Nie zabierajcie sów do domu!

Myślałem, że dziś napiszę o tym, na czym polegał sukces gołębi grzywaczy, które typowo leśne ptaki stały się rolniczo-miejskimi, albo o korzyściach z uwicia gniazda w koszu z kwitami przez muchołówkę szarą. Ale dzisiejszy felieton będzie powtórką tematu sprzed roku - o sowach, a dokładnie o ich młodych, i o tym, czego ludzie nie powinni z nimi robić. Piszę go nie bez powodu, bowiem rusza właśnie sezon na sowy.

W ciągu ostatnich pięciu dni miałem kilka telefonów z informacją, że ktoś znalazł małą szarą sówkę, która z pewnością wypadła z gniazda i trzeba się nią koniecznie zająć. Ptasi Azyl warszawskiego zoo ma już kilkanaście takich ptaków i jak powiedział mi kierujący nim dr Andrzej Kruszewicz, większość sów została zabrana przez ludzi zupełnie bez sensu.

Młody puszczyk lub sowa uszata (najczęściej o te gatunki chodzi) wygląda raczej na niewinną maskotkę niż dzikiego ptaka i budzi w nas opiekuńcze instynkty. Mało komu przychodzi do głowy, że taki "misiek" potrafi przelecieć z gałęzi na gałąź, a jeżeli nawet jeszcze nie lata, to się świetnie wspina i wcale nie wypadł z gniazda, tylko sam z niego wylazł. Po prostu w pewnym momencie dalsze wychowanie podrostków odbywa się na gałęziach drzew. Ponieważ maluchy dość często siadają nisko, w czasie wiatru czy burzy mogą spaść na ziemię. Nie oznacza to jednak, że mamy do czynienia z sierotą, ale raczej z niedojdą, którego rodzice są w pobliżu. A że nie widać ich wtedy, gdy my się kręcimy po okolicy... no cóż, taka jest natura sów. Wiele czynności, w tym karmienie młodych, wykonują nocą, a w dzień pozostają w ukryciu. Najlepsza pomoc dla malucha, który spadł na ziemię, to po prostu wsadzenie go na drzewo. Próba opieki nad taką "sierotką" przez kogoś, kto się na tym nie zna, kończy się fatalnie dla ptaka. Widziałem parę takich sów, które karmiono np. tylko mięsem kurczaka. Miały taką krzywicę, że jedyne, co można było zrobić, to je uśpić. Zresztą nawet karmienie odpowiednim pokarmem, czyli gryzoniami, nie gwarantuje sukcesu. Przecież taki maluch musi się gdzieś i na czymś nauczyć polować. Jest niezwykle trudno tak wyćwiczyć ptaka, by stał się sprawnym myśliwym. Puszczyk, którego wychowywałem w zeszłym roku, choć świetnie polował, to - niestety - wbił sobie do głowy, że ma coś wspólnego z ludźmi. No i próbował zaczepiać niektórych mieszkańców naszej wsi, a ci, bojąc się niespodziewanie nadlatującej sowy, na wieczorne spacery zaczęli chodzić z parasolkami. Kłopotów miałem z nim co niemiara i dlatego z całego serca apeluję: Nie zabierajcie młodych sów do domu.