Misztal mści się na dyskotece Viva

Poseł Piotr Misztal, który w listopadzie awanturował się w łódzkiej dyskotece Viva, robi wszystko, by lokal został zlikwidowany. Urzędy zasypał listami i apelami o zamknięcie dyskoteki i ukaranie jej właściciela. Jego wysiłki przyniosły skutek, bo magistrat wszczął właśnie postępowanie w sprawie odebrania koncesji na sprzedaż alkoholu w klubie

Kiedy opisaliśmy listopadową awanturę, podczas której poseł miał być znieważony i uderzony przez jednego z gości, policja wszczęła dochodzenie. Po przejrzeniu zapisu z kamer okazało się jednak, że posłowi w dyskotece nic się nie stało. Prokuratura odmówiła więc wszczęcia dochodzenia w tej sprawie.

Wówczas Misztal zaczął wysyłać pisma z żądaniem zamknięcia dyskoteki. Pierwsze trafiło do Urzędu Miasta Łodzi w lutym. Podpisali się pod nim "Parlamentarzyści Ziemi Łódzkiej". Żądali wyciągnięcia konsekwencji karnych wobec właściciela dyskoteki, bo według nich: nie ma on zezwolenia na sprzedaż alkoholu, podaje go nieletnim, nie dba o bezpieczeństwo gości. Sugerują, że w lokalu można kupić narkotyki.

Pod listem widnieją podpisy ośmiu posłów, ale tylko Misztal jest z Łodzi. Pozostali to m.in. Andrzej Grzesik z Częstochowy, Waldemar Starosta z Zielonej Góry, Marzena Paduch z Radomia czy Lech Woszczerowicz z Gdyni. Wszyscy z Samoobrony, do której wówczas należał Misztal. Dlaczego posłowie podpisali się pod tym pismem? "Bo Piotrek nas o to poprosił" - odpowiadają zgodnie. Przyznają, że w Vivie nigdy nie byli i nie wiedzą, co tam się dzieje.

Leszek Błażków, menedżer Vivy: -Wygląda mi to na zemstę posła Misztala, który nie jeden raz urządzał u mnie po pijanemu awantury. Mam koncesję na alkohol, a w dyskotece bawią się tylko pełnoletni.

Apel parlamentarzystów zrobił na urzędnikach duże wrażenie. Pismo natychmiast przekazali Straży Miejskiej i policji. Jednak ani policja, ani straż nie potwierdziły, by w lokalu sprzedawano alkohol nieletnim czy handlowano narkotykami. Okazało się też, że klub ma koncesję na alkohol.

Misztal, niezadowolony z wyników kontroli, wysłał w marcu kolejną skargę na klub, tym razem do wojewody. Wojewoda zaalarmował prezydenta Łodzi, a ten wydział edukacji UMŁ. Tym razem urzędnicy natychmiast wszczęli postępowanie w sprawie cofnięcia zezwoleń na sprzedaż jakichkolwiek napojów alkoholowych w Vivie.

- Nie mają jednak do tego żadnych podstaw. Mam pozytywne opinie straży miejskiej i policji. Nie ma żadnych dowodów, bym łamał prawo - mówi Błażków. Inspektorzy z wydziału edukacji odpowiedzialni za koncesje nie chcieli z "Gazetą" rozmawiać.

A poseł Misztal? - Oczywiście, że to moja sprawka. Właściciel niech się już modli! Tam trzeba zrobić porządek! Ciągle jakieś awantury, bicie gości przez ochronę. Taki lokal nie ma prawa istnieć.