Czy "Słowik" kupił łaskę?

Czterech lat więzienia zażądał w środę prokurator dla Andrzeja Z. "Słowika", jednego z liderów "Pruszkowa" oskarżonego o przekupienie urzędników kancelarii prezydenta Lecha Wałęsy, by uzyskać ułaskawienie. Wyrok w poniedziałek.

Komu "Słowik" miał w 1993 r. wręczyć 150 tys. dolarów łapówki? Prokuratura nie ustaliła. - Zarzut brzmi, że mój klient nie wiadomo kiedy, nie wiadomo gdzie i nie wiadomo komu wręczył pieniądze. Ja się boję żyć w kraju, w którym stawiane są takie zarzuty - mówił adwokat gangstera mec. Andrzej Chwiłoc i poprosił o uniewinnienie.

Zdaniem prokuratora Cezarego Przasnka prokuratura zebrała dowody na wręczenie łapówki. Przypomniał, że akt łaski został wydany, gdy "Słowik" ukrywał się, bo nie wrócił do więzienia, gdzie miał odsiadywać sześcioletni wyrok za rozboje i kradzieże. Podkreślił, że przeciw udzieleniu łaski był ówczesny prokurator generalny. Prok. Przasnek powołał się wczoraj na zeznania "Masy", który trzykrotnie słyszał, jak "Słowik" chwalił się, że kupił akt łaski. "Masa" opowiadał m.in. o przyjęciu, na którym gangsterzy wznosili toasty za zdrowie prezydenckich ministrów Lecha Falandysza i Mieczysława Wachowskiego. Obaj zaprzeczyli w śledztwie, że mieli z tym cokolwiek wspólnego. Nie doprowadziły do wskazania konkretnych osób, które mogły wziąć łapówkę ani przesłuchania pracowników kancelarii, ani adwokatów reprezentujących pruszkowskich gangsterów.

Adwokat z kolei podkreślał, że "Słowik" w czasach, gdy go ułaskawiono, był "zwykłym złodziejem", a nie szefem grupy przestępczej, za co kilka lat temu został skazany.