Pomysł na wydzielenie historii Polski jest absurdalny

Minister edukacji Roman Giertych powtórzył wczoraj w Radomiu, że chce, by najpóźniej za dwa lata w szkołach były dwa odrębne przedmioty: historia Polski (połączona z wychowaniem patriotycznym) i historia powszechna. Z planów lekcji ma zniknąć wiedza o społeczeństwie.

- Kiedy odbyła się bitwa pod Płowcami? A bitwa pod Kircholmem? - pytał Giertych dziennikarza TVN 24, gdy ten spytał go o plany podziału lekcji historii. - Nie wie pan, zapewne jak większość Polaków, a to bardzo znaczące wydarzenia dla dziejów Polski. I to jest argument przemawiający za moim pomysłem, zresztą wzorowany na systemie nauki historii na wyższych uczelniach - uzasadniał Giertych. Zapowiedział, że po wprowadzeniu zmian w programach szkolnych uczniowie będą mieli dodatkowe godziny historii.

Obowiązkowe mają być też wycieczki szkolne do miejsc pamięci narodowej organizowane w ramach programu rządowego i finansowane z budżetu ministerstwa. - Może wizyta w obozie zagłady narodzi wśród młodych ludzi większe współczucie dla ofiar i zapobiegnie powstawaniu różnego rodzaju napięć w przyszłości.

Jak pomysł podzielenia historii i likwidacji wiedzy o społeczeństwie oceniają historycy?

prof. Wojciech Roszkowski, eurodeputowany PiS, autor m.in. książek: "Najnowsza historia Polski" i "Półwiecze - historia polityczna świata po 1945 r."

- Przyznam, że pomysł podoba mi się średnio. Istotne jest zwiększenie liczby godzin nauczania historii. Po ostatniej reformie systemu edukacji z programu zniknęła jedna godzina, co moim zdaniem było błędem. Uważam, że nie jest dobrym rozwiązaniem nauczanie osobno historii Polski. Gdy równocześnie dzieje krajów przedstawia się na tle procesów zachodzących w świecie, wydarzenia stają się bardziej zrozumiałe.

Także nauczanie patriotyzmu wyłącznie na lekcjach historii Polski nie wydaje mi się dobrym pomysłem. Patriotyzm, aby był nowoczesny, powinien opierać się na zrozumieniu uczuć innych, nie powinien być patriotyzmem "osobnym".

dr hab. Paweł Machcewicz, prorektor Collegium Civitas, Instytut Studiów Politycznych PAN, w latach 2000-05 kierował pionem badawczo-edukacyjnym IPN

- Jestem przekonany, że to zły pomysł. Polska zawsze była częścią Europy i nie można sztucznie naszej historii odcinać od tego, co działo się w Europie. Jednym z ważniejszych edukacyjnych osiągnięć po 1989 roku było wprowadzenie w szkołach bloków humanistycznych - np. nauczanie języka polskiego w kontekście historii kraju albo mówienie o polskiej historii na tle wydarzeń na świecie.

Sensowna wydaje się więc tylko jedna propozycja ministra Giertycha - by o godzinę zwiększyć program nauczania historii.

Niedobrze byłoby natomiast, gdyby ze szkół zniknęła wiedza o społeczeństwie. To właśnie na tych lekcjach - choć prowadzonych na różnym poziomie - młodzież uczy się rozumieć demokrację i jej mechanizmy. Tego powinniśmy bronić.

prof. Andrzej Chwalba, Instytut Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego, badacz historii Polski XIX i XX wieku, ostatnio wydał książkę "III Rzeczpospolita. Raport specjalny"

Pomysł ministra edukacji jest absurdalny. Nauczanie historii Polski było sposobem na budzenie patriotyzmu i uczuć narodowych - ale dwa wieki temu, gdy zagrożona była tożsamość narodowa! Dziś musimy uczyć młodych ludzi naszej historii w kontekście historii Europy i całego świata. Nie można traktować Polski jak wydzielonego lądu - gdzie nie liczy się nic, co wokół nas. Obawiam się też traktowania historii Polski jako narzędzia ideologizacji szkół. Mam nadzieję, że minister edukacji wycofa się ze swojego projektu.

Warto natomiast zastanowić się nad tym, co dalej z wiedzą o społeczeństwie. Trzeba przyznać, że w części szkół to tak naprawdę lekcje rezerwowe - załatwia się na nich zaległości z innych przedmiotów albo sprawy wychowawcze. A to doskonała okazja, by pomagać młodym zrozumieć współczesność: kształtować ich postawę obywatelską, wprowadzać elementy ekonomii, prawa, socjologii, uczyć o demokracji, ale też np. o tym, jak działają media i jaka jest ich siła.