Białoruś wietrzy spisek w wynikach Eurowizji

Polina Smołowa przepadła w konkursie piosenki Eurowizji, bo publiczność uwzięła się na nią ze względów politycznych - tak rządowy dziennik ?Respublika? tłumaczy klęskę wokalistki w Atenach.

Propaganda prezydenta Aleksandra Łukaszenki szykowała naród na wspaniały triumf Smołowej. Przed konkursem telewizje i radia co chwila nadawały jej piosenkę, gazety opisywały każdą przymiarkę jej kostiumu, zachwycały się każdą próbą tańca. Smołowa jest na Białorusi oficjalnie uznaną gwiazdą. Przed marcowymi wyborami prezydenckimi była ozdobą propagujących kandydaturę Aleksandra Łukaszenki i transmitowanych przez telewizję koncertów "Za Białoruś". Śpiewała na nich o takim, który "jest u nas tylko jeden", a pozostali "mężczyźni sięgają mu najwyżej do pasa".

Niektórzy opozycjoniści proponowali nawet, żeby Eurowizja nie dopuściła Smołowej do konkursu za jej wokalne zachwyty nad dyktatorem. W obronie piosenkarki stanęli jednak wyklęci przez reżim muzycy, którym Łukaszenko nie pozwala koncertować na Białorusi. Uważali, że nikomu z artystów nie wolno zakazywać występów.

Wychwalana przez propagandę gwiazda przepadła już w czwartkowym półfinale, gdzie zajęła przedostatnie miejsce. Następnego dnia gazety państwowe nawet się o tym nie zająknęły. Dopiero w sobotę rządowa "Respublika" zagrzmiała, chwaląc młodą piosenkarkę i tłumacząc, że konkurs był przeprowadzony stronniczo. "Dynamicznego występu Poliny Smołowej telewidzowie europejskich krajów nie zauważyli, nie usłyszeli albo ?" - pyta dziennik i sam sobie odpowiada: - "Nie chcieli usłyszeć, bo gdyby zechcieli, toby docenili".

To nie pierwsza na Białorusi awantura o konkurs Eurowizji. Gdy rok temu klęskę na nim poniosła inna reprezentantka tego kraju Andżelika Agurbasz, Łukaszenko osobiście zaszczycił ją telegramem. - "Twój występ był jednym z najlepszych, można tylko domyślać się, jakie przyczyny stoją za ogłoszonymi wynikami" - ocenił najwyższy juror i nadał wzgardzonej przez Europę wokalistce tytuł "Zasłużony artysta Białorusi".

- Konkursowi Eurowizji na Białorusi nadaje się ogromne znaczenie. Jasne jest, że gdyby teraz wygrała Smołowa, propaganda państwowa rozdęłaby jej sukces do rozmiarów zwycięstwa w III wojnie światowej - uważa białoruski krytyk muzyczny Dzmitryj Padbiarezki.

Nie wiadomo, czy Smołowa też dostanie od prezydenta medal czy tytuł. Na razie nie doczekała się jeszcze nawet telegramu.

Pracy jej jednak nie zabraknie. Wokalistka jest sierżantem milicji. A szef MSW Uładimir Naumow specjalnym dekretem zobowiązał funkcjonariuszy, by tego lata organizowali koncerty w fabrykach, na dziecięcych koloniach i obozach i w ten sposób poprawiali obraz milicji w oczach społeczeństwa. Zgodnie z wolą ministra poprosić milicjantów o koncert czy to muzyki ludowej, tańca, czy mocnego uderzenia może każdy kierownik zakładu pracy czy obozu, który do 1 września zgłosi się na komisariat.