Kiedy kobiety mają równe szanse

W Norwegii ogłoszenia o pracy mają dopisek: "kandydatury kobiet mile widziane". W Finlandii każda firma ma program wyrównywania szans kobiet i mężczyzn. A jak pracującym kobietom powinien pomóc polski rząd?

O sprawdzonych na świecie pomysłach dyskutowali wczoraj eksperci z kilku krajów na konferencji "Równe szanse - wyższa efektywność".

Anu Sajavaara z Fińskiej Konfederacji Pracodawców: - Za przedszkole córki płacę 200 dol. miesięcznie. Mało, bo jest ono dofinansowane przez rząd. To najlepsze wsparcie.

W Finlandii każdy pracodawca zatrudniający więcej niż 30 osób musi opracować program wyrównywania szans kobiet. - Informacje o wolnym stanowisku trzeba tak formułować, żeby nie faworyzowały żadnej płci. Dostęp do awansów dla wszystkich ma być na równych zasadach - wylicza Sajavaara.

W norweskiej prasie od 20 lat każde ogłoszenie o pracy opatrywane jest dopiskiem: "kandydatury kobiet mile widziane". Działa. Zawodowo pracuje tam aż 70 proc. kobiet. Norweżki są aktywne w polityce. - W latach 80. premierem została kobieta Gro Harlem Brundtland. Powtarzała, że "kobiece poczucie sprawiedliwości trzeba wprowadzić do polityki". Jej rząd w połowie składał się z kobiet. Tak zostało do dziś - mówi Ellen Kjos-Kendall, ekonomistka z Norweskiej Konfederacji Pracodawców.

Lisbet K. Berning z Danii: - W latach 1992-2001 przeprowadziliśmy badania 2300 przedsiębiorstw. Te zarządzane przez kobiety wykazały 38-procentowy zysk, zarządzane przez mężczyzn - 34 procentowy.

- Kobiety są pragmatyczne, świetnie radzą sobie w pracy zespołowej, w negocjacjach - uzasadnia Aude Zieseniss de Thuin, prezydentka Forum Kobiet na rzecz Ekonomii i Społeczeństwa z Francji. Ale przypomina: - W krajach UE kobiety na kierowniczych stanowiskach stanowią tylko 32 proc., w zarządach firm zasiada ich 10 proc, a prezesami jest 3 proc.

Jak poprawiać te wskaźniki? Ekspertki wyliczają: trzeba zwiększyć udział kobiet w polityce, o równych prawach mówić od początku edukacji, a pracodawców zachęcać, by o nie dbali.

Nasi politycy na wspieranie pracujących Polek mają dwa pomysły. Chcą wydłużać urlopy macierzyńskie - nawet do 52 tygodni. I żądają gwarancji zatrudnienia dla matek po urlopach. - PiS chce, by nie można było ich zwolnić przez trzy lata, LPR - przez 2,5, a SLD - przez rok - wylicza związana z PiS wiceminister pracy Joanna Kluzik- Rostkowska. - Staram się przekonać konserwatywnych polityków, że zamykając kobiety na siłę w domu, nie skłonią ich rodzenia dzieci. W dzisiejszej trudnej sytuacji gospodarczej to rozwiązanie obróci się przeciw kobietom. Pracodawcy po prostu przestaną je zatrudniać.

Przeciw gwarancjom zatrudnienia w liście otwartym do rządu i parlamentu zaprotestowały wczoraj organizacje kobiece i Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych "Lewiatan".