Mundial szuka pracowników

Na 18 dni przed rozpoczęciem mundialu organizatorom brakuje 12 tys. pracowników do ich obsługi. Niemcy liczą, że w ostatniej chwili zatrudnią swoich bezrobotnych. Polacy nie mają na to szans, bo aby pracować za Odrą, muszą mieć zezwolenie

Poszukiwani są głównie ochroniarze, pracownicy gastronomii, obsługa toalet, sprzedawcy, hostessy czy ogrodnicy.

Według rzecznika Federalnej Agencji Pracy w samym Berlinie pracę może jeszcze znaleźć co najmniej 2200 osób, we Frankfurcie 1700, w Dortmundzie 1200. Zdaniem niemieckich mediów wolnych miejsc pracy jest więcej, niż wynikałoby to z oficjalnych danych, bo wiele firm szuka pracowników na własną rękę.

By znaleźć zajęcie przy mistrzostwach, wystarczy wejść na internetową stronę Federalnej Agencji Pracy albo zadzwonić na specjalną infolinię. Agencja stworzyła nawet specjalny sztab współpracujący z niemieckim związkiem piłkarskim, który zajmuje się kojarzeniem pracodawców i pracowników.

Teoretycznie w Niemczech, kraju, w którym prawie 5 mln ludzi nie ma pracy, a stopa bezrobocia w niektórych rejonach sięga 20 proc., wakaty powinny błyskawicznie się zapełnić. Tymczasem niemieckich bezrobotnych praca przy obsłudze mundialu nie bardzo interesuje.

Powód jest prosty. Do wzięcia jest zwykle praca na kilka tygodni płatna jak na niemieckie warunki słabo, bo od 6 do 8 euro na godzinę. Co więcej, na ten czas bezrobotni musieliby zawiesić pobieranie zasiłku. Rokrocznie z tych samych powodów w Niemczech nie można zapełnić 700 tys. wakatów.

Nie ma praktycznie żadnych szans, by sytuację rozładowali nasi bezrobotni. Dla Polaków i obywateli nowych krajów członkowskich UE niemiecki rynek pracy będzie zamknięty co najmniej do 2009 r. - By skorzystać z naszych ofert, Polacy potrzebują najpierw zezwolenia na pracę - tłumaczą w Federalnej Agencji Pracy. Samo wyrobienie zezwolenia trwa sześć tygodni.

Według prognoz Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej dzięki mundialowi ma powstać 60 tys. miejsc pracy, z czego co trzecie na dłużej. Brak zapału niemieckich bezrobotnych każe jednak w te wyliczenia wątpić.

- Nie panikujemy. Brak rąk do pracy w żaden sposób nie wpłynie na jakość mistrzostw. Poza tym mamy jeszcze prawie trzy tygodnie - mówi "Gazecie" Stefan Kaller, rzecznik niemieckiego MSW.