurychu, Zug i St. Moritz (też nasza rodaczka z pochodzenia) sprzedała jego obraz za 12 mln dolarów. Wiele transakcji jest jednak trzymanych w tajemnicy. Nieraz na moje pytanie o cenę padała odpowiedź - Sprzedane!

U Nahmada Helly z Londynu mój wzrok przykuwa cudowny Wasilly Kandinsky. Bagatela - 35 mln dolarów. Na stoisku nowojorsko-zurysko-londyńsko-madryckiej galerii Marlborough dominuje wspaniały, ogromny Francis Bacon. Można go mieć za 25 mln dolarów. Patrząc na to dzieło, myślę o tym, co powiedział Samuel Keller, dyrektor targów sztuki w Bazylei, że dobrze jest kupować sztukę, gdyż wzbogaca życie, a nie konto.

A konta topnieją. Szał zakupów ogarnął nie tylko milionerów zza oceanu. Niektóre galerie na gwałt wycofują dzieła ze sprzedaży, licząc na dalszy wzrost cen. Już pierwszego dnia targów w Bazylei nowojorska galeria PaceWildenstein sprzedała abstrakcję De Kooninga za 15 mln dolarów finansiście Davidowi Martinezowi. Galeria Waddington z Londynu zarobiła ok. 4 mln dolarów za cztery prace Josefa Albersa, trzy Andy'ego Warhola i jedną Joana Miro.

Odwiedzam Teresę i Andrzeja Starmachów, właścicieli znanej galerii z Krakowa. Z polskich instytucji tylko oni i Fundacja Galerii Foksal dostali się na te targi (na równoległych targach młodej sztuki "Liste 06", 10 minut drogi od Messeplatz, gdzie trwają Art Basel, jest jeszcze Raster). Starmachowie nie kryją zadowolenia. Sprzedali większość prac. Mają klasyków polskich, m.in. Henryka Stażewskiego, Jerzego Nowosielskiego, Edwarda Krasińskiego, Romana Opałkę. - Krasińskiego kupiło muzeum sztuki nowoczesnej we Frankfurcie - cieszy się Starmach, ale ceny nie chce podać. - Będą jeszcze negocjacje - tłumaczy.

Na zadowolonego wygląda też Andrzej Przywara z Galerii Fundacji Foksal, handlującej młodą sztuką. Ta w Bazylei szła jak gorące bułeczki. Nic dziwnego, że Foksal sprzedał wszystko, w tym prace Pawła Janasa, Jakuba Ziółkowskiego, Moniki Sosnowskiej, Roberta Kuśmirowskiego, Pawła Althamera. "Lekcja śpiewu II" Artura Żmijewskiego trafiła do MoMa. Nowojorskie muzeum zapłaciło 25 tys. euro za przejmujące wideo o głuchoniemych śpiewających Bacha w kościele św. Tomasza w Lipsku. Kiedy rozmawiałam z Przywarą, ktoś zniszczył "Iluzję" Sosnowskiej za 15 tys. euro. Urwał jeden z czarnych, gumowych, wiszących u sufitu pasków tworzących rodzaj kotary wytyczającej przestrzeń stoiska Foksalu.

Polską sztuką handlują w Basel nie tylko polskie galerie. U Nordenhake z Berlina wyczułam charakterystyczny smród kostki dezynfekującej klozety w czasach PRL-u. Wydzielała ją rzeźba Bałki, wyceniona na 40 tys. euro. Za akryl na papierze Pauliny Ołowskiej Metro Pictures z Nowego Jorku chciało 18 tys. dolarów. Coles z Londynu oferowała obraz Sasnala za 29 tys. euro, a Galleria Massimo de Carlo z Mediolanu wystawiła Piotra Uklańskiego za 120 tys. dolarów. Najdroższą z prac Polaków oferowała Galerie Natalie Seroussi. Za piękny obraz Henryka Berlewiego z 1924 roku chciała 275 tys. euro.

Sztuką wypełnione są dwa piętra w jednym budynku i sąsiadująca z nim ogromna hala. W hali jest miejsce dla 70 prac (z różnych galerii), które rozmiarami nie mieszczą się na stoiskach lub wymagają specjalnych instalacji, jak np. obraz przedstawiciela pop-artu Jamesa Rosenqusta długi na 40,5 m, wysoki na cztery, oferowany do sprzedaży przez Galerię Acquavella z Nowego Jorku. W sumie Art Basel to 300 galerii, 2 tys. artystów i jakieś 20 tys. prac.

Trafiam do stoiska Rafaela Jablonki. To polski emigrant, który wyjechał w latach 70. i ma znaną galerię w Kolonii. W Bazylei wystawia się od końca lat 80. Sprzedał już siedem prac, a do końca targów jeszcze trzy dni. Oglądam u niego Warhola, Edwarda Ruscha i Sherrie Levine. - Ten boom na sztukę nowoczesną, zwłaszcza młodą, trwa już od kilku lat. Ale kiedyś musi nastąpić korekta rynku sztuki. Już teraz, sprzedając najlepsze prace, na przykład Warhola, muszę myśleć, skąd brać następne - mówi.

Starmach mówi, że dziś na świecie jest jakieś 100 targów sztuki. - Zachęcone sukcesem Bazylei powstają jak grzyby po deszczu w różnych regionach świata. Ale Bazylei nikt nie dorówna.

Jablonka dodaje, że Art Basel to najlepsza marka. Córką tych targów jest Art Basel Miami. Szefowie targów w Bazylei stworzyli je, by pokazać Amerykanom europejskie galerie. Kogo nie stać lub nie załapie się na Bazyleę - średnia cena za stoisko to 50 tys. euro, a do tego dochodzi jeszcze ostra selekcja jury - może pojechać na mniejsze targi do Maastricht, Londynu, Berlina czy Chicago.

O siódmej zamykają. Ale przez pięć dni w Bazylei dzień trwa tak naprawdę od 9 rano do 4 w nocy. Oprócz Art Basel są w tym pogranicznym mieście szwajcarsko-francusko-niemieckim organizowane jeszcze trzy inne, w tym samym czasie od środy do niedzieli, targi sztuki: Liste 06, Volta Show 02 i Bâle Latina. I 30 muzeów od zobaczenia. Chcę jeszcze wieczorem choć rzucić okiem na Matissy w Muzeum Beyelera - niezwykłym budynku zaprojektowanym przez Renzo Piano. Trwa tam ogromna wystawa prac wypożyczonych z całego świata. Ernst Beleyer urządza właśnie przyjęcie w ogrodzie. Przyszło 2 tys. gości. Pochodnie, wino, melony, truskawki i winogrona. Biegam od obrazu do obrazu. Na końcu wystawy jest sala, gdzie cała ściana jest ze szkła. Wiszą tam przepiękne "Nenufary" Moneta. Można je porównać z prawdziwymi w podświetlonej sadzawce, która dotyka szklanej ściany.