CBA do Trybunału Konstytucyjnego

Przedsiębiorcy boją się ustawy o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym i proszą o pomoc prezydenta.

Ustawę o CBA kilka dni temu przegłosował Sejm, jutro zajmie się nią Senat. Zakłada ona utworzenie kosztem ok. 50 mln zł biura zatrudniającego ok. 500 osób.

- To bubel prawny. Gdy pytałem posłów, dlaczego za nią głosowali, tłumaczyli, że nie chcieli być posądzeni o sprzyjanie korupcji - mówi Marek Goliszewski, szef Business Centre Club.

Największe zrzeszone w Radzie Przedsiębiorczości polskie organizacje pracodawców (m.in. Krajowa Izba Gospodarcza, Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych "Lewiatan", Konfederacja Pracodawców Polskich, Polska Rada Biznesu) uważają, że ta ustawa jest niezgodna z konstytucją. Ich zdaniem niedopuszczalne jest, aby od decyzji jednego urzędnika - przyszłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego - zależało to, czy do firmy wejdzie kontrola.

Wystąpiły więc do prezydenta Lecha Kaczyńskiego z apelem o zawetowanie lub skierowanie ustawy o CBA do Trybunału Konstytucyjnego.

Zdaniem przedsiębiorców instytucji o takich uprawnieniach nie ma nigdzie w świecie.

Roman Rewald, prezes Amerykańskiej Izby Handlowej w Polsce, tłumaczy, że w USA z korupcją nie walczy jakaś odrębna instytucja, tylko FBI. Zanim jednak wkroczy do firmy, musi mieć dowody uprawdopodobniające winę oraz nakaz sądowy.

W Holandii z korupcja walczy z kolei Rijksrecherche. - To też wyodrębniona jednostka policji, a nie samodzielnym organ administracji - tłumaczy Henryka Bochniarz, szefowa PKPP Lewiatan.

Jeremi Mordasewicz z PKPP Lewiatan: - Ta ustawa jest szalenie niebezpieczna dla biznesu.

Obawiamy się wysypu rozpraw podobnych do tych, które przeżył Roman Kluska.

Zdaniem Andrzeja Rzeplińskiego z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka lepszym i tańszym rozwiązaniem niż powołanie CBA byłoby zaangażowanie do walki z korupcją pracowników Najwyższej Izby Kontroli. - Do wyeliminowania łapówek wcale nie trzeba strzelania z karabinu, potrzebne jest przeglądanie setek tysięcy dokumentów. Kadry NIK są do tego świetnie przygotowane - mówi .

Przedsiębiorcy wypunktowali 23 zarzuty. Nie podoba im się, że pracownicy CBA będą mogli:

kontrolować firmę bez nakazu sądu, jedynie na podstawie legitymacji służbowej. Co prawda maksymalnie po trzech dniach funkcjonariusz CBA będzie musiał dostarczyć sprawdzanej firmie zgodę, ale w tym czasie zdąży przejrzeć już wszystkie dokumenty;

bez żadnego podejrzenia przeprowadzić w firmie kontrolę. Może być prowadzona prewencyjnie;

podsłuchiwać i nagrywać rozmowy, a także używać kolczatek, kajdanek i środków chemicznych. Według pracodawców to zbyt duże uprawnienia;

gromadzić tzw. informacje wrażliwe o preferencjach seksualnych, przekonaniach religijnych itp. W ustawie jest zapis, że po procesie sądowym wszystkie te informacje trzeba zniszczyć, ale nie każda sprawa kończy się procesem. Co z taką wiedzą wtedy będzie się dziać? Nie wiadomo;

kontrolować firmę przez 3 miesiące - z możliwością przedłużenia o kolejne 6 miesięcy w szczególnie uzasadnionych przypadkach. Ustawa nie określa jednak, jakie to przypadki.

Ustawa nie precyzuje szczegółowych kwalifikacji pracowników CBA, jest wiec niebezpieczeństwo, że trafią tam ludzie bez odpowiedniego przygotowania. Przedsiębiorcy nie wiedzą, jak rozumieć zapis o bezpłatnej pomocy, której będą musieli udzielać funkcjonariuszom CBA. Obawiają się, że pracownicy biura będą mogli zażądać właściwie wszystkiego, choćby wypożyczenia firmowego samochodu.

Senatorowie PO już zapowiedzieli, że zgłoszą wszystkie poprawki wskazane przez przedsiębiorców. Gdy nie zostaną przyjęte, a prezydent ustawę podpisze, pracodawcy sami chcą ja zaskarżyć do Trybunału.