Czarnogóra zaczyna własne rozmowy z Unią

Jeszcze w tym roku Czarnogóra może zrobić pierwszy krok w stronę członkostwa w UE. Ale data wejścia do wspólnoty coraz mniej zależy od niej samej

Podgorica nigdy nie ukrywała, że jednym z głównych powodów rozwodu Czarnogóry z Serbią była chęć wejścia do Unii na własnych warunkach. W przypadku negocjacji unijnych pozostawanie w jednym państwie z Serbami okazało się balastem: Bruksela zamroziła rozmowy z Belgradem, bo ten ostatni nie odnalazł i nie wydał Trybunałowi w Hadze oskarżonego o zbrodnie wojenne generała Ratko Mladicia.

Teraz gdy wynik ubiegłotygodniowego referendum potwierdził "aksamity rozwód" obu państw, Czarnogóra liczyła, że UE zacznie ją traktować odrębnie i wznowi rozmowy w sprawie podpisania paktu stabilizacji i stowarzyszenia uważanego za pierwszy krok do pełnego członkostwa. I nie zawiodła się.

Premier Milo Dziukanowić, który w poniedziałek gościł w Brukseli, nie wróci z pustymi rękami. - Czarnogóra ma europejską perspektywę, choć drogi na skróty nie będzie. Jeżeli negocjacje w sprawie paktu stabilizacyjnego będą toczyły się w takim tempie jak do tej pory, to powinny zakończyć się do końca 2006 r. - powiedział w poniedziałek komisarz Olli Rehn po spotkaniu z Dziukanowiciem.

Tymczasem rozmowy z Serbią nadal pozostają zamrożone. W najbliższych dniach - potwierdził komisarz Rehn - rozdzielenie czarnogórskiego i serbskiego wątku negocjacji powinno być zakończone. Unijne rządy i instytucje pracują właśnie nad nowym "mandatem negocjacyjnym" dla Komisji - do osobnych rozmów z Czarnogórą.

Podgorica obawia się jednak, że ostateczne wejście do UE w małym stopniu zależy od jej własnych wysiłków. - Nie chcę spekulować na temat daty naszego członkostwa. To przecież zależy także od kształtu unijnej polityki rozszerzeniowej - powiedział Dziukanowić, czyniąc aluzję do pojawiających się w UE głosów, że proces rozszerzenia trzeba mocno przyhamować.