Lepper i Giertych: trwa inwigilacja partii politycznych

Potrzebna jest kolejna komisja śledcza - tym razem do zbadania inwigilacji partii politycznych - bo, jak mówią Roman Giertych i Andrzej Lepper, pomysłodawcy tej komisji: "Inwigilacja jest niedopuszczalna, a my do dzisiaj jesteśmy tym dotykani."

Chodzi oczywiście o inwigilację, jak wyraził się szef Samoobrony, prowadzoną przez kogoś ze służb specjalnych. "Widzimy, że ktoś tam - wierzę, że za plecami PISu - robi sobie robotę. Tam zostało mnóstwo ludzi z różnych partii które rządziły Polską i być może, że to oni robią tę inwigilacje i działają na szkodę naszych partii." - mówił Lepper.

Co na to zwierzchnik służb?

"Ja tych zarzutów potwierdzić nie mogę" - mówi Zbigniew Wasserman, ale jak dodaje, komisja, która zajmie się tą sprawą w kontekście historycznym - czemu nie! Jednocześnie koordynator do spraw służb specjalnych przeciwstawia się innemu pomysłowi duetu Giertych-Lepper, czyli wpuszczeniu ich partii do resortów siłowych.

"To nie było objęte umowa koalicyjną" - podkreśla Wasserman. Tymczasem Lepper z Giertychem w tym temacie wydają się nieugięci. Wielokrotnie wcześniej słyszeli "nie", dziś jednak znów powtarzają: "Sprawa inwigilacji partii politycznych upoważnia nas do tego żebyśmy jeszcze bardziej zdecydowanie domagali się udziału naszych przedstawicieli w resortach siłowych w ABW CBŚ i CBA".

Cała sprawa o resorty siłowe

Wydaje się, że cała historia z komisją do spraw inwigilacji była jedynie zasłoną do ponowienia żądań dotyczących resortów siłowych. Co ciekawe, właśnie dziś mija 30 dni od powstania koalicji PiSu, Samoobrony i LPR. Jak widać po pierwszym miesiącu działania pojawiają się pierwsze rysy i pęknięcia. Obaj wicepremierzy przyznają, że wniosek o powołanie komisji śledczej nie był konsultowany z PISem, a przez te trzydzieści dni ani Lepper ani Giertych nie robili nic bez zgody i zachęty Jarosława Kaczyńskiego.