Fala antyrządowych demonstracji młodzieży

?Jesteśmy wściekli" - taki wpis pojawił się w nocy z 5 na 6 maja na Gronie.net. Ruszyła fala frustracji wywołana wejściem do rządu Leppera i Giertycha. Przez internet młodzi ludzie skrzykują się na marsze antyrządowe.

Do tej pory odbyły się trzy spontaniczne, zorganizowane przez uczniów i studentów manifestacje.

6 maja pod Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie demonstrowało 200 osób.

9 maja w "Studenckim Marszu Antyrządowym" z Uniwersytetu Warszawskiego pod Sejm przemaszerowało 2000 osób.

11 maja w Łodzi manifestowało ok. 300 osób.

Kolejne demonstracje w sobotę, niedzielę i poniedziałek.

Manifestacje organizują uczniowie i studenci niezwiązani z żadną partią.

"Studencki Marsz Antyrządowy" to dzieło Andrzeja Pałysa, studenta III roku historii sztuki na UW. Łódzką manifestację zorganizował nieformalny "Układ na rzecz wolnej edukacji", który zawiązali studenci wydziałów humanistycznych Uniwersytetu Łódzkiego.

- Chcemy, by szkoła otwierała ludziom umysły, wychowywała w duchu tolerancji i zrozumienia innych kultur, a Roman Giertych tego nie gwarantuje - mówił na czwartkowej demonstracji w Łodzi Jarosław Kubiak z "Układu".

- Manifestacje, które teraz obserwujemy, to pierwszy moment, w którym do młodzieży dotarło, że to, co dzieje się w kraju, dotyka ich osobiście - mówi dr Anna Giza-Poleszczuk, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego.

Charyzmatyczny Roman

Spontaniczne manifestacje zawsze zaczynają się od zdarzenia, które wywołuje wielkie emocje.

Tak było zaraz po śmierci Jana Pawła II, gdy w Krakowie za pomocą forów internetowych, maili i SMS-ów skrzyknęło się ponad 100 tys. osób, które potem ruszyły ulicami w przejmującym marszu.

Tak samo jest i teraz, choć oczywiście nie na taką skalę.

Andrzej Pałys organizator "Studenckiego Marszu Antyrządowego": - Charyzma Romana sprawiła, że ludzie zaczęli działać. Do tej pory swoją energią oddziaływał tylko na Młodzież Wszechpolską, teraz zmobilizował tych, którzy nie podzielają jego poglądów. Justyna Dziewota-Jabłońska, studentka IV roku historii sztuki i stosunków międzynarodowych na UW, pomagając w organizacji warszawskiej demonstracji, wysłała ponad 300 maili: - Rozsyłając informację, wiedziałam, że musi się w niej pojawić nazwisko Romana Giertycha. On jest osobą, która wywołuje emocje - albo się go bosko wielbi, albo nienawidzi.

Marta Szymańska, studentka I roku białorutenistyki na UW, dostała informację o demonstracji i rozesłała ją do znajomych: - To był odruch. Zazwyczaj nie rozsyłam takich rzeczy, ale tym razem zadziałałam, bo nie chcę, żeby tak źle kojarząca się osoba jak Roman Giertych zajmowała się edukacją.

Przekaż dalej

Mechanizm rodzenia się demonstracji zawsze jest podobny. - Ktoś wpada na pomysł i rzuca go na jakimś internetowym forum. Jeżeli sprawa budzi emocje, wiadomość zaczyna się powielać na kolejnych stronach. Rusza lawina - opowiada Adrian, 30-letni bioinformatyk, który w internecie funkcjonuje jako "centrolew". Jego wpisy nagłaśniające antyrządowe demonstracje można znaleźć na przeróżnych internetowych forach.

W przypadku nominacji Giertycha pierwsze informacje o rodzących się demonstracjach pojawiły się w internecie już 6 maja, dzień po nominacji.

- Potem ktoś wędruje do magistratu i załatwia formalności. W internecie pojawia się data i miejsce demonstracji - tłumaczy dalej Adrian. - Inni się podłączają. Nikt nie pyta, kto jest organizatorem. Najważniejsze, że można przyjść i wyrazić własne emocje.

Ludzie zaczynają wysyłać do znajomych SMS-y i maile z datą manifestacji.

- Korzystałam z tej samej drogi, którą informuję znajomych o kolokwiach. Wiadomość przekazałam też młodszej siostrze. Ona rozesłała ją wśród licealistów - mówi Justyna Dziewota-Jabłońska.

Na każdym mailu, który wysłała Justyna, był dopisek "przekaż dalej".

Informacja zatacza coraz szersze kręgi i powoli obrasta w dodatkowe elementy. Suchy mail o wtorkowej warszawskiej demonstracji, przez kolejne kilka dni obrósł w różne dopiski: ktoś dopisał, że nie można pozwolić, żeby na Polskę patrzono jak na kraj populistów, nacjonalistów i zacofania, ktoś - by na znak protestu przypiąć niebieskie wstążki.

- Internet daje błyskawiczną możliwość weryfikacji, czy wiadomość o demonstracji się rozchodzi. Ludzie nabierają pewności, że inni też chcą przyjść i dlatego sami decydują się wziąć w niej udział - uważa dr Anna Giza-Poleszczuk.

Digital divide

Tygodniowo na www.spieprzajdziadu.com. zagląda 15 tys. osób. Od kiedy Roman Giertych został ministrem edukacji, liczba wejść zwiększyła się dwukrotnie. ("Spieprzaj dziadu" to słowa Lecha Kaczyńskiego. W 2002 r., gdy kandydował na prezydenta Warszawy, zastąpili mu drogę bezrobotni i dopytywali, co rząd robi dla bezrobotnych. Kaczyński najpierw tłumaczył, że jest z opozycji, a potem powiedział owe słowa.)

- "Spieprzaj dziadu" to hasło, którym intuicyjnie posługują się w internecie niezadowoleni z rządów. Gdy wpisze się je w wyszukiwarkę, moja strona wyskakuje jako jedna z pierwszych. Stworzyłem ją, żeby nie przyglądać się biernie złym decyzjom rządu. To mój sprzeciw - opowiada 30-letni Adam, twórca strony, który na co dzień pracuje w dziale informatycznym dużej warszawskiej firmy.

Informacja o powstającej w Warszawie demonstracji dotarła na www.spieprzajdziadu.com 7 maja tuż przed północą. Przesłał ją internauta Adept.

Wiadomość natychmiast pojawiła się na stronie.

We wtorek 9 maja na www.spieprzajdziadu.com można już było przeczytać, że kolejne demonstracje odbędą się w Łodzi, Krakowie, Warszawie, Szczecinie, Katowicach i Gdańsku. W środę dołączyły kolejne miasta: Poznań, Wrocław, Częstochowa, Rzeszów.

- Od kilku lat internet na Zachodzie postrzegany jest jako bardzo cenne narzędzie demokracji. Głównie dzięki temu, że umożliwia łatwe i tanie nawiązanie dialogu między nadawcami informacji a jej odbiorcami. Ludzie dzięki internetowi ludzie dowiadują się o istnieniu innych, o podobnych przekonaniach. To dopinguje do działania. Niestety, głównym ograniczeniem w Polsce jest wciąż "digital divide", czyli wykluczenie z ruchów społecznych osób niemających dostępu do internetu. W chwili obecnej - dwóch trzecich społeczeństwa - mówi Leszek Olszański, redaktor portalu Gazeta.pl i autor książki "Dziennikarstwo internetowe".

Kolejne demonstracje antyrządowe:

Częstochowa - sobota, 13.05, 12.00 pod Urzędem Miasta.

Gdańsk - sobota, 13.05, 12.00 Dworzec Główny

Katowice - sobota, 13.05, 12.00 Teatr Wyspiańskiego

Katowice - poniedziałek, 15.05, 14.00 Rynek

Kraków - sobota, 13.05, 12.00 pod Ratuszem

Poznań - sobota, 13.05, 12.00 Stary Rynek

Rzeszów - sobota, 13.05, 12.00 Rynek

Szczecin - sobota, 13.05, 12.00 plac Lotników

Warszawa - sobota, 13.05, 12.00 pod Sejmem

Warszawa - sobota, 13.05, 14.00 plac Zamkowy

Wrocław - niedziela, 14.05, 15.00 Rynek

źródło: www.spieprzajdziadu.com