Wykrywacz kłamstw na pracowników

W łódzkiej firmie badają pracowników wykrywaczem kłamstw. - Czujemy się zastraszeni, traktowani jak przestępcy - buntuje się personel

Firma Inter Cars zajmuje się sprzedażą części samochodowych. W łódzkiej filii pracuje 25 osób. - Straszyli nas tym wykrywaczem od kilku miesięcy, bo ginęły części - mówili magazynierzy. - Mieliśmy nadzieję, że to tylko pogróżki... Ale nie. Pracowników badano w małym pomieszczeniu. Anonimowo, po pracy, zatrudnieni w Inter Cars mówią: - W życiu nie byłem tak upokorzony. Przypięli mi jakieś klamry do palców i do brzucha. Wypytywali, czy wynosiłem coś wartościowego i czy wiem, gdzie są ukradzione części. Chcieli nawet wiedzieć, czy biorę narkotyki. Spociłem się jak mysz. Szukam sobie innej pracy. Rafał Kwiatkowski, dyrektor Inter Cars w Łodzi: - Chcemy uniknąć kradzieży, to tylko profilaktyka. Nikogo nie zmuszaliśmy. Można było odmówić badania. - Godziliśmy się tylko dlatego, że baliśmy się stracić pracę - odpowiadają pracownicy. Łódzka firma nie jest jednak wyjątkiem, co potwierdzają specjaliści od obsługi wariografów. Jednak do Państwowej Inspekcji Pracy nie dotarły sygnały o stosowaniu wykrywaczy kłamstw w firmach. - Przepisy kodeksu pracy nie przewidują przeprowadzania takich badań. To etycznie wątpliwe - uważa Janina Golińska, zastępca okręgowego inspektora pracy. Krzysztof Kopania, rzecznik prokuratury: - Dopóki sąd nie udowodni winy, nie można traktować nikogo jak złodzieja. Wariograf bada emocje i wyniki trzeba dogłębnie przeanalizować. Ta metoda budzi zastrzeżenia z punktu widzenia prawa. W firmie Inter Cars zapewniają, że niezależnie od wyniku badania nikt nie zostanie zwolniony.