Manifestujący przed MEN uczniowie zatrzymani

Przez ponad godzinę uczniowie okupowali Ministerstwo Edukacji. Chcieli się spotkać z ministrem Giertychem. Policja siłą usunęła uczniów sprzed gmachu. Część zatrzymała

- Jesteśmy tu po to, żeby namówić Romana Giertycha do dymisji - mówił 17-letni Aleksander Pawłowski z Inicjatywy Uczniowskiej.

Ta nieformalna grupa ok. 200 anarchizujących uczniów wezwała młodzież, żeby we wtorek zamiast do szkoły przyszli pod Ministerstwo Edukacji. Stawiła się setka uczniów warszawskich gimnazjów i liceów.

Gimnazjalista Janek przyszedł z dużą drewnianą łychą z hasłem: "Znajdzie się łycha na Giertycha", ktoś inny przytargał transparent "Minister edukacji nie masz racji". Alicja i Dominika przyszły, bo w szkole już nic się nie dzieje, stopnie powystawiane, generalnie nuda. -Na ostatniej matematyce tylko rzucałyśmy się balonami - mówiły.

Wejście do gmachu zablokowali im ochroniarze. - Zaczęli nas szarpać, zabrali szczekaczkę - relacjonował Pawłowski. Kilku uczniów wdrapało się po bramie na dziedziniec MEN-u, gdzie spalili papierową kukłę Giertycha. Na bramę założyli swoją kłódkę, czarną flagę i transparent "Wolne szkoły". Z ulicy obserwowali ich pozostali pikieciarze i ochroniarze.

-Udało się. Nasza delegatka, Ania, jest w środku i rozmawia o dymisji ministra! - krzyknął ktoś z dziedzińca. To podgrzało atmosferę. Uczniowie zaczęli skandować w rytm uderzeń bębna: "Raz, dwa, trzy, cztery, odejdź Giertych do cholery!" i "Spieprzaj, dziadu". - Zupełnie jak na koncercie. Czy Giertych będzie śpiewał? - żartowali gimnazjaliści.

Ale "koncert" zbliżał się już do końca. Wokół zacieśniał się kordon policji, a strażacy rozcięli kłódkę. Policyjny głośnik ostrzegał: - Zgromadzenie jest nielegalne! Proszę się rozejść !

Uczniowie nie posłuchali. Policjanci wyłapywali ich po kolei, a 18 prowodyrów zapakowali do radiowozów. Kiedy odjechali z zatrzymanymi, część demonstrantów przeniosła się pod komendę policji na Wilczą. Tam czekali na wypuszczenie kolegów. Wreszcie wszyscy wyszli na wolność, ale dziesiątkę nieletnich czeka sąd rodzinny, a ósemkę dorosłych (powyżej 17 lat) - sąd grodzki. Niektórym policja postawiła zarzut bezprawnego wdarcia się na teren ministerstwa.

Każdemu wychodzącemu z komisariatu bito brawo. Przed komendą pojawił się także Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego. Rozmawiał z uczniami i obiecał pomoc zatrzymanym: - Jestem tu z ojcowskiej troski o te dzieci. Nie powinno dojść do zatrzymań. Minister mógł z nimi porozmawiać.

Szansę rozmowy dostała tylko wspomniana wcześniej delegatka uczniów - Anna Geller zV LO. Wprawdzie nie z samym ministrem, ale z jego zastępcą Mirosławem Orzechowskim. - Minister wydał mi się otwarty i przychylny -opowiadała potem. -Wydawało mi się, że nawet się ze mną zgodził, że patriotyzmu nie da się nauczyć, że ma się go we krwi. Ale gdy wyszliśmy z gabinetu, słyszałam, jak powiedział dziennikarzom, że za mało w szkołach jest patriotyzmu.

Wiceminister pamięta rozmowę zupełnie inaczej. - Relacja tej młodej osoby jest szokująco nieprawdziwa - mówi "Gazecie". - Wysłuchałem jej, ale zgodzić się z nią nie mogłem.

Roman Giertych, szef MEN

Czy cieszę się z tej manifestacji? Tak, cieszę się. Bo inaczej nikt nie interesowałby się sprawami oświaty, wychowaniem patriotycznym.

Jeżeli protestuje Kampania przeciw Homofobii i SLD, to ja mam tylko potwierdzenie, że moje działania idą w dobrym kierunku.

Trzy tygodnie temu Inicjatywa Uczniowska dołączyła do manifestacji o legalizację marihuany. Jeśli oni teraz protestują, to ja znów wiem, że idę w dobrym kierunku. Osoby zabiegające o legalizację narkotyków w szkołach nie są dla mnie partnerem do rozmowy.

Mirosław Sawicki, b. szef MEN

Budzi mój zdecydowany sprzeciw fakt wezwania policji do spacyfikowania uczniów. Nawet jeśli młodzież wznosiła niegrzeczne okrzyki, a demonstracja była nielegalna, to obowiązkiem ministra edukacji - według niektórych pierwszego nauczyciela RP - jest rozmowa z młodzieżą, a nie wzywanie policji na pomoc. Swoim postępowaniem minister upodobnił się do tych dyrektorów szkół czasu stanu wojennego, którzy wzywali esbeków przeciw uczniom wieszającym ulotki. Tym samym utwierdził młodzież i nauczycieli w słuszności sprzeciwu wobec swojej osoby.