Jana Garbarka brzmienie powyżej ciszy

Norweski multiinstrumentalista Jan Garbarek przyjeżdża do nas na sześć koncertów. Pierwszy zagra jutro w Gdańsku

Garbarek przyznaje się do polskich korzeni i chętnie koncertuje w naszym kraju. Niemal za każdym razem proponuje nowy program, nowy skład, nową muzykę. Tym razem zagra w kwartecie, którego najbardziej niezwykłą postacią jest hinduski czarodziej instrumentów perkusyjnych Trilok Gurtu. Wystąpią także grający z Garbarkiem od lat pianista Rainer Bruninghaus i basista Eberhard Weber. Od 3 do 8 czerwca, dzień po dniu, artyści zagrają w Gdańsku, Koszalinie, Poznaniu, Bydgoszczy, Szczecinie i Wrocławiu. Przedostatni koncert, z Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie, zobaczymy w środę w telewizji, transmitowany na żywo przez TVP Kultura (godz. 20.20).

Muzyka Jana Garbarka nazywana bywa kwintesencją europejskiego jazzu. Barwa jego saksofonu jest rozpoznawalna na całym świecie. On sam jest flagową postacią słynnej monachijskiej wytwórni ECM. Ale nie uważa się za jazzmana. Woli, gdy mówi się o nim po prostu: muzyk. Na jego płytach prócz jazzowych improwizacji słychać m.in. muzykę klasyczną i etniczną. Nagrywał z tak różnymi muzykami, jak jazzmani Keith Jarrett, Don Cherry i Chick Corea, hinduski mistrz sitaru Ravi Shankar, norweska śpiewaczka ludowa Agnes Buen Garnas czy kwartet wokalny The Hilliard Ensemble.

Na saksofonie zaczął grać jako czternastolatek, gdy usłyszał w radiu Johna Coltrane'a. Dziś ma 59 lat. Jego styl to z jednej strony liryczne tony, z drugiej dźwiękowa asceza - a jest też przecież wielka fascynacja world music. Jego twórczość otacza duchowa aura, nie tylko dlatego że wplata do niej wątki religijne i obrzędowe (na "Officium" nagrał sakralne pieśni z XII, XV i XVI wieku, na "Mnemosyne" m.in. tradycyjne zaśpiewy Indian południowoamerykańskich). Sam nazywa swoją muzykę "brzmieniem powyżej ciszy". Wydał blisko 40 płyt - ostatnia, zatytułowana "In Praise Of Dreams", ukazała się w 2004 roku. W jednym z nielicznych wywiadów, jakie udzielił ("Spotkania z prasą to nie jest moja ulubiona rozrywka"), zwierzył się: - Najważniejsza jest dla mnie ciągła innowacja twórcza. Natomiast radykalnych, stylistycznych czy życiowych zmian nie oczekuję i nie przewiduję. Oby było tak, jak jest teraz.

Ewa Podgajna, Patryk Petrusewicz: Każda muzyka ma swój idiom, swoją bazę. Dla jazzmanów amerykańskich jest to blues. A jak jest w przypadku Twojej muzyki?

Jan Garbarek: Moją bazą muzyczną jest folk, muzyka ludowa. Owszem, zaczynałem od słuchania tradycyjnych utworów jazzowych, inspirowałem się jazzem amerykańskim, przeżyłem wielką fascynację Coltrane'em, ale potem zacząłem opierać się na muzyce ludowej. Coltrane też przecież wybrał własną drogę jazzowej awangardy.

Skoro inspirujesz się muzyka ludową, może kiedyś będzie to polska?

- Kto wie. Po prostu jej nie znam, nie miałem dotychczas do niej dostępu.

Jesteś chyba najbardziej melodyjnym saksofonistą na świecie...

- Naprawdę? Nie pomyślałem o tym. Muzyka to połączenie melodii, harmonii i rytmu. Nigdy nie uważałem, że w mojej muzyce dominującą rolę pełni którykolwiek z nich. Muzyka musi być oparta na równym połączeniu tych części w jedną całość, wtedy brzmi.

Jesteś filarem niemieckiej wytwórni ECM. Na ile Ty tworzyłeś jej oblicze muzyczne, na ile oni Twoje?

- Wytwórnia powstała jako przedsięwzięcie kilku artystów i nigdy nie była firmą zatrudniającą muzyków i wywierającą na nich komercyjny nacisk. Wytwórnie tworzą ludzie, którzy siebie inspirują, i tylko w ten sposób wpływają na siebie. Oczywiście spory wpływ ma Manfred Eicher (producent), ale nie w takim sensie, że wywiera nacisk. On po prostu swoją silną osobowością muzyczną inspiruje artystów.

Twoją popularność można porównywać z gwiazdami muzyki pop. Czy to jest dla Ciebie zaskoczeniem?

- To dla mnie wielka tajemnica! Za każdym razem, gdy mam koncert, to zastanawiam się, czy przyjdą ludzie. I dziwię się, że są, że przychodzą tak licznie, że znają moją twórczość, że na moich koncertach jest tak dużo młodzieży.

Występy na świeżym powietrzu, nierzadko dla kilkutysięcznej publiczności - czy nie wolisz kameralnej atmosfery koncertów?

- W klubach nie grałem już 20, 30 lat. Gram już tylko duże koncerty dla dużej widowni. I takie wolę z prozaicznej przyczyny - mam astmę. W zadymionych klubach zwyczajnie bym się męczył.

Co zagrasz podczas trasy koncertowej?

- Wybór z całej mojej kariery, będą rzeczy stare i nowe.

Cieszysz się z kariery muzycznej córki Anji czy raczej odwodziłeś ją od ciężkiego, estradowego chleba?

- Bardzo się cieszę! Problemem było raczej to, że Anja do 18., 19. roku życia nie interesowała się muzyką, wiec jej kariera jest miłą niespodzianką. Muzyka to tak fantastyczna przygoda, w życiu bym nie pomyślał, żeby ją do niej zniechęcać.