Dzieci: Naukowcy nie są cool

- To prawdziwe mózgi, ich praca jest bardzo ważna, ale sami nie są ''cool''. To nie są normalni ludzie, jak my - tak o naukowcach mówią dzieci.

Europa z lekkim niepokojem przypatruje się spadającej z roku na rok liczbie studentów nauk ścisłych. Topnieją szeregi młodych fizyków i chemików. "Co się dzieje?" - pytają zaniepokojeni naukowcy. Ostatnio brytyjscy badacze zwrócili się z tym pytaniem do swych potencjalnych następców - dzieci. Przeprowadzili sondaż wśród nastolatków, by sprawdzić, co sądzą one o naukowcach i ich pracy. Okazuje się, że raczej nie to, co uczeni chcieliby usłyszeć w prezencie na Dzień Dziecka...

Roni Malek i Fani Stylianidou z londyńskiego Science Learning Centre opracowali ankietę, którą wypełniło ok. 11 tys. uczniów w wieku 11-15 lat. Niemal 80 proc. jest przekonanych, że naukowcy wykonują bardzo ważna pracę. Niemal tyle samo określiło ich jako "ludzi z głową na karku, prawdziwe mózgi". Podobne badania zorganizowane rok wcześniej dodają, że zbliżony odsetek nastolatków uważa uczonych za sprytnych i zdolnych. Siedmiu na dziesięciu ankietowanych w tym roku sądzi ponadto, że ludzie nauki pracują twórczo i z wyobraźnią. Beczka miodu? Jest też dziegieć, i to uczciwa porcja.

Mądrzy, ale z innego świata

Równie wielu młodych ludzi przyznało, że naukowcy nie są "normalnymi, młodymi i atrakcyjnymi mężczyznami i kobietami". W ubiegłorocznym sondażu ledwie 7 proc. uczniów określiłoby naukowca mianem "fajny". Bardzo nieliczni zadecydowaliby się na karierę naukowca - najchętniej biologa, najmniej chętnie - fizyka. Dlaczego dzieci nie chcą "iść w naukę"? Wśród odpowiedzi autorzy sondażu zanotowali np. opinię, ze "naukowcy mają ciągle depresję, są zmęczeni i nie mają czasu dla rodziny". Czasami od pracy naukowej odstręczać mogą względy estetyczne: "Wszyscy naukowcy noszą grube okulary i muszą chodzić w białych fartuchach. A ja jestem dziewczynką!" - powiedziała jedna z ankietowanych. - Ludzie postrzegają pracę naukowca jako trudny i absorbujący zawód, coś dla hobbystów - komentuje prof. Magdalena Fikus, biofizyk i popularyzator nauki. - Sądzą, że jako naukowiec nie otworzą po południu piwa, nie pójdą na mecz czy nie pograją w piłkę z dziećmi - uważa. Doceniają wprawdzie umiejętności i osiągnięcia uczonych, ale się z nimi nie utożsamiają. Traktują ich jak istoty z innego świata.

Dlaczego młodzi ludzie nie identyfikują się z ludźmi nauki? Być może odpowiedź kryje się także w osobach naukowców, których cenią. Sięgnijmy znów do sondaży przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii. Tamtejsze nastolatki jako znanych uczonych wymieniają: Izaaka Newtona (39 proc.) i Alberta Einsteina (29 proc.). Na liście znaleźli się także m.in. Karol Darwin, Aleksander Fleming i Maria Skłodowska-Curie (dziękujemy młodym Brytyjczykom!).

Mogłoby się zdawać, że dzieci poradziły sobie naprawdę nieźle - do grona naukowców nie zaliczały np. ulubionych aktorów lub muzyków. A mimo to autorzy sondażu kręcą nosem. - Żaden z badanych nie wymienił uczonych, którym zawdzięczamy najnowsze osiągnięcia nauki - ubolewa Clara Kenyon z OCR, brytyjskiej organizacji edukacyjnej i egzaminacyjnej. - Na liście zabrakło np. Iana Wilmuta, który sklonował owcę Dolly, czy Colina Pillingera kierującego misją sondy Beagle 2 na Marsa. Wyniki pokazują rosnąca ignorancję w zakresie współczesnych zdobyczy nauki. To także może wpływać na postrzeganie naukowców jako "innych". Osobie, która ma kilkanaście lat, może być trudno identyfikować się z genialnym, ale dawno już nieżyjącym uczonym.

Portret alchemika

Opinia małych Brytyjczyków o ludziach nauki nie jest wcale odosobniona. - Kilka lat temu, podczas pierwszego festiwalu we Wrocławiu, zaprosiliśmy dzieci do konkursu plastycznego - wspomina prof. Aleksandra Kubicz, która przez wiele lat organizowała Dolnośląski Festiwal Nauki. - Miały narysować, jak sobie wyobrażają naukowca. Otrzymaliśmy wiele prac, na których najczęściej pojawiał się jeden wizerunek: stary człowiek w białym kitlu, długie, rozwichrzone włosy, zmarszczki, grube okulary na nosie. Na rysunkach nie było żadnej kobiety (może to i lepiej, zważywszy, jak portretowano mężczyzn naukowców). - Przyznaliśmy kilka wyróżnień - z umiarkowanym entuzjazmem mówi prof. Kubicz - i za rok spróbowaliśmy jeszcze raz, prosząc dzieci o narysowanie warsztatu pracy uczonego. O dziwo, na obrazkach pojawili się ludzie młodsi, także kobiety. Eleganckie i uczesane. Nie było już prawie alchemików, którzy straszyli rok wcześniej. Zobaczenie pracowni naukowych i laboratoriów na własne oczy przełamało stereotypy. To wyraźny sukces festiwalu - udało się zmienić wyobrażenie o badaczach i ich wizerunek.

Jak jeszcze przekonać dzieci, że "naukowiec też człowiek"? -Problemem jest hermetyczny język nauki - uważa prof. Maciej Żylicz, biofizyk, prezes Fundacji na rzecz Nauki Polskiej. - Powstaje bariera komunikacyjna między naukowcem a dzieckiem. Ale to się musi zmienić. Dobry uczony najczęściej potrafi (lub przynajmniej próbuje) mówić zrozumiale. Za to niekompetentny będzie się krył za naukowym slangiem - dodaje prof. Żylicz.

Autor jest członkiem zespołu Centrum Nauki KOPERNIK w Warszawie