Wyższa pensja za powrót

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego chce ściągnąć do kraju polskich naukowców robiących kariery za granicą. Proponuje im dwukrotne pensje profesorskie i kierowanie projektami badawczymi. ?Krajowi? naukowcy pomysł oceniają jako nieetyczny i nieskuteczny

Projekt ruszy jesienią i skierowany jest głównie do przedstawicieli nauk ścisłych pracujących w USA i Wielkiej Brytanii. Ministerstwu zależy na powrocie młodych doktorów, którzy wyjechali niedawno, oraz doktorów habilitowanych i profesorów pracujących za granicą dłużej niż pięć lat.

Olaf Gajl, wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego, tłumaczy, że nasi naukowcy powinni rozwijać gospodarkę narodową, a nie obcą: - Zależy nam przede wszystkim na teleinformatykach, bio- i nanotechnologach.

Leszek Grabarczyk z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego precyzuje: - Chodzi o tych naukowców, którzy swoją wiedzę wykorzystują w praktyce, np. przy przedsięwzięciach komercyjnych.

Naukowcom, którzy zdecydują się na powrót, resort zaproponuje 6 tys. zł brutto pensji, czyli maksymalną stawkę profesorską, i drugie 6 tys. za kierowanie projektem badawczym. - A jeśli budżet pozwoli, to nawet więcej - zapowiada Grabarczyk.

Z szacunków ministerstwa wynika, że na jedną osobę budżet roczny wyniesie co najmniej 200 tys. zł. Uwzględniono w tym już tak wysokie płace. Naukowcy mają realizować projekty w ośrodkach Polskiej Akademii Nauk i na krajowych uczelniach.

Wiceminister Gajl jest przekonany, że do 2009 r. z zagranicznej kariery zrezygnuje co najmniej 150 naukowców. - Oczywiście pod warunkiem, że zdobędziemy na nich dotację z Unii Europejskiej - zaznacza.

Światowej sławy genetyk prof. Jan Lubiński z Pomorskiej Akademii Medycznej widzi jednak niewielkie szanse na ich powrót. - Jeśli ci ludzie są wartościowi, to ich cena będzie znacznie wyższa. Miałoby to sens, gdyby np. dodatkowo zwiększono budżet na wysokie technologie.

Oferta ministerstwa na pewno nie skłoni do powrotu prof. Leszka Gąsieńca. Profesor pracował m.in. w prestiżowym Instytucie Informatyki Maksa-Plancka w Niemczech, a teraz zatrudniony jest na wydziale informatyki Uniwersytetu w Liverpoolu. - Płacenie komuś więcej tylko dlatego, że pracował do tej pory za granicą, nie jest uczciwym rozwiązaniem. Zwłaszcza w stosunku do tych, którzy przez cały czas prowadzili poważne badania w Polsce. Poza tym w kraju mam tylko tytuł doktora, a bez habilitacji jest się w świecie akademickim nikim. Trzeba zacząć od reformy całego systemu.

Także dr Agnieszka Nogal, która wróciła do kraju po rocznym stażu we Włoszech, uważa, że naukowcy nie będą masowo wracać: - Motywacja finansowa nie jest najważniejsza. Decydująca jest ścieżka kariery. W naszych instytucjach naukowych jest ona nie do zrealizowania. To instytucje zamknięte, a pracujący w nich naukowcy to towarzystwo wzajemnej adoracji.

Profesor Gąsieniec zwraca także uwagę, że projekt pogorszy klimat na polskich uczelniach. I rzeczywiście pomysł już budzi kontrowersje.

Prof. dr hab. Leszek Michalak z Zakładu Fizyki Molekularnej Uniwersytetu Marie-Curie Skłodowskiej (UMCS) w Lublinie, który sam pracował m.in. w Holandii, Austrii i Australii, uważa, że projekt nie może być realizowany kosztem naukowców pracujących w kraju: - Przecież wielu mogło wyjechać i zarabiać o wiele więcej, ale zostali, bo chcą pracować dla kraju.

Podobnego zdania jest prof. dr hab. Wiesław Winiecki, prodziekan ds. Nauki Wydziału Elektroniki i Technik Informacyjnych Politechniki Warszawskiej. Uważa on, że naukowcy kierujący programami badawczymi w kraju mają nie mniejszy dorobek niż ich koledzy za granicą, a mimo to nie zarabiają tak dużo. - Tak wąskie potraktowanie naukowców może wzbudzić sprzeciwy.

Protesty środowiska naukowego przewiduje też prof. dr hab. Antoni Ciszewski, dyrektor Instytutu Fizyki Doświadczalnej Uniwersytetu Wrocławskiego. A prof. dr hab. Jacek Otlewski z Instytutu Biochemii i Biologii Molekularnej Uniwersytetu Wrocławskiego pomysł określa dosadnie: - Nieelegancki i nieetyczny.

Minister Gajl ma jednak nadzieję, że projekt nie wywoła oburzenia wśród naukowców: - Oni powinni zrozumieć, że to pomoże rozwojowi gospodarki narodowej - argumentuje.